piątek, 18 grudnia 2015

17. O tym, co jest w życiu najważniejsze

Gdy rano się obudziłam, byłam sama. Z wczorajszego wieczoru pamiętałam tylko tyle, że zasnęłam na kanapie przy kominku, ale kiedy mnie siatkarz przeniósł do sypialni, ciężki mi stwierdzić. Długo na niego czekałam, chyba do północy. Gdzie on się tak błąkał przeze mnie?
Teraz Wojtek zapewne pofatygował się na poranny trening. Tfu! Co ja gadałam, przecież dochodziła dwunasta. Pięknie pospałaś, Izka. Pięknie.
Złapałam kule oparte o szafkę nocną i podniosłam się, poprawiając t-shirt. Wciąż byłam słaba, ale skumulowałam w sobie tyle siły, że wzięłam prysznic i w miarę się ogarnęłam. Potem  doszłam do kuchni, zrobiłąm sobie kawę z mlekiem i zasiadłam na kanapie w salonie. I tam już pozostałam, aż do przyjazdu siatkarza.
- No proszę, kto to wstał! - Tak mnie powitał, rzucając torbę sportową w przedpokoju i opierając się o framugę drzwi do salonu. Skrzyżował ręce na piersiach i uśmiechał się zawadiacko.
Miał dobry humor. Nie taki, jak wczoraj, gdy go chamsko spławiłam i nie dałam się pocałować. Ale dlaczego? Co się stało, skąd taka odmiana w nim? 
- Ha, ha, ha. - Rzuciłam sarkastycznie, spoglądając na niego spode łba. Nie chciałam wracać do zeszłego wieczora, wolałam podtrzymać jego dobry humor. - Wstałam godzinę temu, więc zejdź ze mnie.
 Znowu się zaśmiał. Wyglądał na niesamowicie szczęsliwego.
- Fajnie jest mieć w domu się do kogo odezwać. - Klapnął obok mnie i wygodnie się rozsiadł.
- No, nie dziwię się, masz ogromne mieszkanie i samemu musi tu być nieprzyjemnie. - Stwierdziłam. Po chwili mnie olśniło. - Już wiem, dlaczego mnie tu ściągnąłes. - Wydęłam usta, obrażona jak małe dziecko.
- Oj tam, nie dlatego. - Poczochrał mnie po czuprynie.
- Jasne, jasne. Nikt nie chce z tobą rozmawiać to mnie tu ściągnąłeś, bo jestem jedyną osobą, która z tobą wytrzymuje. - Drażniłam się z nim na żarty.
- A żebyś wiedziała. Poza tym, lubię to że mnie znosisz. - Przysunął się nieco bliżej.
- Tylko?
- Lubię jak się ze mną drażnisz.
Przysuwał się co raz bliżej. Czy tym razem pozwolę mu na coś "więcej"?
- Słabo, Wojtek. Słabo. - Mówiłam ciszej.
- Lubię jak jesteś. Po prostu...
 Nasze usta dzieliły już centymetry. Jeszcze nie uciekałam. Na swoich spierzchniętych nieco wargach poczułam jego miętowy oddech. Aż serce podeszło mi do gardła, zupełnie jakbym pierwszy raz byłą w takiej sytuacji. Jakbym była nastolatką, która nigdy się nie całowała. Która zaraz się spłoszy i ucieknie.
 WIele wyjść z tej sytuacji wymyśliłam w głowie w ciągu tych zaledwie kilku sekund. Jednak on jakby czytał mi w myślach, złapał mnie za ramiona i zwinnie położył na kanapie, sam zawisając nade mną.
- Nie uciekaj już... - Szepnął mi do ucha. - Pragnę cię.
  Och Wojtku. Mnie czy Małą? Niewinną blondynkę, czy nieustraszoną zamaskowaną szatynkę?... Bo taka była prawda, odważna byłam jedynie pod maską, grając kogoś, kim nie byłam.
Wciąż spoglądał mi w oczy. Choć byłam świadoma, że tego chciał, obserwował bacznie moją reakcję.
Jedną dłonią złapał bez problemu moje obydwa nadgarstki i trzymał je  nad moją głową. Druga ręka natomiast powędrowała na dolny brzeg t-shirtu. Wciąż wpatrując się w moje oczy, podciągnął bluzkę lekko do góry i poczułam opuszki palców na swoim brzuchu. Poczułam, jak wypełnia mnie gorąc, a na ciele pojawiają się ciarki.
Uśmiechnał się lekko pod nosem i dalej mnie zwodził.
Opuszkami palców smyrał mnie kierując się najpierw w stronę pępka, potem znowu w bok, aż jego dłoń spoczęła na moich plecach. Wygięłam się w łuk, a on przylgnął do mnie całym ciałem, wciąż jednak pozostawiając kilku centymetrową odległość między naszymi twarzami.
- Pragnę cię. - POwtórzył szeptem. - Ale poczekam.
  I w ułamku sekundy podniósł się, a mnie pociągnął za sobą, sadzając mnie tak, jak wcześniej.
Co. U. Licha. ?!
Byłam w niesamowitym szoku. Jak gdyby nigdy nic, znowu się rozsiadł, wziął pilota i włączył tv.
- Wojtek.
- No co?
- To... - Nie wiedziałam kompletnie, jak z tego wybrnąć, jak go o to zapytać. - co to było?
- Nie chcesz tego.- Stwierdził, lekko się uśmiechając. - Nie jesteś gotowa. Poczekam.
- Przepraszam. - Zacisnęłam usta w wąską linię. Było mi głupio. Głupio, bo serio zachowywałam się jak niedojrzała nastolatka...
On jedynie się zaśmiał, pogłaskał mnie po głowie. Przyciiągnął do siebie i objął ramieniem.
- Spokojnie, to mi wystarcza. - Wyznał szczerze.
 I gdy się w niego wtuliłam, nie obchodził mnie jakiś głupi program, który oglądaliśmy. Pragnęłam zatrzymać czas w miejscu i uciec od problemów, które na mnie czekają. Z którymi muszę się jak najsybciej skonfrontować, póki moje życie się bardziej nie skomplikowało.

Popołudniu, gdy WOjtek znowu zniknął na trening, w końcu odpaliłam swojego laptopa. Musiałam przecież wszystko nadrobić, wszystkie tańce, wszystkie posty na fanpage`u. I przede wszystkim ranking zespołów tanecznych do amerykańskiego konkursu.
Pierwsze, co rzuciło mi się w oczy, to kilkaset nieprzeczytanych wiadomości. Czyżby Siwemu znudziło się odpisywanie ?  Zatkało mnie jednak, gdy się okazało, że wszystkie były skierowane do mnie.
Nie spodziewałam się, że wiadomość o moim wypadku, o mojej prawdziwej historii, tak szybko się rozniesie. Nie tylko na Bełchatów, tylko na całą Polskę. Pisali do mnie ludzie z różnych miejscowości, życząc mi szybkiego powrotu do zdrowia. Nie zabrakło słów "wspieramy cię" , "jesteśmy z tobą". Chyba będę musiała im niejedno wytłumaczyć...
 Po chwili wzruszenia obejrzałam dwa nowe filmiki. Dwa nowe układy, które wrzucili na YT moi przyjaciele. Musiałam przyznać, że dali dwa niesmaowite pokazy - jednej na meczu w Jastrzębiu, drugi w Poznaniu podczas jakiegoś koncertu. Kurde, jaka szkoda, że mnie z nimi nie było!

A potem... potem zrobiłam wdech wydech i weszłam na stronkę prowadzoną przez amerykńskich jurorów. Od jakiegoś czasu był tam ranking i trzy zespoły będące na pierwszych miejscach, równo za dwa tygodnie, wejdą do finału.
Znowu wdech wydech.
Kliknęłam enter. Szok.
Byliśmy na drugim miejscu. Na DRUGIM! Na drugim, spośród ponad tysiąca zespołów, które w hashtagach przy swoich filmikach oznaczają ten taneczny turniej. O ja pierdole!
Oby tylko ten stan się utrzymał.
Wyciągnęłam telefon z kieszeni bluzy i wybrałam numer, który znałam na pamięć.
- Kuba, przyjeżdżaj po mnie. - Nakazałam. - Zwołaj wszystkich na spotkanie.
- Już pędzę, Mała. - Aż widziałam oczami wyobraźni, jak się szeroko uśmiecha na moje słowa. - W końcu wracasz!
Jako że "przespałam" część listopada i był już jego koniec, musiałam się o wiele cieplej ubrać. W miarę szybko się ogarnęłam:


I gdy pakowałam rzeczy do torebki, zadzwonił Kuba.
- Czekam w aucie. - Poinformował.
  Złapałam swoje kule i wyszłam z mieszkania. Miałam nadzieję, że Wojtek nie będzie mnie osądzał o zbyt wczesne rpzemęczenie się. Ale nie mogłam siedzieć na dupie. Trzeba było działać.
- No cześć Kubuniu. - Przywitałam się z chłopakiem buziakiem w policzek.
- Kurwa, nie skojarzyłem, ze ejsteś kaleką, poszedłbym po ciebie... - Złapał się za głowę.
Bardziej się śmiał, niż troszczył o mnie, uwierzcie.
- Spoko, to tylko pierwsze piętro. - Machnęłam ręką. Zapięłam pas. - Jedźmy, jedźmy.
 Uśmiechnął się i odjechaliśmy.
 Choć na początku nie widziałam w tym nic dziwnego, potem nie podobała mi się droga, którą wybrał mój przyjaciel.
Po dłuższej chwili zorientowałam się, że nie jechaliśmy w stronę baru, tylko bardziej... hm, na halę?
- Siwy, miło ze pomyślałeś, ale nie muszę mu kluczy podawać, napisałam mu sms gdzie będę.
  On jednak wydawał się być zdenerwowany. Znałam go od malutkiego, na wylot. Zacisnął mocniej dłonie na kierownicy i w ogóle na mnie nie spojrzał.
- Kuba. - Zaczęłam się denerwować. - Dlaczego jedziemy na halę? Zebranie w barze!
- Ja... - Rzucił niepewnie, wciąż na mnie nie spoglądając. NIgdy nie potrafił kłamać i nigdy nie chciał mnei okłamywać, więc po prostu wolał uniknąć rozmowy. - Kurde, nie ja ci to wytłumaczę, tylko Kaśka.
  Już do końca drogi się nie odzywałam. W szoku jedynie byłam, że to Kaśka ma mi wytłumaczyć. Od kiedy ona chodziła na nasze zebrania? Na halę? Niesamowite, co się stało kiedy leżałam w szpitalu? Wszystko się zmieniło?...
Hala na szczęście się nie zmieniła. Zauważyłam na parkingu, że stoją znajome samochody. Czyli jednak naprawdę wszyscy tu są. Tylko dlaczego...
- Pomóc ci? - Zapytał, z nietypową dla niego troską w głosie.
- Kurwa. - Prawie trzepnęłam Kubę kulą. - Nie.
Zapomniałąm już jak się chodzi, zniknęło gdzieś w głowie: kule-chora-zdrowa, które powtarzałam pierdyliard razy, żeby poprawnie chodzić o kulach. Byłam zbyt zdenerwowana, dlatego na schodach zwątpiłam w pomco ortopedyczną i zła na swiat pierdolnęłam je na ziemię.
Używając już obydwu nóg jak mnie Bozia stworzyła, wkroczyłam do budynku.
Słyszałam odbicia piłki na sali, więc tam też poszłam. Trening trwał w najlepsze, aczkolwiek na trybunach siedzieli moi znajomi. Nie tylko tancerze, ale i Kaśka, Majka... no super. Czyz w ogóle ktokolwiek by mnie o czymkolwiek poinformował?
No ludzie!
- Iza! - Krzyknął do mnie Wrona. - Cześć, Izula! - Pomachał ochoczo, jednak zwątpił widząc moją minę.
- Iza, gdzie ty masz kule? - Podbiegł do mnie Wojtek.
- A gdzie ty masz mózg, żeby z łaski swojej powiedzieć mi, że coś się dzieje!?
 Zaskoczyłam go, bo stanął jak wryty. Wiem, że nie zasłużył na to, ale ... czułam zawód. Wobec niego, wobec przyjaciół.
- Wy! - Krzyknęłam na cały głos, stając na przeciwko trybun. - Gadać prawdę.
- Mała... - Zaczął niepewnie Bartek jako pierwszy. Zmarszczył czoło. Wyglądał na zmartwionego, jak i cała reszta. - Nie chcieliśmy cię martwić, byłaś w takim stanie...
Skrzyżowałam ręce na piersiach.
- Co ona zrobiła? Co ona zrobiła, poza tym, że zabrała mi dom? - Dopytywałam się.
- Ona... - Tym razem odezwała się Kora. - no, zamknęła bar. Wywaliła wszystkich...
 Czułam, jak w oczach gromadzą mi się łzy, które z ledwoscią pwostrzymywałam przed wypłynięciem.
Na sali zapanowala grobowa cisza. 
Zabrała mi ojca. Zabrała mi pieniądze. Zabrała mi dom i teraz zabrała mi pracę. Ostatnie miejsce, gdzie byłam z rodziną, gdzie spotykałam się z rodziną. Odebrała mi ostatnie ze wspomnień. Do końca łudziłam się, że chociaż tyle mi zostawi...
 Poczułam, jak ktoś kładzie mi rękę na ramieniu.
- Wojtek... - Odwróciłam się w jego stronę i dłońmi wczepiłam sie w ejgo treningową koszulkę, mocno się w niego wtulajac. - Ja już nic nie mam!
- Cii... - Uspokajał mnie , głaszcząc mnie czule po włosach. - Masz mnie. Poradzimy sobie.
- I nas, masz też nas! - Dodał głośno Misiek.
- Dokladnie ! - Zawtórowali mu.
- Zobaczysz, karma wraca, - dorzucił Kuba - a ruda wiedźma koniec końców zostanie z niczym.
  Chciałabym w to wierzyć.
- Dzięki. - Powiedziałam najpierw do Wojtka, potem zwróciłam się też do innych. - Dziękuję wam i przepraszam.
- My też przepraszamy, ale nie chcieliśmy cię dobijać, wystarczyło że samochód to zrobił. - Ha, ha, czarny humor Bartka jak zwykle na miejscu!
Ale poprawił mi humor. Starłam rękawem ostatnie łzy i się zaśmiałam.
- Siadaj. Zaraz kończy się trening to pokażemy ci, co wymyśliliśmy nowego. - Pociągnęła mnie za rekę Kora.
Znowu byłam z nimi. To była rodzina. Prawdziwa, jedyna, niepowtarzalna.
To jest w życiu to, co najważniejsze. Nie majątek, nie dom, nie rzeczy materialne. Liczy się rodzina, twoi najbliżsi. 

- Fajny ten nowy układ. - Zagadnął mnie Włodarczyk, gdy siedzieliśmy na łąwce na jego osiedlu.
Po treningu został i oglądał ze mną trening tancerzy. Bardzo chciałam, ale nie mogłam do nich dołączyć, więc wsparcie chłopaka bardzo mi się przydało.
- No, na pewno dadzą czadu. Jak zwykle. - Tego byłam pewna, aczkolwiek i tak mi było smutno, że będę mogła ich tylko oglądać, przynajmniej na razie.
Siatkarz złapał mnie za rękę i splótł ze sobą nasze palce.
- Hej, niedługo też zatańczysz. Nie bądź smutna.
Kciukiem pogłaskał wierzch mojej dłoni.
- Dlaczego ty mnie znosisz? - Zapytałam, prostoz  mostu. - Dlaczego jesteś dla mnie taki dobry?
Zawiesił się. - Nie rozumiem, dlaczego o to pytasz, Iza...
- No bo... ja nie mam nic, jak sam widzisz. Mieszkam u ciebie, nic ci dać nie mogę w zamian. Myślałam, że cię będę spłacać na bieżąco, ale okazuje się że pracy nie mam, i na kasę będziesz musiał poczekać...!
- Głupoty gadasz, serio. Wystarczy mi, że jesteś. I to ja nigdy ci się za to nie odpłacę. 
- Ale...
I gdy zamknął mi usta pocałunkiem, cały świat mi zawirował.
 

*** 
Wiem, że krótki, ale popatrzcie, jak szybko! :D 
Krótki, ale jaki intensywny :)
Podoba się???????



1 komentarz: