środa, 11 listopada 2015

13. "Tak bardzo go lubię".

To była naprawdę ciężka i wyczerpująca noc. Dodam jeszcze, że całkowicie nie przespana. Nawet na minutę nie zmrużyłam oczu. Raz po raz pod moimi powiekami gromadziły sie gorzkie łzy, których nie bylam w stanie zatamować. Które spływały po moich policzkach średnio raz na dziesięć minut. Przez calutką noc.
Zwymiotowałam, gdy miałam iść rano do pracy. To wszystko mnie przerastało. Ukrywanie się. Praca. I sam fakt, że byłam.... że byłam zakochana.
Nie chciałam sie sama przed sobą do tego przyznać. Choć nie znałam Wojtka długo, zagościł w moim sercu i to mnie przerażało.
Cóż, tego dnia zagościł nie tylko w moim narządzie wewnętrzym, ale i w knajpce. Jak to miewał w zwyczaju, wpadł tam z rana i zażyczył sobie kawy na śniadanie.
- Iza ! - Zawołał za mną. Oczywiście, chciałam z nim porozmawiać, ale nie mogłam. Automatycznie zrobiłam zwrot w drugą stronę i jak długa przemaszerowałam na kuchnię.
Tuż za mną wpadła Kaśka.
- Ten idiota chciał wleźć za tobą tutaj. - Burknęła. - Co się dzieje, wyłaź do niego!
- Nie chcę. Nie mogę.
Przyjaciółka zmarszczyła brwi.
- Nie możesz czy nie chcesz? - Dopytywała się.
I cóż ja mogłam jej powiedzieć?
- Nie mogę. - westchnęłam. Oparlam się o blat i wtopiłam wzrok w podłogę. - w sumie to i lepiej.
- Co ty gadasz - złapała mnie za ramiona i potrząsnęła mną- kto ci takich rzeczy nagadał?
- Oliwia,  ona wszystko juz wie i ... o cholera . - złapałam się za usta i wyleciałam z kuchni, wpadając co łazienki po drugiej stronie.
Zwymiotowałam . Znowu, jak rano. Co się działo,  czym ja się zatrulam?
Chyba że. .. nie, nie , nie , nie!
- Iza, co ci jest? Co się dzieje?  - Do toalety wpadł nie kto inny jak Wojtek.  No super !
Na sama myśl, że mogę być w ciąży i ze to on może być ojcem , zemdlilo mnie znowu. Siatkarz złapał moje włosy do góry .
- Iza,  czy ty.... -zapytał ostrożnie, ale bał się dokończyć tego pytania. Jednak doskonale wiedziałam o co mu chodziło.
Spojrzałam na niego kątem oka, marszczac zlowrogo brwi.
- Tak Włodarczyk,  a ty jesteś ojcem . - skrzywilam się.  O ironio,  jeśli naprawde byłabym w ciąży,  to on naprawdę byłby ojcem. Ale na szczęście on o tym nie wiedział. Poza tym w ciaży nie byłam na pewno. - Oszalales idioto.  - Dodałam ostro, po czym wstałam i podeszłam do umywalki, by wypłukać sobie buzię.
Wtedy weszła do łazienki również Kaśka.  Zero prywatności.
- Zbieraj się, jedziemy do szpitala. - poinformowała mnie.
- Kasia, ja z nią pojadę.  - Wtrącił Wojtek, nie dając mi dojść do głosu.
- Czy wyście poszaleli?  Przeżyje,  tylko się zatrułam czymś!
Pewnie alkoholem, dodałam w myślach.
- Kobieto,  pomyśl o rude malpie.  Jak zobaczy, że zamiast pracować siedzisz w kiblu i wymiotujesz będzie zła.  A tak to dostaniesz tabletki przeciwwymiotne i voila.
Argument Kaśki od razu do mnie trafił.
Zebrałam się więc i zapakowałam do samochodu siatkarza, który już na mnie tam czekał. W drodze do pobliskiego szpitala w ogóle się nie odzywałam. Wojtek też nic nie mówił. W ogóle nie rozumiałam jego zachowania. Stresował sie, jakbym była co najmniej jego żoną spodziewającą się jego dziecka. Już nawet się zatruć nie można. A może to po prostu głupia jelitówka? A może.. stres?
Gdy dotarliśmy na miejsce, musiał siłą wyciagnąć mnie z samochodu. Panicznie bałam się szpitali. To chyba był jakiś syndrom białego fartucha, czy jakoś tak. Widzisz lekarza- wiej, gdzie pieprz rośnie.
W końcu jednak stanęliśmy przy rejestracji. Oparłam się o blat, lekko się garbiąc, by pohamować ewentualne wymioty (zakłądając, że ten odruch jakkolwiek można zahamować).
- Dzień dobry, w czym mogę pomóc? - Zapytała młoda pani o jasnych włosach. Kątem oka dostrzegłam, jak zahipnotyzowana spogląda w oczy siatkarzowi.
 Fuknęłam pod nosem i odwróciłam spojrzenie w drugą stronę. On mnie przytachał, niech on załatwia.
- Moja dziewczyna od rana źle się czuje, ciągle wymiotuje. - Gdy to powiedział, mnie momentalnie zatkało. A potem zemdliło, żeby było zabawniej. Ale udało się powstrzymać refluks.
Milczałam, ale ponownie odwróciłam się w ich stronę.
Kobieta w rejestracji nagle spuściła wzrok i spoglądała wszędzie, byle nie na niego. Jej spojrzenie nagle było obojętne, bez wyrazu. Ciekawe, ciekawe.
- Dobrze, w takim razie prroszę wypełnić te papiery. Pielęgniarka zawoła na SOR. - Podała plik kartek i długopis.
 Odeszliśmy na bok i zasiedliśmy na krzesłach w poczekalni. Wojtek wypełniał papiery, ja zwinęłam się w kłębek i próbowałam nie myśleć o tym, jak mi niedobrze.
- Dobra... to wiem, to wiem... - wypełniał - pesel podaj - podałam z pamięci - teraz potrzebuje nazwisko, imię i telefon osoby, która może być informowana o twoim stanie zdrowia.
- Wpisz siebie.
  Uniósł wzrok znad kartek i spojrzał na mnie pytająco.
- Podobno jesteś moim chłopakiem .  - Zaśmiałam się lekko, na tyle na ile pozwalało mi samopoczucie. Nawiązanie do sytuacji sprzed kilku minut spowolniło wypełnianie papierów.
- Widziałem, że byłaś zazdrosna, więc chciałem rozładować atmosferę. -Uśmiechnął się szelmowsko.
- Ja? Zazdrosna? O ciebie? - ZMarszczyłam czoło i nerwowo się zaśmiałam. - Dobre. Ale na poważnie, wpisz siebie, jeśli nie masz nic przeciwko. Po prostu jesteś jedna z bliższych mi osób w tym czasie, Wojtek. - Wyznałam zupełnie szczerze.
Chwilę patrzył mi w oczy, głęboko nad czymś rozmyślając. Potem jednak spuścił wzrok i wpisał swoje dane.
- Ok, gotowe. Zaniosę to i wyjdę zadzwonić, zaraz wracam.
Nie było go dłuższą chwilę,  i w tym czasie pielęgniarka zabrała mnie na sor.  Kazała mi się położyć na jednym z łóżek , wiec niechętnie, ale to zrobiłam. Rozejrzałam się po sali. Był jeden mężczyzna któremu się przysneło, i mały chłopiec, przy którym siedziała jego mama. Trzymała go za rączkę i ciągle do niego mówiła.
Ciekawe,  jakby to było dalej mieć mamę.
- pani Izabelo , za chwilę przyjdzie lekarz internista i panią przebada. W tym czasie pobiore krew do badania i zmierzę ciśnienie.  - poinformowala mnie pielęgniarka i cierpliwie pozwoliłam jej zrobić to, co zapowiedziała.  Dalej mnie szarpało na wymioty, ale juz nie miałam co zwracać.  Chociaż tyle .
Wyszła z chyba litrem mojej krwi mijając się w drzwiach z Włodarczykiem.
- No i jak się czujesz ?
- Dobrze,  ale teraz spadaj na trening . Nie uciekne stąd . - obiecałam.
Przysiadł na krześle obok mojego łóżka .
- Oszalałas. Dzwoniłem do Wrony, przekaże trenerowi że dziś mnie nie będzie.
- ale.,,
- no chyba można mieć ważne sprawy do załatwiania, nie? - uśmiechnął się czule.  - poza tym co to za trening jak ciągle zastanawialbym się co u ciebie, oberwalbym pewnie za brak skupienia piłką w łeb .
Zaśmiałam się ma to stwierdzenie choć w sumie nie powinnam być zadowolona, że chłopak zaniedbuje przeze mnie swoją pracę.  - Dzień dobry, dzień dobry! - na salę wszedł lekarz, który przerwał nam rozmowę.  Ku mojemu zdumieniu Wojtek wstał podał mu rękę i powiedział :
- No dzień dobry, wujku.
- Cześć Wojtku,  cześć. - uśmiechnął się do niego, po czym wzrok skierował na mnie. - A to musi być panna Izabela jak mniemam?
Skinelam głową,  potwierdzając tożsamość.  Choć wciąż byłam w takim szoku, że nie bylam w stanie nic powiedzieć.  - Więc tobie panie Włodarczyk juz po dziękujemy,  zapraszam do poczekalni .
Niechętnie,  ale siatkarz wyszedł.  Na całe szczęście,.
- Więc co się dzieje ? - zapytał z wyraźną troska w głosie .
Powiedziałam jakie mam objawy wiec dokładnie przebadał mój brzuch począwszy od zwykłego dotykania, poprzez usg jamy brzusznej.  Przy tym ostatnim badaniu się bałam , ale na całe szczęście nie wykazało ciąży czy coś.
- Wygląda to na zwykłe zatrucie... - Mówił, analizując moje wyniki z krwi. - W takim razie podamy jeszcze leki dożylnie i będzie pani mogła wracać.
- Super, dziękuję, panie doktorze. - Uśmiechnęłam się.
- A jeśli mógłbym, tak przy okazji... - nachylił się nade mną stanowczo za bardzo. Wzdrygnęłam się.- Przepraszam za tak prywatne pytanie - rzucił konspiracyjnie - jesteście parą?
  Czułam, że cała robię się czerwona. Dosłownie.
- N... nie. Jesteśmy przyjaciółmi, jeśli pyta pan o moje relacje z Wojtkiem. - Wydukałam z siebie, spuszczając wzrok w podłogę.
Cmoknął, chyba niezbyt zadowolony z takiej odpowiedzi. - No nic. - Powiedział już głośniej. - Nie wiem, jak to będzie, ale musisz wiedzieć, że non stop o tobie gada. Pójdę już po niego, bo pewnie się martwi. - Uśmiechnął się szczerze. - Do zobaczenia, Izabelo.
 Wyszedł z sali.
  W tamtym momencie niekoniecznie chciałam widzieć siatkarza. Jak mu spojrzeć w oczy po takiej rozmowie z jego własnym wujkiem? Pewnie będzie się pytał. A może nie?
  Przysunął krzesło bliżeł szpitalnego łóżka i zasiadł.
- I co?
- Hm. Generalnie podadzą mi leki przeciwwymiotne, jakieś zatrucie. - Rzuciłam obojętnie. - Obyłoby się bez tej wyprawy.
  Wojtkowi ulżyło. O dziwo. Przecież nie miał powodu, żeby martwić się o ciążę. Przecież nie wiedział, że to właśnie ja z nim spałam.
- To dobrze. Martwiłem się, że to coś poważniejszego. - Uśmiechnął się lekko i złapał mnie ostrożnie za dłoń. Wzdrygnęłam się, ale nie wyrwałam.
- Dzięki. Dobrze mieć takiego przyjaciela, naprawdę. - Wybrnęłam z sytuacji, gdyż robiła się dziwnie napięta, a w powietrzu wisiało coś dziwnego. Coś, czego nie chciałam.
Siatkarz zacisnął usta w wąską linię. Spoglądał na mnie mocno coś analizując, jednak po chwili nowu powrócił jego normalny wyraz twarzy.
- Mam nadzieję, że mój wujek ci nic nie nagadał. Stanowczo zbyt dużo mówi ludziom i wtyka nos w nie swoje sprawy. - Westchnął głęboko.
Pokręciłam głową. - Nie, nic nie mówił. - Skłamałam. - Bardzo uprzejmy człowiek.
I na spokojnej pogawędce zleciał nam czas spędzony w szpitalu.
Naprawdę, jak ja mam z nim nie rozmawiać, kiedy tak bardzo to lubię?


Wieczorem odbył się nasz trening. Choć nie chcieli mnie wpuścić na halę z powodu mojej niedyspozycji, uparłam się. Następnego dnia przecież mieliśmy znowu wystąpić przed bełchatowską (i nie tylko!) publicznością. Podobno nasze Skrzaty podejmowały Bielsko. Wiecie, nie pytajcie, bo ja się nie znam. 
W każdym razie, jeden telefon szefa wystarczył, byśmy ruszyli tyłki i poćwiczyli nowy układ, tym razem stricte cheerleaderski. Nowe stroje, nowe maski. Nowe przeżycie. 

***

Z perspektywy czasu, po kilku dniach od tego jednak feralnego dla mnie meczu, nie potrafię w to wszystko uwierzyć. Wszystko .. wszystko się zmieniło. To trochę zabawne, nie? Jak w przeciągu dosłownie pięciu minut całe życie moze się wywrócić do góry nogami. Wszystko się diametralnie zmieniło. Leżę totalnie unieruchomiona w białej pościeli, skazana na własne myśli. Moje oczy walczą z napływającymi łzami. Moje serce boli i razem z rozumem karzą mi wiać gdzie pieprz rośnie.
No bo.. z czym ja zostałam? Z niczym. 

Wszystko przez jeden cholerny mecz. 


~* * *~Wiem, że mnie długo nie było. Przepraszam! Obiecuję poprawę. 

Jesteście tu jeszcze? 

Ps. Sorka za błędy, nie sprawdzałam!










3 komentarze:

  1. Pierwsza :-)
    OMG!!! Jaki zjeebisty rozdział :-)
    Dobrze ze z mała wszystko dobrze, tylko co się stanie na tym meczu?? Pisz szybko bo jestem ciekawa
    Kurde to Wojtek zakochał się w niej?? Bo ja nie wiem myślałam ze w "drugiej niej"
    Przepraszam za taki chaotyczny komentarz :-)
    Pozdrawiam i życzę weny :-*

    OdpowiedzUsuń
  2. Mega! Czekam z niecierpliwością na kolejny rozdział

    OdpowiedzUsuń