środa, 29 lipca 2015

10. Wybawiciel.

Spojrzałam w stronę drzwi. Stał, oparty o framugę, lekko przygarbiony. I przyglądał mi się z uśmieszkiem przyklejonym do gęby.
Bufon. 

- Długo tu stoisz? - Burknęłam. Byłam bardzo speszona tym, że mi się przyglądał, ale nie dałam tego po sobie poznać. 
- Wystarczająco. - Rzucił w  odpowiedzi.
Odepchnął się od framugi i wszedł do środka, zamykając za sobą drzwi. Że też ja ich wcześniej nie zamknęłam na klucz. Miałam nauczkę na przyszłość!
- Chcesz czegoś? Zajęta jestem. 

 Siatkarz najzwyczajniej w świecie oklapł na obrotowym krześle od mojego biurka. CHolera. Była otworzona stronka M.A.D na komputerze, a ja - jako administratorka!  Szybko tam doskoczyłam i nim się zorientował, zamknęłam laptop. 
- Ojej, co ci się stało? - Zwrócił uwagę na moją oplastrowaną rękę. Fajnie, wczas zauważył, zwłaszcza że widział mnie wczorajszego dnia. 
- Ojej, a od kiedy cię to interesuje? 
  Zmarszczył brwi. Mina mu wyraźnie zrzedła. 
  Cofnęłam się i siadłam na parapecie, krzyżując ręce na klatce piersiowej. Postawa oznaczająca wrogie nastawienie. 
- Cóż ty taka kąśliwa dzisiaj, co? 
- Tak samo, jak ty wczoraj do przyjaciół. 
  Nic nie mówił, tylko analizował w głowie to, co powiedziałam. Po chwili zaśmiał się krótko pod nosem. - Byłem zły, tyle. 
- Może ja też jestem. - Wciąż nie spuszczałam z niemiłego tonu. 
- Czemu? 
- Chyba nie twój biznes? 
  Chciał cos powiedzieć, ale w ostatni momencie się powstrzymał. Zamknął buzię i z ust zrobił prostą, cienką linię. 
  Wstał. Byłam przekonana, że sobie pójdzie - za co podziękowałabym z całego serca - jednak on wygodnie rozwalił się , leżąc na łóżku. Doprawdy. 
- Impreza jest na dole. - Pouczyłam go, jednak on ani drgnął. 
- Daj mi chwilę.
  I myślał, wpatrując się w mój sufit. Choć próbowałam się powstrzymać, nie mogłam i wciąż mu się przyglądałam. Ścisnęło mnie w brzuchu, gdy włożył rekę pod koszulkę, trochę odsłaniając przy tym swój umięśniony brzuch. On się jedynie podrapał, a mi momentalnie zrobiło się upiornie gorąco.
  ZNowu w głowie miałam tę sobotnią galę, tą przygodę. Ten seks. Ale nie mogłam dać tego po sobie poznać. Musiałam stłumić w sobie wszystkie emocje. 

Hmm, ciekawe czy mu się chociaż podobało? 
- Kurwa. - Przeklęłam pod nosem. Izka, opanuj się! 
- Mówiłaś coś? - Wojtek lekko podniósł głowę. 
- Tak, że możesz już zebrać łaskawie swoje cztery litery, bo dziś odpoczywam. Sama. 
- Nie zwracaj na mnie uwagi. - I dalej leżał. 
  Sięgnęłam zatem po książkę. Zostały mi raptem dwa rozdziały, więc postanowiłam ją dokończyć. Zająć czymś myśli.
Przez piętnaście minut przeczytałam tylko jedną stronę, a i tak guzik z niej wiedziałam. Raz po raz, kątem oka zerkałam na niego. Nie mogłam się powstrzymać. Uwierzycie, że on tylko leżał i wpatrywał się w sufit? Czasem sama spojrzałam do góry, ale niestety nic tam ciekawego nie znalazłam. 

Po tych piętnastu minutach w końcu się odezwał. 
- Powiedz mi, dlaczego ona się ukrywa? - Zapytał, nawet na mnie nie spoglądając. A mnie oblały zimne poty. Pytał o Małą, doskonale o tym wiedziałam.
- Ale kto? - Udawałam, że nie wiem. - Ta dziewczyna z M.A.D.? 
- Tak, ta w masce. - Potwierdził. 
- Nie wiem, widocznie ma jakiś powód dla którego nie chce się pokazać....
- Ale... wiesz, przecież nikomu bym nie wygadał. - Mlasnął zniesmaczony. - A naprawdę chciałbym wiedzieć, kim jest. Wciąż o niej myślę. 
  Super. Wojtku Włodarczyku, przeszedłeś teraz samego siebie. Że przyszedłeś do mnie, aby o niej ponawijać. Brawo! Oklaski na stojąco! 
- Łatwiej byłoby mi to wszystko zrozumieć. - Dopowiedział. - Wiesz, jakby powiedziała, dlaczego jest tak, a nie inaczej. I serio zachowałbym to wszystko dla siebie. 
- Ale widocznie ma powody, dla których ci nie ufa. Człowieku, ledwo cię zna. - SPojrzał na mnie w końcu, marszcząc czoło. - Albo i w ogóle cię nie zna. - Pokazałam mu "okejkę". 
- No chyba taki zły nie jestem. - Uśmiechnął się w końcu. 
  Uniosłam jedną brew ku górze. SIatkarz już się zbierał, dlatego nic nie powiedziałam. Chciałam... żeby sobie poszedł. Niezbyt widziało mi się rozmawianie o dziewczynie, w której się zakochał - choć to w sumie byłam ja. Ale to mi tylko sprawiało ból. Ból, bo sama byłam w nim zakochana, ale nie mogłam się do tego przyznać. Nie mogłam mu wyznać prawdy. 
Nim wyszedł z pokoju, odwrócił się jeszcze.
- Nie było cię dzis w barze. - Stwierdził. - Jutro będziesz?
- Niestety, mam szlaban. - Obojętnie wzruszyłam ramionami. 
Wytrzeszczył na mnie oczy, nie dowierzając. - Szlaban. - Powtórzył. - Na pracę. 
- Tak, też nie wiem, czy się śmiać czy płakać. 
- Ech... i z kim ja jutro wypiję kawę... - Westchnął, po czym już nie czekając na odpowiedź, wyszedł z pokoju. 
Tym razem zamknęłam drzwi na klucz. Z dołu słychać było śmiechy i rozmowy. ZNowu jednak założyłam słuchawki, co by mi już nikt nie przeszkadzał. Położyłam się na łóżku, na brzuchu; dokładnie w miejscu, gdzie leżał jeszcze chwilę temu Włodarczyk. I gdy poczułam jego zapach, mocno wtuliłam się w kołdrę.
Gdybyś tylko mógł wiedzieć...
Nawet nie wiem, kiedy zasnęłam, zmęczona wszystkimi ostatnimi wydarzeniami. 

Następny dzień był tak samo paskudny jak ten. Znowu zostałam bestialsko obudzona, nawet wcześniej niż zwykle. Do tego się jednak przyzwyczaiłam. W każdym razie, męczyło mnie to siedzenie w domu, ale cóż mogłam. Macocha miała wrócić zaraz po obiedzie to nie było szans, bym gdziekolwiek się wybrała. Przynajmniej na razie, nie chciałam się jej narażać. Prędzej czy później, sama mnie wyśle do roboty, nie?
  Z nudów poszłam do salonu i się wygodnie rozłożyłam. Przerzucałam z kanału na kanał, aż trafiłam na Polsat Sport. Powtarzali jakiś mecz siatkarski jeszcze z ubiegłego sezonu. Akuratnie grał nasz klub z jakąś Resovią. Niezbyt się znałam na siatkówce, ale postanowiłam trochę obejrzeć. Chyba doskonale wiecie, czemu....
No właśnie, Wojtek. 
 Nie nacieszyłam się jednak obrazem, bo głowa mi opadła na poduszkę i powieki same się zamknęły, a ja przysnęłam. Dopiero trzaskanie w kuchni mnie obudziło po jakimś czasie. 
CO u licha!
Na ekranie trwał już trzeci set, a włączyłam przecież na pierwszym. Ładnie mi się przysnęło. Ale to nie było ważne. Ktoś był w kuchni, słyszałam to wyraźnie.
Wzięłam wazon, by w razie czego zaatakować nim przeciwnika. WIdziałam to na filmach; wiecie, rozwalić coś szklanego na głowie wroga i bam, mdleje.
Cholera, naoglądałam sie stanowczo zbyt dużo jakiś horrorów. 

Mimo tego, że zbeształam się w myślach z a ten pomysł, wzięłam stary wazon i ostrożnie skierowałam sie do kuchni. Serce waliło mi jak oszalałe, a po skroni spłynęła kropla potu. 
Ale... coś mi tu nie pasowało. Mianowicie, cudowny zapach świeżo zaparzonej kawy. 
- O, dzień dobry! - Powitał mnie radośnie Włodarczyk. Skierował wzrok na moją broń. - Dziś ci niestety kwiatów nie przyniosłem. 
  Odstawiłam wazon na stole i podeszłam do siatkarza, uderzając go pięścią w ramię. 
- Oszalałeś, kretynie! Prawie na zawał zeszłam! - Krzyczałam, wciąż poirytowana tym, że wszedł tu niczym włamywacz. 
- Trzeba było zamknąć drzwi. A nie, zostawiłaś otwarte. Pukałem, nie otwierałeś, a że masz szlaban, to byłem pewny, że jesteś. - Wzruszył ramionami. O tak, takie to proste i normalne, panie Włodarczyk. - Spałaś, nie chciałem cię budzić. Aż tak cię znudził nasz mecz? - Zaśmiał się. 
- Żebyś wiedział. - Burknęłam. - CO tu w ogóle robisz?
- Nie możesz przyjsć do baru na kawę, to kawa sama przyszła do ciebie. - Odparł radośnie. Jej, oczy mu błyszczały tak, że rpzez moment nie mogłam oderwać od nich spojrzenia. Cholera, Iza, ogarnij się! 
 Nic nie odpowiedziałam, tylko zmierzyłam wzrokiem dwie kawy stojące na ladzie kuchennej "wysepki". 

- Spróbuj. - Popchnął w moją stronę jeden biały kubek. - Świeżo zmielona. Posłodzona dwie czubate łyżeczki. - Aktorsko uniósł brwi.
Oparł się o ladę i skrzyżował ręce na piersiach, najwyraźniej wyczekując, aż się jej napiję. Miałam wybór? Nie.
Wzięłam kubek do rąk i upiłam łyk.
- O mamuniu. - SPojrzałam na siatkarza. - Niesamowita! 

Jako że jestem nałogowcem, jeśli chodziło o kawę, siatkarz zrobił mi naprawdę niezłą niespodziankę jeśli chodziło o tak pyszną kawę. Czarna, aromatyczna, nie to co u nas w barze, czyli kawa z ekspresu. 
- A widzisz. - Uśmiechnął się. 
  Wzięliśmy swoje kubki i poszliśmy siąść do salonu. Dobrze, że nikogo nei było w domu, bo nie musiałam go przemycać do siebie do pokoju.. nie, zaraz. Ja w ogóle przecież nie bardzo chciałam, żeby był u mnie! 
No... może troszkę. Tyci, tyci.
- To do kiedy jesteś uziemiona? 
  Za to pytanie chciałam go zabić. Dobra, nie śmiał się ze mnie, ale poczułam się troche skompromitowana. Znowu. Wiecie, nie byłam małym dzieckiem, zeby mnie karać.
Wzruszyłam ramionami. - Nie wiem, ale prędzej umrę z nudów w domu niż mnie znowu wyśle do pracy. 

 Cóż za ironia. Inny to by się cieszył z takiej kary. Dla mnie to naprawdę była męczarnia. 
- Hm.. - namyślił się chwilę Wojtek. - NIe znam cię super długo, ale znam cię na tyle, by wiedzieć, że w domu nie wysiedzisz. 
- To znaczy? 
- No bo pomyślałem, że... 
Trzask!
- O cholera! - Aż podskoczyłam na kanapie na dźwięk zamykanych drzwi wejściowych.
  Złapałam siatkarza za rękę i gwałtownie pociągnęłam do góry po schodach.
- Izabela! - Usłyszałam z dołu. 

- Szybko!.. - Ponagliłam Wojtka, wpychając go do mojego pokoju. CO jak co, ale dwumetrowego faceta nie łatwo będzie ukryć. Miałam nadzieję, że nasz gość nie przyjdzie do góry! - Siedź tu. I nie wychodź, rozumiesz?
- Ale... ale kto to? 
- Kochaś wiedźmy. - Burknęłam. Stałam już w progu, gdy jeszcze dodałam - co by się nie działo, ni wychodź, bo pogorszysz sprawę. Okej? 
  Zmarszczył brwi. Był niepewny tego wszystkiego, lecz się zgodził skinieniem głowy. 
  Zbiegłam na dół co dwa schodki. Wpadłam na mężczyznę w kuchni. Dominik, czyli młodszy od mojej macochy mężczyzna, z którym ostatnio się widuje. Fotograf w studiu. Nie znałam go, więc nie oceniałam no ale... ktoś , kto się spotyka ze żmiją, nie mógł być normalny. 
  Trzymał w rękach krwiście czerwone jabłko i mierzył mnie lodowatym spojrzeniem. Wzdrygnęłam się. 
- Mam cię podwieźć do studia Elżbiety. - Zapowiedział, gryząc owoc. 
- Och. - Tylko na tyle się zdobyłam. Byłam jej tam potrzebna? Ciekawe po co. - W takim razie pojadę na motorze. 
- Nie, nie, moja droga, mam cię dostarczyć osobiście! - Zareagował dosyć gwałtownie. 
- No.. no dobra, wezmę tylko z pokoju... telefon. - Wymyśliłam na poczekaniu, choć miałąm go przecież w kieszeni w spodniach. 
  Szybko podreptałam do góry. Wojtek siedział na łóżku i najwyraźniej wyczekiwał na mnie. 
- Sorry, będziesz musiał się zmywać. - Westchnęłam. - I albo ci dam zapasowy klucz, albo....
No wiecie, nie chciałam go wypraszać przez okno. 
- Lubię drzewa. - Przyznał. - Ale gdzie ty jedziesz? Z tym... tym facetem? 
- Zawozi mnie do macochy. Pewnie będę musiała sprzątać studio, dom przecież jest za mały. - Pokazałam mu okejkę.
- Nie jedź z nim. - Poprosił, podchodząc do mnie. - Widziałem go, dziwny typ. 
- Wyluzuj, przecież to kochaś wiedźmy, nie mój. - Zaśmiałam się. Zmartwienie siatkarza mnie rozbawiło. 
- Ale...
- A co ty się tak martwisz, co? 
 Zacisnął usta w wąską linię i trochę myślał, nim odpowiedział. 
- No bo mówię ci, że to dziwny typ. - Wyjaśnił po chwili. - Uważaj, okej? 
- Dobra, dobra. - Machnęłam ręką i wyszłam z pokoju. 
  Dominik - bo tak się nazywał ten fotograf od siedmiu boleści - czekał na mnie już w samochodzie. Choć chciałam zapakować się do tyłu, on otworzył mi od wewnątrz przednie drzwi, bym usiadła obok niego na siedzeniu. Niechętnie, ale zrobiłam to. Wiecie, nie chciałam jakiś spin. Poza tym studio nie było jakoś specjalnie daleko. 
Początkowo się nie odzywał. Ja też. Myślałam jedynie o tym, dlaczego Włodarczyk kazał mi uważać. Martwił się? Dbał o mnie? A może po prostu Dominik serio wydawał mu się podejrzany? No cóż, jakimś wzorem do naśladowania on nie był, ale przecież nic by mi nie zrobił. 
Myślałam tak, dopóki nie zatrzymaliśmy się na jednej z cichszych dróg, biegnącej w otoczeniu lasu.
Stanął na poboczu, odpiął pas i na mnie spojrzał. Moje serce zaczęło mocniej bić. Na wszelki wypadek również odpięłam pas. 

- Czemu nie jedziemy? - Zapytałam, starając się nie okazać zdenerwowania. 
- Jesteś.... - zaczął, wciąż na mnie patrząc - taka ładna. Na zdjęciach na pewno wyglądałabyś niesamowicie. Masz zadatki na dobrą fotomodelkę. 
Serio, o to tylko ci chodziło?
- Nie jestem zainteresowana. A teraz jedźmy. - Ponagliłam go. 
 On jednak nie odpalił. Za to przybliżył się nieco i jego dłoń spoczęła na moim udzie. Cholera! 
- Niech pan mnie nie dotyka. Proszę jechać. - Warknęłam. Wolałam brzmieć groźnie aniżeli sprawiać wrażenie przestraszonej. A byłam, w cholerę. Byłam na puste drodze, otoczona lasem, z jakimś perfidnym zboczeńcem w samochodzie! 
- Cóż ty taka oficjalna Izuś, co? - Zaśmiał się, a jego ręka powędrowała wyżej.
Od razu ją strzepnęłam. 

- Nie bądź taka. - Jego głos stawał się co raz bardziej stanowczy. 
  Roztrzęsiona wypadłam z samochodu na środek drogi. Całe szczęście nic nie jechało. Albo i źle, że nic nie jechało. Nie miał mi kto pomóc, a Dominik wyszedł za mną z auta. Nie zamierzał odpuścić. 
- Zostaw mnie! - Krzyknęłam. Strach brał nade mną górę, przestawałam rozsądnie myśleć. Bałam się. 
Chciałam uciec, ale mnie złapał za ręce. Ciągnął znowu w stronę samochodu, a ja starałam się mu wyszarpać. Na nic się jednak zdawały moje próby. Był zbyt silny, albo... ja za słaba. 
Wojtek miał rację - uderzyło mi do głowy, ale było przecież za późno. 
 Zaczęłam krzyczeć i szarpać się jeszcze bardziej. I wtedy stał się cud. 
 Zaczęłam kontaktować, gdy jakiś samochód zaczął trąbić. Wtedy Dominik mnie puścił, a srebrne audi zatrzymało się przy nas z piskiem opon. 
- Wsiadaj do auta! - Rozkazał mój wybawiciel, a sam podwijając rękawy i szykując pięści, poszedł w stronę mojego napastnika. - Jazda! - Krzyknął jeszcze i w końcu się ruszyłam. 
  Byłam niesamowicie zszokowana. SKąd on u licha się tu wziął? Jak to możliwe? I dlaczego?!....
  Nie pytałam jednak o nic. Wsiadłam do samochodu i zapięłam pas, wciąż się trzęsąc. I patrzyłam, jak Andrzej Wrona okłada pięściami Dominika. 



~*  *  *~


A tu ci niespodzianka, c` nie?
Andrzej Wrona - wybawiciel Izabeli.
Jak to możliwe?!?!?!? :D Tak, też jestem w szoku. ;D 

Ps #1 sorka za błędy, nie sprawdzałam.
ps #2 wiem, krótki, ale musiałam urwać w tym momencie. ;x




3 komentarze:

  1. Andrzej *.* wiedziałam, że choć w małym stopniu pałasz do niego sympatią :D
    Rozdział cudny, jak zawsze :*
    Pisz kolejny :D
    I oczywiście wbijaj do mnie :D
    milosc-jak-wino.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetny! 😃 Chce nowy! Tu i teraz 😃. Świetny ten blog noo... 😃

    OdpowiedzUsuń
  3. Wronka :* Jestem ciekawa kiedy Izka powie Włodarczykowi że to ona jest tą tancerką, z którą spędził noc. Przez chwile miałam wrażenie że, Wojtek jest zakochany w Izie, ale teraz to ja już nic nie wiem. Świetny blog <3

    OdpowiedzUsuń