***
Czas niesamowicie tego dnia biegł do przodu. I nie, wcale mi się nie wydawało. O dziwo, im bliżej było występu na hali, tym bardziej się stresowałam. Czym? Nie wiem - występ jak występ przecież. Będę zamaskowana, z peruką na głowie. Czego się bać?
No właśnie, nie było czego, a mimo to napięcie rosł, a atmosfera stawała się co raz bardziej nerwowa. Przeze mnie.
W pracy starałam się zająć myśli czymkolwiek innym, aniżeli tańcem. Modliłam się w dodatku, by tego dnia nie zachciało się Włodarczykowi wpaść na kawę. Na całe szczęście, darował sobie tę przyjemność.
- Mała, dawaj kawę! - Usłyszałam za plecami, gdy wycierałam jeden ze zwolnionych stolików.
Na miejsce przy nim zasiadł nie kto inny jak Siwy. Zgromiłam go spojrzeniem za ksywę w miejscu publicznym.
- Wiesz, gdzie jest kuchnia. - Burknęłam.
- "Wstęp tylko dla personelu" - zacytował, rozwalając się wygodnie na krześle i zakładając nogę na nogę.
- Jakbyś tam nigdy nie wchodził, człowieku. - Westchnęłam głęboko.
Kuba nigdy nie zamawiał. Wchodził na kuchnię, mobilizował panią Basię do zrobienia mu śniadania, a sam sobie zaparzał kawę. Był dla mnie i Kaśki jak brat, no, może dla mnie bardziej. A dla pana Stasia i pani Basi niczym wnuczek. Aczkolwiek zawsze zbierało mu się po łbie.
- Oj tam, oj tam! - Machnął aktorsko ręką. - W ogóle jak tam humorek przed meczem?
DObre pytanie.
Zrezygnowana opadłam na drugie krzesło i podparłam głowę na dłoniach.
- Mecz mnie nie obchodzi, gorzej z występem. - SPuściłam wzrok na chwilę, zatapiając spojrzenie w jakimś nie wytartym punkcie na stoliku. Złapałam szmatkę i starłam na błysk. W końcu podniosłam wzrok na czekającego na rozwinięcie wypowiedzi dredziarza. - Nie wiem, Kuba, ale mam złe przeczucia. Jakiś taki... stres.
- A głupoty gadasz, przecież nic sie złego nie stanie. Występ jak występ, skarbie. - Złapał mnie za dłoń, dodajac otuchy.
- Skoro tak mówiśz..
- Pamiętaj, złego diabli nie biorą! - Zaśmiał się, za co trzepnęłam go w ramię.
- Kto niby taki zły, Izunia? - Wtrąciła się Kaśka, zasiadając na krześle przy naszym stoliku z kubkiem gorącej kawy. - Gdzie tam.
- Iza nie, Mała tak. - Poruszał aktorsko brwiami Siwy.
- A głupoty teraz gadasz Kuba. - Powiedziałam.
Ciężko było to przyznać, ale miał rację. Tu zgrywałam taką niewinną dziewczynę, a jak zakładałam maskę, byłam kompletnie inną osobą. Jak to mówią, kłamstwo ma krótkie nogi. Ciekawe, kiedy mi się noga powinie i wszystko wyjdzie na jaw?..
Miałam nadzieję, że nigdy.
Kilka godzin później Zgromadziliśmy się kilkanaście minut przed meczem, by razem zrobić wielkie wejście na halę. Dzisiejszy występ miał być stricte cheerleaderski, aczkolwiek popisowy. Dużo wyrzutów, podrzutów, fikołków, wyskoków, salt. Musiałam zatem umocować dobrze perukę gumką od maski, ażeby nie spadła.
Stroje mieliśmy na sobie. Żółto-czarne, pasujące do barw naaszego siatkarskiego klubu.
Weszliśmy do budynku, jak już były zamknięte kasy biletowe a kibice siedzieli na miejscach. Kuba dał mi znać, że już wszystko gotowe i czeka na sygnał. Upewniłam się, że wszyscy byli gotowi i ruszyliśmy na salę.
Światła przygasły. Świetna robota, Siwy, idealny moment. ROzległa się muzyka a my wpadliśmy na parkiet oświetleni jedynie jednym reflektorem.
- Dawać, dawać! - Krzyknęłam do przyjaciół.
Kibice wstali z miejsc, głośno nas oklaskując. Wszyscy nas lubili oglądać.
Tańcząc znowu zapomniałam o całym świecie. I choć raz po raz napotykałam wzrok Wojtka, który stał wraz zkolegami z drużyny koło ławki rezerwowych, dałam z siebie wszystko.
Byłam dla tańca, a taniec był dla mnie. Nic innego się nie liczyło.
Ostatnia figura, ostatni podrzut, owacje na stojąco. CIężko oddychając pobiegłam za przyjaciółmi i stanęliśmy po drugiej stronie boiska, by nikomu nie przeszkadzać. Mecz się rozpoczął.
Nikt nie był chyba tak bardzo zainteresowany przebiegiem spotkania, jak ja. No dobra, jeśli nie meczem, to Włodarczykiem. Zachowywał się dzisiaj dziwnie. Inaczej: grał dziwnie. Wyglądał na podenerwowanego, większość ataków szła w aut. DLatego w połowie pierwszego seta trener go zdjął na ławkę.
- Twojemu kochasiowi coś nie idzie. - Zaśmiał się Brodaty, jednak darowałam sobie odpowiadanie na tę uwagę.
Nie szło mu, to prawda. DLatego miałam ochotę tam podejsć, zająć miejsce obok niego, złapać go za rękę i dodać otuchy. Powiedzieć, że będzie dobrze. Kazaać mu uspokoić zszargane nerwy po różnych przegranych akcjach, doprowadzić do porządku.
Mecz przebiegał opornie dla Skrzatów. Nerwowo spoglądałam na wynik na tablicy. Jej, Iza, od kiedy tak przeżywałaś mecz jakiejś tam siatkówki? CHyba udzielało mi się od siatkarza. Raz po raz wstawał, jak sędzia dyktował punkt dla przeciwnika, jego zdaniem niesłusznie. To już było naprawdę duże zdenerwowanie.
Zasiadłąm na jednym z krzeseł. Wtedy on wstał i podszedł do trenera. Chciał wejść an boisko, ale został odprawiony do pozostałych, niegrających graczy.
Przegrali pierwszego seta. W ramach rozluźnienia atmosfery, która panowała wśród żółto-czarnych kibiców, daliśmy krótki, minutowy występ.
Drugi set. WOjtek dalej nie był na boisku, aczkolwiek po kilku punktach zaczął rozgrzewać ręce. Oznaczało to, że za chwilę wkroczy do akcji.
- Dawać, chłopaki! - Krzyknęła Kora, która stała obok mnie.
CHyba nam wszystkim się udzieliło.
W końcu trener wpuścił Wojtka na boisko, przy wyniku 14 do 13 dla drużyny przeciwnej. To był dobry pomysł, ponieważ wyszliśmy na prowadzenie na drugiej technicznej właśnie dzięki neimu.
WIecie, dobra zmiana. Ale ja bym go zmieniła. Nie wpuściłabym go, źle się z nim działo. Widziałam to na taką odległość. Zdobywał punkty, ale na jego twarzy pojawiał się za każdym razem krzywy grymas, gdy lądował na nogach.
23:20 dla naszych. To był moment. Chwila zaledwie, kiedy Włodarczyk po bloku upadł i jak długi poleciał wzdłuż parkietu. Momentalnie zawył i podciągnął nogę pod klatkę piersiową. Kurczowo uczepił się swojej kostki.
- Kurwa. - Syknęłam sama do siebie, totalnie nie zważając na to, że stoję przy wejsciu wraz z przyjaciółmi.
Minęłam ich, minęłam bandy. To był odruch. Przepchnęłam się również pomiędzy zawodnikami, którzy otoczyli Wojtka leżącego na parkiecie.
Na hali panowała cisza. Straszliwa cisza.
Pierwszy raz od bardzo długoego czasu poczułam, jak to jest tak bardzo się o kogoś martwić..
- Podnieście go i na ławkę. - Rozkazał jeden z kadry, chyba fizjoterapeuta.
Wrona i Kłos złapali go z dwóch stron i podnieśli. Zaciskał zęby z bólu, nie mogłam znieść jego widoku. SPojrzał na mnie, ale tylko na chwilę.
I tak nie wiedział przecież, że ja to ja.
Wiedziałam, że nie powinnam okazywać mu takiej troski. Ale najzwyczajniej w świecie usiadłam obok niego. Nie myślałam o tym, że wszyscy w tym momencie zastanawiają się, co łączy Włodarczyka z zamaskowaną ciemnowlosą dziewczyną. Nie myślałam o tym, że przecież na trybunach siedziała ruda małpa i na ppewno nie była zadowolona z mojego zachowania.
- Co mu jest? - Wydobyło się z moich ust.
- Na razie to nie wiem - odpowiedział starszy pan - ale trzeba mu to zamrozić. - Zaczął psikać mu nogę lodowatym sprayem. - Siedź i się nie ruszaj, idę po apteczkę.
Choć Wojtek cierpiał, zdobył się na delikatny uśmiech skierowany w moją stronę.
- Ofiara ze mnie, nie? - Zaśmiał się, choć wciaż marszcząc brwi.
- Widziałam gorsze.
Wtedy złapał mnie za rękę. Byłam w szoku.
- Dzięki, że jesteś.
- W sumie nie powinnam... - wyrwałam się z jego uścisku - nic ci nie jest, więc pójdę.
Wstałam i chciałam odejść, kiedy on ponownie złapał mnie za nadgarstek.
- Zostań, Iz... - Urwał szybko.
W tamtym momencie serce mi stanęło. Dosłownie. Bałam się odwrócić w jego stronę i spojrzeć mu w twarz.
On wiedział. Wiedział, kim jestem.
Boże, ale ze mnie idiotka.
- Ty...- Spojrzałam na niego w końcu. Był w szoku. Nie chciał mi mówić po imieniu. Wyrwało mu się. TO było widać. - Ty... - W oczach nagromadziły mi się łzy.
- Ja... - Zaczął niepewnie. - Proszę usiądź, wyjaśnię...
- Oszukałeś mnie. Kłamałeś. - Szok przeradzał się w złość. - Wiedziałeś, robiłeś ze mnie idiotkę, odkąd co?! - Uniosłam głos. Wtedy pozostali siatkarze z łąwki rezerwowych zaczęli nam się przyglądać.
RUszyłam przez salę, a on mimo bólu nogi wstał i jeszcze mnie złapał. Jęknął, gdy stanął na kontuzjowanej stopie.
- Proszę, stój! - Rzucił błagalnie.
Ja jednak... nie mogłam. Już płakałam. Z jednej strony cierpiałam, widząc go w takim stanie, z drugiej strony... czułam się jak skończona idiotka. Wiedział. Od kiedy? Wiedział, jak z nim sypiałam? Wiedział, jak przychodził do baru?...
- ZOstaw mnie. - Warknęłam i pobiegłam w stronę wyjścia.Na zewnątrz już było ciemno. I ostatnie, co pamiętam, to jak idę w kierunku ulicy. Łapię za perukę i gwałtownie ją ściągam z głowy. Wszystko szlag trafił.
Wybiegły za mną moje przyjaciółki. Wybiegł Wojtek, kulejąc - widziałam to zerkając przez ramię.
Spojrzałam na niego. Ostatni raz.
I wtedy był pisk opon, oślepiające światła. Krzyk siatkarza i dziewczyn.
Zapadła ciemność.
Boże dziewczyno jak mieszasz, ale podoba mi się i czekam na następny 😁
OdpowiedzUsuńHej :)
OdpowiedzUsuńNieraz naszła Cię chęć aby poczytać blog z siatkarzem w roli głównej? One part? Duet? Sama piszesz opowiadanie i chciałabyś je rozpowszechnić? Jeśli na któreś z tych pytań odpowiedziałaś "tak" to super! :D W takim razie zapraszamy Cię na naszego bloga na którym możesz znaleźć spisy opowiadań z siatkarzami :)
Ty również możesz dodać swojego bloga :D
Pozdrawiamy i zapraszamy :D
http://opowiadania-siatkarskie.blogspot.com/
Coś ty jej zrobiła?! 😱😨😨😨
OdpowiedzUsuńNie.. Błagam.. Co Ty robisz :( . Mojej serce pęka.. Boże błagam! Jak najszybciej kolejny rozdział bo inaczej mój myśli mnie zabiją :p
OdpowiedzUsuń