sobota, 8 sierpnia 2015

11. Gość Izabeli.

  Salon, w którym się znajdowałam, był naprawdę spory. Nowocześnie urządzony, przestronny. Wszystko miało tam swoje miejsce. Aż trudno uwierzyć, że osoba, która tu mieszkała, była aż tak pedantyczna. Bardziej bym uwierzyła w to, że codziennie zjawia się tu sprzątaczka i ogarnia męski burdel. 
  SIedziałam na białej, narożnej kanapie, z narzuconym na ramionach granatowym, miękkim kocem. Jako że salon miał spore połączenia z przedpokojem jak i z kuchnią, widziałam jak gospodarz tego apartamentu grzebał w lodówce. 
- Wolisz herbatę czy piwo? 
  Wstrząs, który przeżyłam, w miarę przeszedł. Nie potrzebowałam się rozgrzać, musiałam odreagować. 
- A wódkę masz? - Zapytałam, spoglądając na siatkarza przez ramię.
Wrona uniósł jeden kącik ust ku górze. Wszedł na przestrzeń salonu i skierował się do barku.
- Zrobię ci dobrego drinka. - Powiedział. 
- Byle mocnego. 
  Obserwowałam, jak się poruszał. Z postury podobny do Włodarczyka, ale przyjmujący był kilka centymetrów niższy od środkowego. Z twarzy natomiast Andrzej wyglądał na takiego... ja wiem, przystojnego cwaniaczka. Dlatego jakoś ciężko było mi uwierzyć, że to właśnie on był moim dzisiejszym rycerzem. 
No nie, ja serio o tym pomyślałam?
Postawił przede mną drinka, a sam otworzył sobie puszkę piwa. 
- Dobra - czas rozpocząć przesłuchanie - skąd się tam, u licha, znalazłeś? 
- Chyba jeszcze nie usłyszałem słowa "dziękuję". 
Zmarszczyłam brwi. 
- Dziękuję. Więc? - Ponagliłam go. - Nie dość, że raczej  nie przez przypadek się tam znalazłeś, to jeszcze raczej nie jesteś osobą, która za mną przepada, by przybywać mi z odsieczą. 
- Po pierwsze: kobiety nigdy nie pozwoliłbym skrzywdzić. - Wyznał szczerze. - Po drugie, nie wiem kto ci powiedział, że za tobą nie przepadam. Nic do ciebie nie mam. 
- Na pewno? - Zdziwiłam się. - Oliwia o tym wie? 
- Oliwia nic do tego nie ma. - Wyjaśnił, po czym dodał. - Już nie. 
A to ci heca! Czyżby ze sobą zerwali?
- Nie chcę się wtrącać, serio Wrona. Ale jakoś odbieram dziwne wrażenie, pewnie głupie, że to poniekąd wiąże się z moją dzisiejszą sprawą. 
- Wojtek miał rację mówiąc, że jesteś błyskotliwa. - Burknął, ledwo dosłyszalnie. Przez moment chował twarz w dłoniach. Był facetem. Twardym facetem. Ale widać było, że ta sytuacja - cokolwiek by nie przeżył - trochę go ruszyła. 
- Facetowi nie jest łatwo gadać o tym, że laska go zdradziła. - Parsknął i uśmiechnął się, ale raczej tylko próbując ukryć zranienie. 
- Oliwia cię zdradziła?... - Udawałam zaskoczoną, choć tak naprawdę nie byłam. Ani trochę. Zawsze tak robiła. 
Nagle poczułam wyrzuty sumienia. Mogłam... hm, może nie sama, ale może gdybym powiedziała Wojtkowi to by przegadał Wronie. Dobra, chciał przegadać. Ale może... postarałby się bardziej? Jaki nie był środkowy, żal mi się go zrobiło. 
- Wiesz... nie chcę mówić, że.... - zaczęłam, ale zrezygnowałam z dobijania siatkarza jeszcze bardziej - cóż no Oliwia jest jaka jest. 
- Dobra no, dziwka i tyle. - Skwitował, upijając kolejny łyk piwa. 
- Ja tego nie powiedziałam. - Uniosłam ręce ku górze. 
- Ale też tak myślisz. I wszyscy mi to mówili. - SPuścił głowę. - Wiesz, miłość to serio jest ślepa. 
- Ale nie doprowadza do ślepoty. - Poklepałam go po ramieniu. - Dobrze, że się ocknąłeś, naprawdę. Ale wiesz, później pójdziesz zalewać smutki z Kłosem czy z Włodarczykiem, raczej lasce się nie chcesz wygadywać. 
  Spojrzał na mnie i się zaśmiał. - Dobra, dobra. Ale nawet nie wiesz, jacy są faceci. To byłoby coś w stylu: "- Oliwia mnie zdradziła." "- Kurwa, a nie mówiłem! Chodź idziemy nową dupę znaleźć i przy okazji się schlejemy i stoczymy, gdzieś pod bełchatowskim mostem!".
  Na ten tekst sama się głośno zaśmiałam. No tak, faceci. Tego nie ogarniesz!
- Nie chciałem ci o tym truć, ale no od tego się zaczęło. Byłem tam dzisiaj w studiu, bo zostawiłem tam ostatnio kilka rzeczy i pomyślałem, że to pewnie ten cały fotograf obraca Oliwię, więc chciałem mu po prostu za to obić mordę, jeśli się z nią spotka. 
- Pojechałeś za nim?
Jej, Wrona naprawdę był wkurzony. 

- WIesz, tak dla zasady. - Wzruszył ramionami, zobojętniały. - Bo przecież te ścierwo nie jest lepsze ode mnie. Ale kontynuując - mówił dalej - jechałem za nim aż pod wasz dom. Byłem zdezorientowany, kiedy ty wskoczyłaś mu do samochodu no ale kij, pojechałem do domu. Potem tylko tak pomyślałem, że to przecież chuj i zboczeniec, widać to po nim, no a ty raczej sama byś mu do auta nie wskoczyła bez powodu. Wiec zawróciłem. No i...
- No i zdążyłeś na czas. - Westchnęłam, kończąc za niego wypowiedź. - Dziękuję raz jeszcze, naprawdę...
Jednym haustem wypiłam pół sporego drinka. Był mocny, ale tego potrzebowałam. Najwyraźniej zobaczył moją minę, bo powiedział:
- Przykro mi z powodu tego, co się dziś... prawie stało. Naprawdę. Musisz bardziej na siebie uważać. 
- Co masz na myśli? 
- No... ładna jesteś. I nie dziwie się, że Włodek tak się trzyma ciebie kurczliwie. - Jego szczery uśmiech wprowadził mnie w zdumienie. - Martwi się o ciebie. Mógłby już przestać myśleć o tamtej tancerce, bo mu niedługo ktoś niezłą sztukę może sprzątnąć sprzed nosa. Taką, która rzeczywiście istnieje. 
  Jego słowa były naprawdę uprzejme, ale miałam ciary na całym ciele. Really. 
- A propo Wojtka to mam prośbę. Możesz mu nie mówić o tej... sytuacji? W ogóle to niech to zostanie między nami. 
  Dłuższą chwilę się nie odzywał, tylko wpatrywał się we mnie i coś w głowie analizował. 
- Mogę się zgodzić ale pod jednym warunkiem. - Powiedział, a mnie zamurowało. Czego on mógł oczekiwać? Czego ode mnie chciał? jakie warunki!? Panikowałam w myślach! - Powinnaś to zgłosić na policję, ale pewnie tego nie zrobisz, więc... obiecaj tylko że nie wsiądziesz już temu gagatkowi do samochodu. - Obrócił to wszystko w żart, a mi ulżyło. - Ani żadnemu innemu. 
- Okej, - uśmiechnęłam się - taki warunek mi odpowiada. 

Wrona odwiózł mnie swoją nową Audicą pod sam dom i zgodnie z tym co mówił, pojechał do Kłosa. Musiałam przyznać sama przed sobą, że trochę źle oceniłam Andrzeja. Zrozumiałe jest, że miłość zaślepia. Na całe szczęście, on otworzył oczy i zrozumiał, że co rude to wredne i sukowate, przynajmniej na tej ulicy, w tym domu. Amen.
A propo domu i rudych wiedźm; najpierw upewniłam się, że ich nie ma w domu. Za to za domem, na bujanej kanapie, rozłożyli się moj znajomi - Bartek i Kora. 

- OSzaleliście! - Rzuciłam do nich konspiracyjnie, rozglądając się w koło. - jak macocha u mnie zobaczy to będzie źle! 
- No cóż, myśleliśmy, że masz szlaban, a ty się z tym przystojnym siatkarzykiem bujasz. - Zaśmiała się Kora. 
Mlasnęłam zniesmaczona. - TO było, cóż, wymuszone. - Nie chciałam im mówić o tym, co mnie spotkało. Po co miałam ich martwić? Poza tym , sprawa miała zostać tylko i wyłącznie między mną a Wroniarzem. - Dalej mam szlaban. 
- No wiemy, wiemy. - podszeł Bartek i objął mnie ramieniem. - Ale wszyscy dobrze wiemy, że nie przepuścisz naszego show. 
- Człowieku, ciekawe jak mam to zrobić.- Skrzywiłam się. 
- Wymknąć się, tak jak zawsze. - Och tak, Kora, to takie proste! Jasne jak słońce! Całe  życie się przecież wymykałam, ech...
- A kroki? TO już jutro, a ja nic nie umiem. 
- No i dlatego tu jesteśmy, Mała. Raz, dwa, idziemy na górę! 
  I w ten sposób wylądowałam z nimi w moim niezbyt przestronnym pokoju. Leciały piwa, fajki i muzyka. I nauczyli mnie tych cholernych kroków. Objaśnili ze szczegółami kiedy wchodzimy, gdzie to jest, co robimy. Majka już ogarniała stroje. Jej, byłam z nich niesamowicie dumna.
- I widzisz, musisz tam jechać. - Przytuliła mnie kora. 

Dobra, musiałam tam jechać!


Czas do naszego występu minął jak z bicza strzelił. Nawet się nie obejrzałam, a już wychodziłam przez okno na gałąź, by zaraz potem czmychnąć pomiędzy domami i wpakować się do samochodu Siwego. 

- Szybko się uwinęłaś. - Zwrócił się do mnie przyjaciel. 
 No tak, dziś poszło jak z płatka. Aż dziwnie. Choć dalej miałam "szlaban" i nie wychodziłam z domu, postanowiłam zaryzykować. Znowu. Ale na całe szczęście macochy nie było, a Ruda żmija najwyraźniej poszła "zalewać" smutki po rozstaniu. 
Och, Wrona, świetnie wyszło, żeście się rozstali - pomyślałam. 
W każdym razie, pędziliśmy w stronę klubu i choć z początku byliśmy weseli, miny nam rzedły. 
- Pogoda się kisi, im dalej jedziemy. - Burknęła z tyłu Kora.
Siedziałam z przodu, to też odwróciłam się do dziewczyn siedzących na tylnych siedzeniach. Kora zacisnęła usta w wąską linię, a Majka machnęła ręką. 

- Znam was, - odezwała się nasza stylistka - i nawet deszcz wam nie zepsuje występu. Serio, Kora. 
Uśmiechnęłam się szeroko. Choć wjeżdżaliśmy pod ciemne chmury, które zwiastowały deszcz, musiałam zachować zimną krew. 
- Szkoda jedynie strojów. - Westchnęłam. 
- A tam, wyschną. Żadnych tiulów nie ma przecież, nic się nie zniszczy. - Zachichotała Majeczka. 
  Zerknęłam na Siwego, który lekko uśmiechnął się pod nosem na dźwięk głosu dziewczyny, Och, czyżby naprawdę coś się świeciło między nimi? A może już coś jest, a ja o tym nie wiem? Cóż, tak bardzo jestem przejęta własnym życiem i własnymi problemami, że zapomniałam o własnych przyjaciołach...
  Postanowiłam, że to naprawię w najbliższych dniach. Mimo szlabanu. 
Gdy dojechaliśmy na miejsce, czyli na tyły klubu, pozostali już byli. Zaparkowali swoimi brykami i wesoło spekulowali na jakiś temat. Wyszliśmy z naszego wozu i do nich dołączyliśmy. Z nieba już sączyła się delikatna mżawka, ale totalnie o niej zapomniałam, gdy zobaczyłam ich. I gdy dotarła do mnie muzyka z budynku, za którym staliśmy. Odlot. Jak ja mogłam chcieć z tego zrezygnować? Przecież - po to żyłam. By tańczyć. A ci ludzie  w środku czekali na nas. NA NAS. I przyszli dla nas. NIe mogliśmy ich zawieść.
- Mała, jesteś! - Ucieszył się Bartek. Jak ostatnio, mieliśmy kilka "akcji" zatańczyć razem. 

- No nie pozwoliłabym ci się samemu upokorzyć, że laska cię wystawiła. - Zaśmiałam się, a on wywrócił oczami. Ulicę wypełniły chichoty moich przyjaciół. 
- Dobra. - Klasnął w dłonie Brodaty. - Czas i pora zacząć show, nie? 
- To lećcie. - Ponagliłam ich, już nieco zestresowana.
Plan był taki, że dwójka z nas - padło na Miśka i Emilę - najpierw wkroczą na scenę, gdzie był DJ. Odstawią tam mały pokaz, a potem rzucą hasło, żeby wyjść na zewnątrz.
Poszedł z nimi Kuba. A szkoda, bo zawsze podtrzymywał mnie na duchu. Ale musiał wszystko nagrać. Może to i lepiej, zobaczę przynajmniej potem jak moi przyjaciele wypadli w środku klubu. Na zewnątrz przestępowałam z nogi na nogę. Stres max, serio! Nie docierało do mnie nawet to, o czym rozmawiali pozostali z mojego składu. 

Deszcz nabierał na sile, ale ulewy jeszcze nie było. Była jednak już mokra nawierzchnia. Chyba to trzeba będzie wykorzystać. I chyba wyjdzie to na dobre. 
W końcu nadszedł czas. Staliśmy w ciemnym zaułku już z maskami na twarzach - w końcu bez nich nie byłoby nas, nie byłoby M.A.D. Ja jeszcze nałożyłam wcześniej na głowę ciemną perukę. CHoć do Bełchatowa był spory kawałek, wszyscy nasi fani znali mnie jako ciemnowłosą dziewczynę. Gdy większość ludzi wyszła, w ogóle nie zważając na deszcz, rozbrzmiała nasza muzyka. Ostatni raz przejrzałam się w ciemnej szybie budynku obok. Krótki top już był trochę przemoczony, tak samo jak i włosy. Ale... czy to było ważne? Bit za bitem. Wbiegliśmy w uliczne światła i daliśmy pokaz (*obejrz*).



Chyba nie muszę mówić, jak się wtedy czułam, prawda? Tańcząc w deszczu, otoczona przez ludzi, którzy nas uwielbiają i którzy bawili się razem z nami? Pogoda nikomu nie była straszna. I wyszło, cóż... chyba zajebiście, nie?
Ludzie otoczyli nas i bili gromkie brawa po występie. Wtedy mnie ktoś pociągnął za nadgarstek i wyrwał za całe to zbiegowisko. WTF!
- Kurwa, Mała! - Wrzasnął mi do ucha Bartek. - Widziałaś?! 
 Spojrzałam na przyjaciela i zmarszczyłam brwi. Ale co? Co miałam widzieć? SKinął głową w jedną ze stron i się tam spojrzałam. To...
- Kurwa.
Zdziwiłby was fakt, jakbym powiedziała, że moim oczom ukazał się nie kto inny, jak zmierzający w naszą stronę Włodarczyk? Tak. Szedł do nas, z włożonymi rękami do kieszeni ciemnych jeansów. Wyglądał naprawdę obłędnie, zwłaszcza gdy krople deszczu spływały mu po skroniach. Ale... to nie o niego chodziło. 

  Ruszyłam przed siebie, w strone osoby, która najwyraźniej na mnie czekała. Która patrzyła się na mnie i gestem dłoni przywołała mnie do siebie. Minęłam Wojtka, jakby go w ogóle nie widząc. Wtedy nic się nie liczyło. Nic, poza moim gościem. 


~*  *  *~  Hej cześć i czołem! Wiem, ze mnie długo nie było, ale brak weny etc.
W każdym razie, liczę na WASZE KOMENTARZE ! :* Jak myślicie, do kogo poszła Iza? 



4 komentarze:

  1. Jak zwykle świetny. :* czekam na kolejny <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Dość pięknych historii miłosnych.. Dość już idealnych siatkarzy. Dość o uzdrawiającej mocy głębokiego uczucia. Czas na zmianę reguł. On zniszczył ją, dlatego ona postanowiła zniszczyć jego.
    Zapraszam na jedyny w swoim rodzaju blog o Nikolayu Penchevie.
    http://w-swiecie-iluzji.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  3. Kiedy następny? Tęsknię za twoimi opowiadaniem

    OdpowiedzUsuń