wtorek, 15 grudnia 2015

16. Nowy dom, nowe problemy.

Wciąż nie mogłam uwierzyć w to, co się działo.
Zacznijmy od tego, że jednak żyłam. Od wczoraj przychodzą wszyscy moi przyjaciele z prezentami - zwyciężyły kinderki. Miałam już pięć paczek.. dobra, dwie, bo resztę pochłonęłam w nocy.
Po drugie.. czy byłam z Wojtkiem tak dosłownie, czy nie.. ciężko stwierdzić. Ale chyba nie liczy się status związku, tylko fakt, że chciał być przy mnie, prawda? Obydwoje źle postąpiliśmy. Żałowałam jedynie, że nie powiedziałam mu wcześniej. Obyłoby się bez szpitala i bez...
No właśnie. Bez popołudniowej akcji w wykonaniu mojej pseudo-rodzinki.
Wybiła dokładnie czternasta, gdy ktoś zapukał do drzwi od mojej sali. Byłam przekoonana, że to Wojtek , gdyż zapowiedział się rano, że wpadnie po treningu.
Cóż, myliłam się.
- Ja już wszystko wiem! - Tymi słowami przywitała mnie na wejsciu macocha. Za nią wkroczyła jej młodsza, ruda wersja. - Ty mała, wredna kłamczucho!
- Ja..
- I co, myślisz, że teraz będziesz sobie tutaj tak leżała i odpoczywała?! Chyba w moich snach! Zaraz wołam lekarza i cię zabieram tam, gdzie twoje miejsce!
  Krew we mnie zawżała. Może to był ten moment? Chwila, kiedy powinnam się jej postawić mimo poobijanych żeber i nogi w gipsie?
- Nie.
  Sama nie wiem, kto powiedział te słowa, ale chyba ja, bo obydwie rude zołzy wytrzeszczyły na mnie oczy.
- Co ty powiedziałaś?... - Macocha wprost nie mogła w to uwierzyć.
- To, co słyszałaś. Już dość zrobiłam w tym cholernym domu. Oddaj to, co mi się należy, moje pieniądze. Ja już do was nie wracam.
 Stara ruda momentalnie zrobiła się cała czerwona. Podeszła i jak gdyby nigdy nic, spoliczkowała mnie. Znowu.
  Policzek nie bolał, ale piekł. Niesamowicie. Znowu została urażona moja osoba. Moja godność. Moje człowieczeństwo . Przyłożyłam rękę do twarzy i zacisnęłam zęby.
- Nic nie dostaniesz, śmierdzący leniu.
 Gdy złapała mnie za kołnierz szpitalnej piżamy i chyba znowu przymierzała się do uderzenia, drzwi się otworzyły.
- Hola, hamuj! - Wojtek złapał ją za ramię i szarpnął w tył. na tych swoich obcasikach prawie wygrzmociła, ale Oliwia ją podtrzymała.
Siatkarz kucnął przy mnie i spojrzał mi w oczy. Był jak Anioł Stróż, doprawdy. Żałowałam jedynie, że najprawdopodobniej widział całe to zdarzenie. Jak mnie uderzyła. Czy jest coś bardziej hańbiącego?
- W porządku? - Zapytał, głaszcząc mnie po ramionach.
Skinęłam głową.
Wtedy stanął  między nami, skrzyżował ręce na piersiach.
- Wojtek, ja sobie poradzę.
- Ta kobieta jest nieobliczalna. - Rzucił jeszcze przez ramię. - Nic nie wskórasz.
- A ty co, adwokat? - Prychnęła macocha. Stanęła jak on; niezwykle pewna siebie (znowu), skrzyżowwała ręce na piersiach, gotowa do walki.
- Proponuję, żebyście opuściły to pomieszczenie, bo inaczej zawołam ochronę.
- Tak? Jak nas wyrzucisz, to ona - pokazała na mnie palcem - nie będzie miała dachu nad głową.
- WOjtek.. - chciałam się jakkolwiek wtrącić, ale nikt mnie nie słyszał.
- Myślisz, że pozwolę jej do was wrócic? - Prychnął Włodarczyk. - Potem przyjadę po jej rzeczy. A teraz żegnam - popchnął je w stronę drzwi - i widzimy się w sądzie.
Zamknął drzwi.
  Nie wiedziałam kompletnie, co powiedzieć, jak zareagować. A siatkarz był najwyraźniej z siebie maksymalnie zadowolony. 
On oszalał. 
- Oszalałeś. - Stwierdziłam, wymawiając swoje wcześniejsze myśli na głos. - Teraz to już serio jestem bez dachu nad głową, chciałam je jakoś udobruchać. 
- Masz dach nad głową, bo ja nie żartowałem. - Usiadł na szpitalnym łóżku i skrzyżował ręce na piersiach. - Zamieszkaj ze mną. Zwłaszcza na początku. Lada dzień cię stąd wypiszą, ktoś musi się tobą zająć, kaleko. 
 Za ten "komplement" rzuciłam w niego poduszką, którą trzymałam na kolanach. Zaczął się śmiać, więc i mnie się humor poprawił. Choć nie byłam tego wszystkiego taka pewna... 
- Dobra. Ale tylko na początku, obiecuję, że sobie coś znajdę. - Westchnęłam. - Mam nadzieję, że mi nie zabiorą baru bo i bez pracy zostanę. 
- Ty się o nic nie martw, zwłaszcza będąc w szpitalu. - Podszedł i pogłaskał mnie po ramieniu. - Wszystkim się zajmę. 
- Ty? Niby jak? 
- Zaufaj mi.
 I tymi słowami zakończył ten temat, a ja postanowiłam mu w zupełności zaufać. 

***
Wojtek. 
Dni mijały bardzo szybko. Moje życie ograniczało się do treningów, szpitala, spania. No i jedzenia, jeśli o takowym sobie przypomniałem. 
Jeśli chodzi o treningi, trener był bardzo ze mnie zadowolony. Gdy przyjechali do nas Gdańszczanie na mecz, spraliśmy im tyłki i to ja zostałem MVP. Niesamowite uczucie znowu czuć się na siłach, znów móc bez większych zmartwień grać w siatkówkę.
ZMartwienia oczywiście były; wiadomo, sam pobyt Izy w szpitalu powodował u mnie bóle brzucha i podenerwowanie. A może to było spowodowane zbliżającym się terminem jej wyjścia ze szpitala i zamieszkania pod moim dachem? Z dnia na dzień czuła się co raz lepiej i lekarz zapewniał, że nie ma się o co martwić. 

Tak, czyli stresowałem się jej zamieszkaniem u mnie. Ale co się dziwić, pierwszy raz u ,mnie zamieszka dziewczyna. Pomyśleć, że jeszcze miesiąc temu żyliśmy zawładnięci własnymi tajemnicami..
- Ej, chłopie - zaczepił mnie Karol, gdy wychodziliśmy z szatni - idziesz na piwo? 
- Nie, nie dam rady.
- Włodi jedzie do jaskini wiedźmy - Rzucił rozbawiony Endrju, stając między nami. 
- Po co się tam pchasz? - Zdziwił się Chuderlaczek.
- No jak to po co, po rzeczy Kopciuszka.- Nie dawał mi dojść do głosu Wrona. 
Chrząknąłem, nieco podenerwowany. 
- Możecie już przestać ją tak nazywać ?
- No ale daj spokój, - Karol położył mi rękę na ramieniu - wasza historia jak wzięta z bajki. Niesamowite. 
- Dziwi mnie tylko, dlaczego kopciuszek chce zamieszkać z tym napaleńcem. - Zaś cenna uwaga Wrony, za co oberwał w głowę ode mnie , ale dalej się chichrał. 
 Pozostawiłem to bez komentarza. Wywrociłem aktorsko oczami i pożegnałem się z kumplami.
  Droga do jej byłego już domu minęła bardzo szybko. Po drodze zabrałem Kaśkę, która obiecała mi pomóc w pakowaniu ubrań.
Na całe szczęście , zastaliśmy w domu tylko Oliwię i jej nowego przydupasa.

- Przyjechaliśmy po rzeczy Izy. - Wyjaśniłem, nie czekając aż sama zapyta. Ruda obojętnie wzruszyła ramionami (o dziwo!) i wpuściła nas do środka. Sama poszłą do salonu, a my skierowaliśmy się do pokoju Izki.
Musiałem przyznać, że trochę się bałem. Dla mnie to przecież proste. Ale dla niej? Już tu nie wróci, to moje postanowienie. Ale na pewno nie będzie to dla niej łatwe. Mimo tego, jak była tu traktowana... to jej dom. I tu ma wszystkie wspomnienia związane z rodzicami...

- Ja ogarnę ciuchy. - Przerwała moje rozmyślania Kaśka. - Ty ogarnij inne rzeczy do pudeł. 
Dobrze, że tu była, bo sam chyba na wejściu bym się poddał.
Podszedłem do kolekcji płyt Izy. Tyle wspomnień związanych z tym miejscem. Pamiętałem doskonale, jak staliśmy tu na wprost siebie, zapatrzeni w siebie, a ona spłoszona spuściła wzrok i powiedziała, żebym poszedł się myć. A tak bardzo chciałem ja wtedy pocałować. 

Spakowałem wszystkie płyty, wszystkie książki. Jej starego boomboxa, laptopa, kable. Album ze starymi fotografiami. Z półki zgarnąłem oprawione zdjęcia.
Myślałem, że już wszystko, kiedy coś mnie tchnęło żeby ściągnąć wielkie pudło stojące na szafie. Na całe szczęście miałem odpowiedni wzrost! 

Wielkie pudło wyłożone było papierem, a w nim były pochowane w reklamówkach jej stroje, w których występowała. Stroje wraz z maskami. Jeden zapamiętałem aż za dobrze. Falbaniasta, którka sukienka, którą miała na sobie podczas prezentacji naszzego zespołu. Wtedy.. tego dnia, chciałem jej powiedzieć prawdę. Ale nie potrafiłem. Bałem się. 
Westchnąłem. Zamknąłem pudło i odłożyłem je na bok, do pozostałych zapełnionych kartonów. 
- No, i gotowe. - Powiedziała zadowolona Kaśka, gdy po godzinie skończyliśmy robotę. - Szybko poszło, na szczęście bez spotkania rudej wiedźmy. 
- Nie mów hop. - Zaśmiałem się i złapałem za pierwsze pudło, jedno z cięższych. 
Znosiliśmy wszystko do samochodu, cudem mieszcząc to w bagażniku i na tylnym siedzeniu. 
- Kiedy ją wypisują? - Zapytała towarzyszka, gdy już jechałem ją odwieźć do domu. 
- Lekarz mówił, że pojutrze ją wypiszą. 
- No w końcu. Strasznie mi jej brakuje. - Wyznała i spojrzała przez samochodową szybę. - Ale chyba nie tylko mi. - Dodała w końcu. - Jesteście oficjalnie parą? 
To pytanie zbiło mnie z pantałyku. 
- No.. chyba tak. Tak myślę. Nie chciałem z nią o tym rozmawiać, ma zbyt dużo spraw na głowie. 
- Ale chcesz, prawda? - Dopytywała się szatynka. 
- No tak, tak. Ale boję się tego, co Iza chce. 
- Co masz na myśli?
- Nie będzie jej łatwo. Było nam super, jak żyliśmy w tajemnicy. A teraz? Nie mam pojęcia, czy wszystko będzie się układało. - Wyrzuciłem z siebie to, co mnie od badzo dawna męczyło. - Postaram się, ale mimo to boję się, że moje chęci i uczucia to za mało. 
- Masz rację, od tamtego dnia wiele się zmieniło... - Westchnęła dziewczyna. - Przed wami ważny egzamin. Mieszkanie razem, od razu rzucacie się na głęboką wodę. 
- Wiem. Ale bałem się, że jeśli jej nie zatrzymam to mi ucieknie jak to miewała w zwyczaju. Tym razem jej nie pozwolę. 
  Kaśka uśmiechnęła się na moje stwierdzenie. 
  Ta rozmowa uświadomiła mi, że podążałem w dobrym kierunku. 

***
Iza

Dni mijały. Czułam się co raz lepiej. Przede wszystkim dzięki moim przyjaciołom, którzy codziennie przychodzili. Nie dali mi skończyć nawet jednej ksiażki, którą podrzuciła mi jedna z przemiłych pielęgniarek. Czas tak upłynął, że w końcu nadszedł ten dzień. 
- Już się nie mogę doczekać, by tego nie mieć na nodze. - Burknęłam niezadowolona, kiedy pielęgniarka Julka wiozła mnie do ortopedy. Dokładnie, mieli mi zdjąć tego dnia gips. 
- Miejmy tylko nadzieję, że nie będzie bolała! - Niby się zaśmiała, jednak naprawdę się martwiła o stan tej jeszcze niedawno doszczętnie połamanej nogi.
Mnie to jednak mało co obchodziło. Jak będzie obchód, na pewno dostanę wypis. I spadam ze szpitala. W końcu. I nie mam zamiaru opuścić go na wózku inwalidzkim. 

Starszy pan zdjął mi gips i dopiero wtedy poczułam, jak abrdzo miałam zastane mięśnie. Niemalże doszło do zaniku mięśniowego! Poza tym czułam, że noga jest niezwykle obolała, zwłaszcza w okolicy kolana. 
- Panie doktorze, - zagnadnęłam go, kiedy wypełniał papiery - czy ja mogę..
- Nie - wtrącił, spoglądając na mnie i lekko się uśmiechając - nie może pani jeszcze wrócić do tańca. Noga potrzebuje czasu. 
Wydęłam usta w geście niezadowolenia. 
- To kiedy? Ja musze jak najszybciej wrócić do tego. 
- Nie chcę zapeszać, ale pani koledzy i koleżanki sobie świetnie radzą, bo obserwuję was na yt. Więc na razie niech tak zostane. - Znowu zaczął wypełniać papiery. - Chyba, że tak bardzo pani tęskni za gipsem. 
Już się nie odezwałam. Na koniec tylko podziękowałam za opiekę i fizjoterapeuta wraz z pielęgniarką pokazywali mi jak poprawnie wspomagać chód kulami. I ciągle było: kule, chora, zdrowa. Kule, chora, zdrowa. Kule, chora, zdrowa. Tak przez dobre pół godziny. Także wyobraźcie sobie, jaka poirytowana całą tą nauką wpadłam na własną salę. 
- kurde, iść już stąd bo świra dostanę. - Burknęłam niezadowolona, zamykajac za sobą drzwi.
- To pakuj się i spadamy. - Usłyszałam za plecami. 
 Moje serce momentalnie podskoczyło z radości. 
- Wojtek! - Odwróciłam się do mojego gościa i chcąc do niego podejść bez kul, mocno tego pożałowałam. 
Zbyt szybko postawiłam chorą nogę i aż się skrzywiłam z bólu. Cudem uniknęłam upadku, bo siatkarz mnie przytrzymał za ramiona. Refleks to miał godny pozazdroszczenia! 
- Hej, powoli. - Postawił mnie do pionu. - Wujek mówił, że jeszcze maratonu nie przebiegniesz. 
- I ty brutusie przeciwko mnie. - Westchnęłam. Za pomocą kul doszłam do łóżka i oklapłam, niezwykle zmęczona. 
- Wujek był po nocce i pojechał do domu spać, zostawił tylko papierek i prosił, by ci przekazać byś szybko wracała do pełnego zdrowia i się nie rpzemęczała. - Usiadł obok mnie, podając mi moje "zwolnienie do domu". 
Choć pod moim nosem pojawił się uśmiech, w sercu zagościł strach. Co dalej będzie? 
  Mimo niepewności dosyć szybko się spakowałam, pozegnałam z personelem i razem z siatkarzem opuściliśmy szpital. Oczywiscie, po schodach musiał mnie znieść, jakby inaczej. 
  Byłam już kiedyś na jego nowoczesnym osiedlu, jednak musiałam podziękować, gdy zaprosił mnie na herbatę. W głowie widziałam tysiące obrazów; wyobrażałam sobie, jak mógł mieszkać. Nowocześnie urządzone mieszkanie? Tradycyjne? W pastelowych kolorach a może mocnych? Miałam nadzieję, że lubił porządek. 
CHolera, ale masz głupie problemy, - warknęłam do siebie w myślach. 
- Zapraszam. - Uśmiechnął się, gdy wpisał kod do klatki schodowej i otworzył przede mną szeroko drzwi. 
- Na które piętro lecimy?
  Chciałam użyć windy, wiadomo, ale się przeliczyłam. 
- Po pierwsze, jestem sportowcem i nie używam windy. - Powiedział szczerząc się od ucha do ucha. - Po drugie, to tylko pierwsze piętro. 
Osz, no tak, to sportowiec faktycznie ma trening, żeby pokonać kilka schodków. 
Miałam już wchodzić, kiedy on znowu wziął mnie na ręce, a kule kazał mi nieść. 
- Jesteś niemożliwy. - Aktorsko wywróciłam oczami. Choć nie powiem, podobało mi się to.-Weszłabym sama! - Widząc jego politowanie wymalowane na twarzy, dodałam - jakoś. 
- Twoim tempem doszlibyśmy następnego dnia. - Zaśmiał się, za co oberwał w ramię. 
- Uważaj, bo przywykne do tego wnoszenia. - Zagroziłam mu. Serio, ja bardzo szybko się przyzwyczajałam. Zwłaszcza do wygody! - Myślałam, że do domu wniesie mnie tylko pan młody. 
WOjtek zmierzył mnie kątem oka. 
- Ale pan młody przecież musi poćwiczyć to wnoszenie. - Uśmiechnął się zawadiacko, a mi zrobiło się gorąco. 
Żartował? Mówił poważnie? Może nie miał mnei na myśli, może po prostu taką głupotę walnął, może... no właśnie, co może? Po prostu nie potrzebnie Izka drążysz temat w myślach. 
Oczywiście, siatkarz puścił mnie dopiero w mieszkaniu. 
Od razu się rozejrzałam. Pierwsze co rzuciło mi się w oczy, to nienaganny porządek, przynajmniej w przedpokoju. Z niego widać było część kuchni z wysepką na środku. 
Siatkarz zawiesił nasze kurtki na haczykach. - Mam nadzieję, że ci się podoba. Jak coś, to możemy .. 
- Nie, - przerwałam mu - jest super, nic nie zmieniamy. Amen. 
  Dopiero teraz zwróciłam uwagę, jak się stresował. Obserwował mnie, gdy oprowadzał mnie po swoim (dosłownie) apartamencie. 
- Pięknie tu. 
- Mama urządzała, sam raczej postawiłbym lodówkę, łóżko i telewizor. I wsio. - Zaśmiał się.- Trzeba przyznać, że ma gust. Dogadałybyście się. 
  ZNowu poczułam dziwne ukłucie w żołądku. A może w sercu? 
  Czy aby na pewno to dobry pomysł, by tu zamieszkać? 
  Tak, był dobry. CHciałam tego, choć na krótko, aczkolwiek obawiałam się, że siatkarzowi moja obecność się uprzykrzy. 
 Ba, ja wiedziałam, że tak się stanie, a uświadomiła mnie w tym wieczorna sytuacja. 
 Tak wyszło, że wpadłam na niego jak wychodził z łazienki. Naprawdę. Złapał mnie za ramiona, a nasze spojrzenia skrzyżowały się. To był ten moment. Ta chwila, na którą i on i ja czekaliśmy. Jednak on tego wyczekiwał, a ja się tego bałam. 
Przysunął swoją twarz ku mojej i nim mnie pocałował , odwróciłam głowę. 
- Wojtek, nie mogę, nie potrafię na razie po tym wszystkim... - Wyznałam, nawet na niego nie spoglądając. 
 Nie potrafiłam znowu na niego spojrzeć, aczkolwiek kątem oka widziałam, jak zamyka otwarte wcześniej usta i zaciska je w wąską linię. W myślach już potrafiłam sobie to zobrazować - jak marszczy czoło a w jego oczach pojawia się smutek. Jest zbyt silny i zbyt dumny, ażeby okazać swoją słabość. I zbyt porządny, by mi wygarnąć moje zachowanie. A powinien był to zrobić.
 Nie odezwał się. Zgarnął jedynie swoją torbę z szafki i skierował się w stronę drzwi. 
- Jadę na trening. - Odwrócił się i na odchodne uśmiechnął się słabo. 
 Wyszedł. 
  Ale ja Wojtku, doskonale wiedziałam, że nie poszedłeś na trening. Na zegarze przecież było już dawno po dwudziestej pierwszej.       
  Przepraszam cię, ale na razie nie może być tak, jak dawniej. Na razie nie potrafię połączyć Małej i Izki. I nie wiem, czy kiedykolwiek to nastąpi. Czy kiedykolwiek będę mogła zaakceptować to i zrozumieć przede wszystkim - że kochałeś mnie, Izę, a nie zamaskowaną dziewczynę. 

~***~
SORKA ZA BŁĘDY, NIE CZYTAŁAM. 
SORKA ZA OPÓŹNIENIE, ALE MYŚLAŁAM, ŻE WAM SIĘ NIE PODOBA +  NIE BARDZO MIAŁAM CZAS PISAĆ, BO STUDIA ... ;D
KOMENTUJESZ=MOTYWUJESZ DAJCIE ZNAC ZE JESTESCIE! 
 
  
  

1 komentarz:

  1. I chuderlaczek nawet był 😃. Fajny rozdział! Tylko niech oni się ogarną i funkcjonują normalnie! 😃 Dodasz może coś jeszcze przed świętami? 😉

    OdpowiedzUsuń