Izabela w grupie tanecznej, wymiatająca na oświetlonej scenie. Tłum szaleje. Pod nosem jasnowłosej dziewczynki pojawia się mimowolny uśmiech. Jest szczęśliwa.
To marzenie nie opuściło mnie nawet, gdy zmarli. Podążyło za mną dalej przez życie, gdzie taniec uliczny dał mi nową rodzinę. Moją grupę.
Wciąż marzę tańcząc przed lustrem. Tylko że teraz.. dzielę to marzenie z innymi. I wierzę...
nie, ja to wiem. Wiem, że dobrniemy do celu. Wiem, że nam się uda.
***
Młodzi ludzie powoli wracali do klubu, wyraźnie nakręceni na dalszą zabawę dzięki naszemu pokazowi. Zgodnie z umową, mogliśmy albo się zmyć, albo dołączyć do bawiących się ludzi - wiadomo, chcieliśmy jeszcze trochę dać czadu na klubowych parkietach. Nim jednak dołączyłam do pozostałych w budynku, musiałam z kimś porozmawiać.
To Bartek ją zauważył. Telisha Shaw, jurorka z programu amerykańskiego, do którego aspirujemy. Wprost nie mogłam w to uwierzyć.
W tamtym momencie widziałam tylko ją. Patrzyła na mnie i skinęła mi ręką, bym podeszła. Oczywiście, ruszyłam w jej stronę, po drodze mijając zdezorientowanego siatkarza.
- Skąd?... Jak? - Wykrztusiłam po angielsku, gdy znalazłam sie wystarczająco blisko.
- Tak, mnie również miło cię poznać, Mała. - Zaśmiała się. Podała mi rękę.- Nie muszę się chyba przedstawiać?
Nie miałam problemu z językiem angielskim, choć musiałam przyznać, że ten amerykański akcent jest niemożliwy. Do tego dochodziło niesamowite speszenie, musiałam być maksymalnie skupiona na tym, co mówiła.
Uścisnęłam jej dłoń.
- Nie no, skąd. - Zaśmiałam się również, ale odrobinę nerwowo. - Tylko jestem w niemałym szoku, z Ameryki do Polski kawał drogi.
- Wiesz, że jestem jurorką w programie tanecznym, znanym na całym świecie.- Powiedziała.
- Oczywiście, że wiem. Wystąpić w tym programie to zaszczyt!
- Oczywiście, że wiem. Wystąpić w tym programie to zaszczyt!
- Więc jak zapewne wiesz - mówiła - szukamy perełek. Właśnie takich, jak twój zespół. Śledzę od początku wasze poczynania na YT. Macie miliony wyświetleń na całym świecie. Dajecie naprawdę nieszablonowe pokazy i udowadniacie, że radzicie sobie w naprawdę różnych sytuacjach. - Od tego nadmiaru komplementów aż się spociłam, a na twarzy pojawił się mimowolny uśmiech. - A jestem tu, bo musiałam się sama przekonać na żywo.
- Mam nadzieję, że występ się podobał.
- Nawet deszcz wam nie straszny! - Poklepała mnie po ramieniu. - Oby tak dalej, Mała. Ale nie spocznij teraz na laurach. Nie powiedziałam, że jesteście najlepsi. Ale macie do tego predyspozycje. Pozostało mało czasu, a musicie jeszcze przekonać dwójkę pozostałych jurorów, że warto was zaprosić do programu.
Zacisnęłam usta w wąską linię. Telisha znana była z tego, że jak ktoś jej się spodoba, to trzyma się go do samego końca. Była więc szansa, że to my jej się spodobaliśmy. Ale pozostali... ciężki orzech do zgryzienia.
- Tymczasem się zbieram - kontynuowała, bo ja wciąż nie mogłam z siebie wydobyć ani słowa - mam nadzieję, że do zobaczenia, Mała.
Na ulicy już nikogo nie było. Patrzyłam przez chwilę, jak ciemnoskóra kobieta znika za rogiem, a potem sama weszłam do klubu.
Ludzi było masę. I to było niesamowite, choć w tamtej chwili marzyłam o tym, by pobić DJ`a, wyłączyć muzykę i krzyknąć do mikrofonu, jaka jestem szczęśliwa. Wiadomo, nie zrobiłam tego. Zamiast tego palcami rozczesałam wilgotną perukę, by choć trochę doprowadzić się do porządku. Poprawiłam maskę na twarzy i skierowałam się do zajętej dla nas loży VIP.
- Hej. - Ktoś nagle złapał mnie za nadgarstek. Gwałtownie się odwróciłam. - Mała, nie? Zatańczysz? - Zapytał nieznajomy.
Musiałam dodawać, że był przystojny? Dobra, co prawda nie aż tak jak Włodarczyk... cholera! Izka, znowu o nim pomyślałaś!
Co to za etap znajomości, że porównujesz ziomka do innych? Ma-sak-ra.
- Nie twoja liga, chłoptasiu. - Między nami nagle stanęła Kora. Odciągnęła mnie od zdezorientowanego chłopaka i zaprowadziła do loży.
- Co ty?...
- Potem się z nim pobawisz. Najpierw mów nam wszystkim, co mówiła Telisha!
Całe szczęście, że nasza loża w ogóle była w osobnym małym pomieszczeniu, gdzie dźwięki muzyki nie dochodziły aż tak bardzo. Dzięki temu nie musiałam przekrzykiwać muzyki. Opowiedziałam przyjaciołom o mojej małej pogawędce przed barem. Byli szczęśliwi, rzecz jasna.
- Kelner, kelner! - Przywołał go gestem dłoni Brodaty. - Prosimy shoty dla wszystkich!
Musiałam mówić, że mieliśmy swoją własną obsługę? I nie musieliśmy się pchać przy barze? Szacun max.
Ach, no i właśnie. Mówiłam, że alkohol mieliśmy za darmo? Nie? No więc: procenty serwują nam za free w ilościach, jakich chcemy. To się nazywa fejm.
- Trzeba to oblać! - Krzyknął radośnie Bartek.
- To dopiero jeden krok w naszej drugiej, krętej drodze. - Burknęłam, jednak z twarzy nie schodził mi uśmiech. - NIe za wcześnie?
- NO tak, lepiej świętować jak będziemy musieli sami za siebie płacić, nie? - Zaśmiał się Siwy, a reszta poszła w jego ślady. - Chillout, Mała, babka nie przeleciałaby całego oceanu tylko po to, by nam oznajmić, że "mamy szansę".
- Ale ona tak powiedziała... - dodałam cicho, ale chyba na marne. NIkt mnie już nie słuchał, bo na stole postawili shoty.
Może i mieli rację? Wiecie, musiałoby jej się nudzić, żeby lecieć do nas taki kawał drogi. Żeby sobie tylko popatrzeć.
ZA M.A.D! - Pierwszy shot.
Nie no, na pewno mieli rację. Ale ja też mam; dostaliśmy niesamowitą szansę, której teraz nie możemy zmarnować. Musimy wymyślić coś... niesamowitego. Niepowtarzalnego.
ZA ZWYCIĘSTWO! - Drugi shot.
Ha, ha. Już mi powoli wchodziło. Bo kto normalny popija shoty piwem?
ZA NAS. ZA RODZINĘ! - Trzeci shot.
Wtedy zobaczyłam go w tłumie. Nie miałam jeszcze konkretnie na bani, ale dobry humor wydawał się nie mieć końca.
Bez słowa zostawiłam swoich przyjaciół. SŁyszałam tylko żarciki za plecami: "O, idzie do kochasia!". ZNali mnie na wylot, doskonale wiedzieli, co się święciło. I choć nie powinnam, dalej w to brnęłam.
Powinnam go zostawić. Powinnam zniknąć. Powinnam o nim nie myśleć.
Na pewno nie powinnam za nim pójść tego wieczora w klubie. A poszłam. Właśnie wchodził do toalety znajdującej się w bocznym, wąskim korytarzu. W ostatnim momencie wsunęłam stopę i nie zdążył zamknać drzwi.
- Zajęte!... - Powiedział lekko je znowu uchylając, a wtedy wpadłam do malutkiego pomieszczenia, zamknęłam drzwi an zamek i wpiłam się w jego usta.
Nie wahał się. Przynajmniej na początku. Docisnął mnie do zimnej ściany co dotkliwie odczułam, ponieważ byłam rozgrzana, a połowę pleców miałam odsłoniętych. Pieścił mnie całując, tak jak zwykle, a ja wiłam się pod jego dotykiem, tak niesamowicie spragniona jego bliskości. Tęskniłam za tym.
I wtedy przerwał.
- Nie. Nie znowu. - Szepnął. - Nie mogę tak.
ZMarszczyłam czoło. Kurwa, jak to nie!
- Włodarczyk. - Rzuciłam ostro. - Chcesz tego.
- Chcę, ale...
- Kurwa, to to zrób, bo się rozmyślę. - Warknęłam jeszcze i w odpowiedzi złapał mnie za włosy i pociągnął głowę w tył, odsłaniając całą szyję. I zaczął mnie tam natarczywie całować.
- Jak mi tam kurwa zrobisz malinkę, to zabiję. - Syknęłam jeszcze, nie mogąc wykonać nawet małego ruchu głową. Bałam się i o maskę, i o perukę, dlatego darowałam sobie gwałtowne ruchy.
Zaśmiał się jedynie lekko, ale całował dalej. Po szyi, obojczykach. Potem ręce wsadził pod top, pod stanik, i pieścił moje piersi. Stawałam się cała rozpalona, zresztą, tak jak on sam. Podobało mi się, w jaki sposób na niego działałam. Czy zwykła Iza potrafiłaby tego dokonać? Czy potrzebowałam do tego maski?...
Przestałam się nad tym zastanawiać, gdy byłam naga od pasa w dół. Sam również opuścił swoje spodnie i jednym stanowczym ruchem podniósł mnie za uda do góry. Znowu trzepnęłam plecami o ścianę, ale to się wtedy nie liczyło. Nie wtedy, gdy wszedł we mnie stanowczym ruchem i doprowadził na sam szczyt istnej rozkoszy.
Między nami pojawia się energia,
Kiedy mnie trzymasz,
Kiedy mnie dotykasz.
To jest tak silne, że mogę to poczuć.
To było zaledwie kilka ruchów. Kilka ruchów, po których byliśmy i spełnieni, i zmęczeni. Po fakcie szybko się ubieraliśmy. Siatkarz nawet nie spojrzał mi w twarz.
- Tak cholernie mnie pociągasz. - Powiedział, nim opuścił toaletę. Słychać było nutkę żalu w jego głosie. - I gdybyś chciała mnie poznać i zaufać mi, moglibyśmy się kochać, a nie rżnąć w klubowej toalecie.
I wyszedł.
Tak skończyła tej nocy Mała. Spełniona? Chyba tylko chwilowo. Włodarczyk miał cholerną rację. Ale taka ona była, taka była ciemnowłosa, zamaskowana dziewczyna. Była chwilą zaledwie. Dla siatkarza. I również dla samej siebie.
Nie mogłabym odejść, nawet, jeśli bym chciała.
Ponieważ coś ciągnie mnie z powrotem do ciebie.
Od pierwszej chwili, kiedy się kochaliśmy,
Od pierwszej chwili, kiedy się dotknęliśmy.
Dotyk twoich palców
Twój zapach się za mną ciągnie
Mój umysł błąka się szaleńczo
Myśli o twoim uśmiechu
Musisz dać mi trochę
Lub możesz dać mi wszystko,
Ale to nigdy nie wystarczy.
Następny dzień był cholernie odrealniony. Wiecie, nie co dzień wraca się do domu nad ranem po istnym szaleństwie. I nie co dzień ma się kaca. Po szybkim seksie w toalecie poszłam jeszcze na drinki i inne procenty. W pełni oblaliśmy tę noc z przyjaciółmi. Tylko.. są efekty.
Po drugie, macocha tego dnia zażyczyła sobie, bym wróciła do pracy. Tak, też byłam w szoku. Obudziła mnie o ósmej więc jakoś się zebrałam. A uwierzcie, to było nie lada wyzwaniem , biorąc pod uwagę stan, w jakim byłam. Mimo to zebrałam się, wyprawiłam macochę i Oliwię do pracy, po czym sama wsiadłam na motocykl i pojechałam do baru.
- Izka! No w końcu ta wredna baba wypuściła cię do nas z wieży! - Kaśka rzuciła się na mnie i mnie wyściskała, jakby mnie tu co najmniej miesiąc nie był.
- Laska, ogarnij. W sumie to nie byłam uwięziona. - Westchnęłam przeciągle. Nie byłam, bo wychodziłam, kiedy jej nie było, ot co. Ale Kaśce nawet o tym nie mówiłam.
- No wiem, wiem. Cała Polska huczy od rana od waszego pokazu!... - Podekscytowała się stanowczo zbyt głośno, więc od razu ją uciszyłam. Szalona!
- Ciszej, plis. - Rzuciłam. - Po pierwsze ktoś może nas usłyszeć, a po drugie mam kaca jak stąd do Ameryki.
Zmarszczyła czoło.
- Czemu akurat do Ameryki?
- Jej no, tak mi się powiedziało. Ale nieważne. Jak to "Polska huczy"? - Wróciłam do poprzedniego tematu.
- Rano byłaś w telewizji. To prawda, że ta babeczka z programu była?
Skinęłam głową, potwierdzając. Na twarzy przyjaciółki pojawił się szeroki uśmiech.
- No to macie awans zapewniony! - Podekscytowała się znowu.
- No coooś ty - przeciągnęłam, machając ręką - to dopiero mała aprobata. Początek.
I choć uważała co innego, nie męczyła tematu. Ponaglił nas pan Stasiu, ponieważ wpadło do baru kilku klientów. Szybko się przebrałam i poszłam pomóc przyjaciółce.
Do domu wróciłam w o dziwo lepszym nastroju, niż jaki miałam jak szłam do pracy. Szykując wieczorną kolację dla macochy i jej córki, wedle jej życzenia, nuciłam sobie pod nosem Powerfull Majora Lazera. Wkręciła mi się ta piosenka po wczorajszym clubbingu. W głowie wciąż wirował mi obraz Wojtka obok znanej mi piosenki. Jego zawiedzione spojrzenie. Doskonale rozumiałam, że chciał mnie poznać. Doskonale wiedziałam, że mogłam mu zaufać. Ale nawet nie chodizło o to, że on mógł wygadać komukolwiek. Po prostu im więcej osób o tym wiedziało, tym robiło się niebezpiecznie.
I tak też zrobiło się tego dnia.
Wsadziłam zapiekankę do piekarnika i nastawiłam dwoneczek na pół godziny. Sama natomiast poszłam się przebrać w bardziej wygodne ubrania, by po kolacji sprzątać czy... robic cokolwiek, co zajęłoby moje myśli i odciągnęło je od siatkarza. Żebyście jednak widzieli moją minę, gdy w miarę zadowolona po całym dniu weszłam do własnego pokoju...
- No proszę, proszę. Idzie nasza zamaskowana tancereczka.
Na słowa mojej przyrodniej siostry aż mnie zemdliło. Nogi się pode mną ugięły i jedyne, co mogłam wtedy zrobić, to głośno przełknąć ślinę.
- O czym ty mówisz? - Starałam się, by nie doszukała się w moim głosie strachu.
Siedziała na moim krześle przy biurku i z cwaniaczkim uśmiechem pod nosem obracała się w kółko. Tak to jest, jak raz się zapomni zamknąć pokoju na klucz.
- Pomyśleć, że ten głupi Wojtuś szuka tak daleko, a ma swoją ukochaną na wyciągnięcie ręki. - Parsknęła śmiechem.
Zacisnęłam ręce w pięści. Nie mogłam pozwolić, by jego również w to wmieszała.
- O co ci chodzi? - Wciąż udawałam, choć widziałam po niej, że jest pewna tego, co mówi. Wiedziała. Ale skąd?
- Izka, nie udawaj. Wszystko wiem. - Mlasnęła i skinęła na łóżko. Spojrzałam tam i wytrzeszczyłam oczy.
Leżała na nim moja peruka i maska z gali. Cholera. Szperała w moich rzeczach!
W momencie moje serce zaczęło walić jak oszalałe. Naprawdę, bałam się strasznie tego, co zamierzała ruda żmija.
- Ty... - chciałam polecieć łaciną, ale nie powinnam w tej sytuacji się pogrążać. Uspokoiłam zszargane nerwy i wzięłam głęboki oddech. - I czego chcesz. - Syknęłam w jej stronę.
- Och, jak ty dobrze mnie znasz. - Wstała i machnęła ręką. - Nic wielkiego... wiesz, tańcz sobie jak chcesz, mnie to nie rusza.
Wprost nie mogłam w to uwierzyć. Tylko... gdzie był haczyk?
- Nie powiem mamie o tym, co robisz za jej plecami. Nie powiem nikomu jaka jesteś zakłamana. I najważniejsze, nie powiem Wojtkowi, jak się nim ładnie zabawiasz. Taka mała kłamczuszka z ciebie wyrosła, co? - Zaśmiała się ironicznie.
- Kończ już. Czego oczekujesz? - Skrzyżowałam ręce na piersiach i oczekiwałam.
I wyznała, jakie ma żądania.
Czy ja się tego spodziewałam? Nie. TO znaczy, poza zakazem tańczenia co innego wchodziło w grę, jeśli nie to? Nic.
W jednym momencie moje serce pękło na miliony drobnych kawałeczków.
- WIęc jak, zgadzasz się? - Ponagliła mnie Oliwia. W tym momencie do domu weszła macocha, a ona była skłonna lada moment do niej poleciec i wyznać całą prawdę.
Przełknęłam głośno ślinę. - Zgoda.
- Tymczasem się zbieram - kontynuowała, bo ja wciąż nie mogłam z siebie wydobyć ani słowa - mam nadzieję, że do zobaczenia, Mała.
Na ulicy już nikogo nie było. Patrzyłam przez chwilę, jak ciemnoskóra kobieta znika za rogiem, a potem sama weszłam do klubu.
Ludzi było masę. I to było niesamowite, choć w tamtej chwili marzyłam o tym, by pobić DJ`a, wyłączyć muzykę i krzyknąć do mikrofonu, jaka jestem szczęśliwa. Wiadomo, nie zrobiłam tego. Zamiast tego palcami rozczesałam wilgotną perukę, by choć trochę doprowadzić się do porządku. Poprawiłam maskę na twarzy i skierowałam się do zajętej dla nas loży VIP.
- Hej. - Ktoś nagle złapał mnie za nadgarstek. Gwałtownie się odwróciłam. - Mała, nie? Zatańczysz? - Zapytał nieznajomy.
Musiałam dodawać, że był przystojny? Dobra, co prawda nie aż tak jak Włodarczyk... cholera! Izka, znowu o nim pomyślałaś!
Co to za etap znajomości, że porównujesz ziomka do innych? Ma-sak-ra.
- Nie twoja liga, chłoptasiu. - Między nami nagle stanęła Kora. Odciągnęła mnie od zdezorientowanego chłopaka i zaprowadziła do loży.
- Co ty?...
- Potem się z nim pobawisz. Najpierw mów nam wszystkim, co mówiła Telisha!
Całe szczęście, że nasza loża w ogóle była w osobnym małym pomieszczeniu, gdzie dźwięki muzyki nie dochodziły aż tak bardzo. Dzięki temu nie musiałam przekrzykiwać muzyki. Opowiedziałam przyjaciołom o mojej małej pogawędce przed barem. Byli szczęśliwi, rzecz jasna.
- Kelner, kelner! - Przywołał go gestem dłoni Brodaty. - Prosimy shoty dla wszystkich!
Musiałam mówić, że mieliśmy swoją własną obsługę? I nie musieliśmy się pchać przy barze? Szacun max.
Ach, no i właśnie. Mówiłam, że alkohol mieliśmy za darmo? Nie? No więc: procenty serwują nam za free w ilościach, jakich chcemy. To się nazywa fejm.
- Trzeba to oblać! - Krzyknął radośnie Bartek.
- To dopiero jeden krok w naszej drugiej, krętej drodze. - Burknęłam, jednak z twarzy nie schodził mi uśmiech. - NIe za wcześnie?
- NO tak, lepiej świętować jak będziemy musieli sami za siebie płacić, nie? - Zaśmiał się Siwy, a reszta poszła w jego ślady. - Chillout, Mała, babka nie przeleciałaby całego oceanu tylko po to, by nam oznajmić, że "mamy szansę".
- Ale ona tak powiedziała... - dodałam cicho, ale chyba na marne. NIkt mnie już nie słuchał, bo na stole postawili shoty.
Może i mieli rację? Wiecie, musiałoby jej się nudzić, żeby lecieć do nas taki kawał drogi. Żeby sobie tylko popatrzeć.
ZA M.A.D! - Pierwszy shot.
Nie no, na pewno mieli rację. Ale ja też mam; dostaliśmy niesamowitą szansę, której teraz nie możemy zmarnować. Musimy wymyślić coś... niesamowitego. Niepowtarzalnego.
ZA ZWYCIĘSTWO! - Drugi shot.
Ha, ha. Już mi powoli wchodziło. Bo kto normalny popija shoty piwem?
ZA NAS. ZA RODZINĘ! - Trzeci shot.
Wtedy zobaczyłam go w tłumie. Nie miałam jeszcze konkretnie na bani, ale dobry humor wydawał się nie mieć końca.
Bez słowa zostawiłam swoich przyjaciół. SŁyszałam tylko żarciki za plecami: "O, idzie do kochasia!". ZNali mnie na wylot, doskonale wiedzieli, co się święciło. I choć nie powinnam, dalej w to brnęłam.
Powinnam go zostawić. Powinnam zniknąć. Powinnam o nim nie myśleć.
Na pewno nie powinnam za nim pójść tego wieczora w klubie. A poszłam. Właśnie wchodził do toalety znajdującej się w bocznym, wąskim korytarzu. W ostatnim momencie wsunęłam stopę i nie zdążył zamknać drzwi.
- Zajęte!... - Powiedział lekko je znowu uchylając, a wtedy wpadłam do malutkiego pomieszczenia, zamknęłam drzwi an zamek i wpiłam się w jego usta.
Nie wahał się. Przynajmniej na początku. Docisnął mnie do zimnej ściany co dotkliwie odczułam, ponieważ byłam rozgrzana, a połowę pleców miałam odsłoniętych. Pieścił mnie całując, tak jak zwykle, a ja wiłam się pod jego dotykiem, tak niesamowicie spragniona jego bliskości. Tęskniłam za tym.
I wtedy przerwał.
- Nie. Nie znowu. - Szepnął. - Nie mogę tak.
ZMarszczyłam czoło. Kurwa, jak to nie!
- Włodarczyk. - Rzuciłam ostro. - Chcesz tego.
- Chcę, ale...
- Kurwa, to to zrób, bo się rozmyślę. - Warknęłam jeszcze i w odpowiedzi złapał mnie za włosy i pociągnął głowę w tył, odsłaniając całą szyję. I zaczął mnie tam natarczywie całować.
- Jak mi tam kurwa zrobisz malinkę, to zabiję. - Syknęłam jeszcze, nie mogąc wykonać nawet małego ruchu głową. Bałam się i o maskę, i o perukę, dlatego darowałam sobie gwałtowne ruchy.
Zaśmiał się jedynie lekko, ale całował dalej. Po szyi, obojczykach. Potem ręce wsadził pod top, pod stanik, i pieścił moje piersi. Stawałam się cała rozpalona, zresztą, tak jak on sam. Podobało mi się, w jaki sposób na niego działałam. Czy zwykła Iza potrafiłaby tego dokonać? Czy potrzebowałam do tego maski?...
Przestałam się nad tym zastanawiać, gdy byłam naga od pasa w dół. Sam również opuścił swoje spodnie i jednym stanowczym ruchem podniósł mnie za uda do góry. Znowu trzepnęłam plecami o ścianę, ale to się wtedy nie liczyło. Nie wtedy, gdy wszedł we mnie stanowczym ruchem i doprowadził na sam szczyt istnej rozkoszy.
Między nami pojawia się energia,
Kiedy mnie trzymasz,
Kiedy mnie dotykasz.
To jest tak silne, że mogę to poczuć.
To było zaledwie kilka ruchów. Kilka ruchów, po których byliśmy i spełnieni, i zmęczeni. Po fakcie szybko się ubieraliśmy. Siatkarz nawet nie spojrzał mi w twarz.
- Tak cholernie mnie pociągasz. - Powiedział, nim opuścił toaletę. Słychać było nutkę żalu w jego głosie. - I gdybyś chciała mnie poznać i zaufać mi, moglibyśmy się kochać, a nie rżnąć w klubowej toalecie.
I wyszedł.
Tak skończyła tej nocy Mała. Spełniona? Chyba tylko chwilowo. Włodarczyk miał cholerną rację. Ale taka ona była, taka była ciemnowłosa, zamaskowana dziewczyna. Była chwilą zaledwie. Dla siatkarza. I również dla samej siebie.
Nie mogłabym odejść, nawet, jeśli bym chciała.
Ponieważ coś ciągnie mnie z powrotem do ciebie.
Od pierwszej chwili, kiedy się kochaliśmy,
Od pierwszej chwili, kiedy się dotknęliśmy.
Dotyk twoich palców
Twój zapach się za mną ciągnie
Mój umysł błąka się szaleńczo
Myśli o twoim uśmiechu
Musisz dać mi trochę
Lub możesz dać mi wszystko,
Ale to nigdy nie wystarczy.
Następny dzień był cholernie odrealniony. Wiecie, nie co dzień wraca się do domu nad ranem po istnym szaleństwie. I nie co dzień ma się kaca. Po szybkim seksie w toalecie poszłam jeszcze na drinki i inne procenty. W pełni oblaliśmy tę noc z przyjaciółmi. Tylko.. są efekty.
Po drugie, macocha tego dnia zażyczyła sobie, bym wróciła do pracy. Tak, też byłam w szoku. Obudziła mnie o ósmej więc jakoś się zebrałam. A uwierzcie, to było nie lada wyzwaniem , biorąc pod uwagę stan, w jakim byłam. Mimo to zebrałam się, wyprawiłam macochę i Oliwię do pracy, po czym sama wsiadłam na motocykl i pojechałam do baru.
- Izka! No w końcu ta wredna baba wypuściła cię do nas z wieży! - Kaśka rzuciła się na mnie i mnie wyściskała, jakby mnie tu co najmniej miesiąc nie był.
- Laska, ogarnij. W sumie to nie byłam uwięziona. - Westchnęłam przeciągle. Nie byłam, bo wychodziłam, kiedy jej nie było, ot co. Ale Kaśce nawet o tym nie mówiłam.
- No wiem, wiem. Cała Polska huczy od rana od waszego pokazu!... - Podekscytowała się stanowczo zbyt głośno, więc od razu ją uciszyłam. Szalona!
- Ciszej, plis. - Rzuciłam. - Po pierwsze ktoś może nas usłyszeć, a po drugie mam kaca jak stąd do Ameryki.
Zmarszczyła czoło.
- Czemu akurat do Ameryki?
- Jej no, tak mi się powiedziało. Ale nieważne. Jak to "Polska huczy"? - Wróciłam do poprzedniego tematu.
- Rano byłaś w telewizji. To prawda, że ta babeczka z programu była?
Skinęłam głową, potwierdzając. Na twarzy przyjaciółki pojawił się szeroki uśmiech.
- No to macie awans zapewniony! - Podekscytowała się znowu.
- No coooś ty - przeciągnęłam, machając ręką - to dopiero mała aprobata. Początek.
I choć uważała co innego, nie męczyła tematu. Ponaglił nas pan Stasiu, ponieważ wpadło do baru kilku klientów. Szybko się przebrałam i poszłam pomóc przyjaciółce.
Do domu wróciłam w o dziwo lepszym nastroju, niż jaki miałam jak szłam do pracy. Szykując wieczorną kolację dla macochy i jej córki, wedle jej życzenia, nuciłam sobie pod nosem Powerfull Majora Lazera. Wkręciła mi się ta piosenka po wczorajszym clubbingu. W głowie wciąż wirował mi obraz Wojtka obok znanej mi piosenki. Jego zawiedzione spojrzenie. Doskonale rozumiałam, że chciał mnie poznać. Doskonale wiedziałam, że mogłam mu zaufać. Ale nawet nie chodizło o to, że on mógł wygadać komukolwiek. Po prostu im więcej osób o tym wiedziało, tym robiło się niebezpiecznie.
I tak też zrobiło się tego dnia.
Wsadziłam zapiekankę do piekarnika i nastawiłam dwoneczek na pół godziny. Sama natomiast poszłam się przebrać w bardziej wygodne ubrania, by po kolacji sprzątać czy... robic cokolwiek, co zajęłoby moje myśli i odciągnęło je od siatkarza. Żebyście jednak widzieli moją minę, gdy w miarę zadowolona po całym dniu weszłam do własnego pokoju...
- No proszę, proszę. Idzie nasza zamaskowana tancereczka.
Na słowa mojej przyrodniej siostry aż mnie zemdliło. Nogi się pode mną ugięły i jedyne, co mogłam wtedy zrobić, to głośno przełknąć ślinę.
- O czym ty mówisz? - Starałam się, by nie doszukała się w moim głosie strachu.
Siedziała na moim krześle przy biurku i z cwaniaczkim uśmiechem pod nosem obracała się w kółko. Tak to jest, jak raz się zapomni zamknąć pokoju na klucz.
- Pomyśleć, że ten głupi Wojtuś szuka tak daleko, a ma swoją ukochaną na wyciągnięcie ręki. - Parsknęła śmiechem.
Zacisnęłam ręce w pięści. Nie mogłam pozwolić, by jego również w to wmieszała.
- O co ci chodzi? - Wciąż udawałam, choć widziałam po niej, że jest pewna tego, co mówi. Wiedziała. Ale skąd?
- Izka, nie udawaj. Wszystko wiem. - Mlasnęła i skinęła na łóżko. Spojrzałam tam i wytrzeszczyłam oczy.
Leżała na nim moja peruka i maska z gali. Cholera. Szperała w moich rzeczach!
W momencie moje serce zaczęło walić jak oszalałe. Naprawdę, bałam się strasznie tego, co zamierzała ruda żmija.
- Ty... - chciałam polecieć łaciną, ale nie powinnam w tej sytuacji się pogrążać. Uspokoiłam zszargane nerwy i wzięłam głęboki oddech. - I czego chcesz. - Syknęłam w jej stronę.
- Och, jak ty dobrze mnie znasz. - Wstała i machnęła ręką. - Nic wielkiego... wiesz, tańcz sobie jak chcesz, mnie to nie rusza.
Wprost nie mogłam w to uwierzyć. Tylko... gdzie był haczyk?
- Nie powiem mamie o tym, co robisz za jej plecami. Nie powiem nikomu jaka jesteś zakłamana. I najważniejsze, nie powiem Wojtkowi, jak się nim ładnie zabawiasz. Taka mała kłamczuszka z ciebie wyrosła, co? - Zaśmiała się ironicznie.
- Kończ już. Czego oczekujesz? - Skrzyżowałam ręce na piersiach i oczekiwałam.
I wyznała, jakie ma żądania.
Czy ja się tego spodziewałam? Nie. TO znaczy, poza zakazem tańczenia co innego wchodziło w grę, jeśli nie to? Nic.
W jednym momencie moje serce pękło na miliony drobnych kawałeczków.
- WIęc jak, zgadzasz się? - Ponagliła mnie Oliwia. W tym momencie do domu weszła macocha, a ona była skłonna lada moment do niej poleciec i wyznać całą prawdę.
Przełknęłam głośno ślinę. - Zgoda.
