Od tego rozdziału wprowadzam nowe wątki z Kasią :)
***
Ostatni tydzień listopada przeleciał jak z bicza strzelił. Mieszkało nam się co raz lepiej, przynajmniej tak mi się wydawało. No, kulą u nogi z pewnością nie byłam. Choć siedziałam w domu, nie zalegałam na kanapie. Gotowałam dobre obiady, sprzątałam. Wojtek mówił, że nie muszę, ale po prostu to chyba we mnie zostało.
Nie potrafiłam siedzieć bezczynnie, zwłaszcza, że Wojtek załatwił mi adwokata. Tak, ADWOKATA. Najlepsze było to, że zrobił to już gdy leżałam w szpitalu i praca w mojej sprawie trwała w najlepsze. I znowu to usłyszałam: "leżałaś w szpitalu poobijana, nie chciałem ci robić dodatkowych zmartwień". Najchętniej to by wziął moje wszystkie problemy na swoje barki, ale nie mogłam mu na to pozwalać. Odpowiadałam sama za siebie, więc nalegałam na spotkanie z tym adwokatem. Zgodził się, bo w sumie i ta kobieta spotkać się ze mną już chciała właśnie w sprawie majątku.
W wolnych chwilach wymyślałam układ na występ w Częstochowie. Tak, jechaliśmy wraz ze skrzatami na mecz , by ich dopingować i przy okazji dać występ. Było to w ostatni weekend listopada.
- Kuźwa, tylko my mogliśmy zaspać! -Krzyknęłam, gdy w sobotni poranek (czyli dzień wyjazdu) biegałam w jednej skarpetce i bluzce założonej na złą stronę. O nieładzie na głowie już nie wspomnę.
Wojtek złapał mnie na środku przedpokoju za nadgarstek. Jednym ruchem ściągnął ze mnie koszulkę, odwrócił na dobrą stronę i założył z powrotem.
- Nie zapomnij o drugiej skarpetce. - Zaśmiał się.
- A ty nie zapomnij zmienić gaci! - Odwdzięczyłam się, cisnąc pompę z jego spodni od piżamki.
- Kurwa. - Spojrzał w dół i zniknął w sypialni.
Tak, uzupełnialiśmy się idealnie.
Choć od tamtego pocałunku na ławce przed blokiem nic więcej nie zaszło, wszystko było w porządku. Dogadywaliśmy sie niesamowicie dobrze, jednak te ostatnie dni sprawiły, że ciągle się mijaliśmy i na jakieś bliskości nie było czasu. Dlatego tak bardzo radowałam się na wspólny wyjazd. Nie będzie to tylko i wyłącznie obiad spożywany razem lub późny seans na kanapie w salonie, na którego początku i tak zmęczeni zasypialiśmy.
- Zrobiłam dwie kawy, spadamy. - Nakazałam, pakując ostatnie rzeczy do torby.
Siatkarz już wiązał buty.
- Weź jeszcze te bułki z lodówki, bo zrobiłem wcześniej.
Zrobiłam to, o co prosił.
- A wziąłeś wszystko na mecz?
- Tak. - Powiedział pewny siebie. - Chyba. - Dodał po chwili.
Zwątpiłam w niego, aczkolwiek wyszliśmy z domu i już nie było odwrotu. Trudno!
Na parkingu przed halą wszyscy się niecierpliwili. A i tak spóźniliśmy się tylko dwadzieścia minut, no ludzie! Wielkie mi halo.
- No, piekne rzeczy robiliście w nocy - zaśmiał się Winiarski - skoro tak zaspaliście.
- Oszalałeś, nie przed meczem, Wojtuś wie. - Dorzucił Karollo siedzący tuż za nim. Wyszczerzył się do nas. - Powiedzcie, że macie kanapki, bo zapomniałem śniadania.
Aktorsko wywróciłam oczami i wyciągnęłam z torby jedną z bułek. - Masz.
Wyglądał tak, jakbym co najmniej mu życie uratowała wypychając go spod pędzącego pociągu.
Przywitaliśmy się ze wszystkimi i ulokowaliśmy się na samiutkim tyle autokaru.
- Ty, a gdzie Wrona? - Zagadnęłam Wojtka, rozglądając się po autokarze.
- Z przodu, po lewej. Z Kaśką.
Namyśliłam się chwilę.
- Dogadują się. - Stwierdziłąm.
- Nie od dziś, kochanie. Ale miło, że w końcu zauważyłaś. - Zaśmiał się, za co dostał kuksańca.
- No nie patrzę się non stop na Andrzejka, nie mów, że ci się to nie podoba.
- Podoba, podoba, ale no, sory, on i tak nie sięga mi do pięt, zazdrosny bym nie był.
Uniosłam wysoko brwi. Serio, koleś mnie zadziwiał!
Oczywiście, ja ich nigdy nie porównywałam. Nie da się. Totalnie inne typy, aczkolwiek takie same świry. No ale ... Wrona i Kora... hmm... Nie no, dobrze, przynajmniej nie jakaś blond niunia.
Nieważne.
- No, nie dorasta ci do pięt. - Potwierdziłam i cmoknęłam go w policzek. - A co do Kaśki, to niech ten stary pryk lepiej trzyma łapy przy sobie! - Pogroziłam jeszcze przyjacielowi siatkarza. - Ale teraz siedź stabilnie, bo idę spać.
Wyciągnęłam nogi w poprzek siedzeń, a głowę położyłam sobie u siatkarza na kolanach. Uśmiechnął się czule, a gdy bawił się kosmykami moich włosów, po prostu odpłynęłam.
***
Kaśka
Pierwszy raz tak się stresowałam przy jakiś chłopaku. Nie, zaraz. Przy MĘŻCZYŹNIE.
Wysoki, wysportowany, wiadomo. No bo siatkarz. Ale nigdy nie sądziłam, że aż tak się zbliżę do któregoś z nich wraz z moim metr sześćdziesiąt pięć....
Nie od razu zapragnęłam go poznawać. Przecież przychodził do baru nie raz, ale nigdy nie myślałam o nim w tych kategoriach. Choć to głupie, co teraz powiem, ale to właśnie wypadek Izy sprawił, że się lepiej poznaliśmy. Już od pierwszego dnia, kiedy Wojtek koczował przy łóżku Izabeli, a ja wraz z Andrzejem czekaliśmy przed salą.
- Nie wiem, co zrobię, jesli się nie obudzi. - Stwierdziłam wtedy, nie odrywając spojrzenia od drzwi. - Jest dla mnie jak siostra..
I w tamtym momencie objął mnie silnym ramieniem, a mnie coś ruszyło. Od tamtego czasu widywaliśmy się niemalże dzień w dzień, i nie tylko w szpitalu.
Zobaczyłam w nim to coś. Jednak im dłużej o tym myślałam, tym bardziej to chyba nie miało najmniejszego sensu. Powoli zaczynałam żałować, że skończyłam dopiero dziewiętnaście lat, a jemu leciało już dwadzieścia siedem. Kiedyś byłam dla niego gówniarzem, teraz - cóż - chyba co najwyżej mogłam awansować jedynie na młodszą siostrzyczkę, którą trzeba się zaopiekować...
Czemu między nami nie może być niewielkiej różnicy, jak w przypadku Izy i Wojtka - jedynie cztery lata? *
Teraz siedzieliśmy w autokarze na jednym z pierwszych miejsc. Byliśmy tak zagadani, że nawet nie zorientowałam się, że spóźnialscy przyszli i ruszyliśmy.
- Dzięki, że przekonałeś trenera, żebym mogła jechać. - Uśmiechnęłam się do siatkarza siedzącego obok mnie. - Teraz jak jestem bez pracy, chociaż im pomogę w pokazach.
- I przy okazji nam pokibicujesz oczywiście. - Puścił mi perskie oko, a mi aż serce podskoczyło do gardła. Miał taki wspaniały uśmiech!
Oszałaś Kaśka, dosłownie...
- No łajzo ale tym razem nie pudłuj jak na treningu. - Przekomarzałam się z nim, na co jedynie się zaśmiał i , uwaga, poczochrał mnie po włosach jak małą dziewczynkę.
- Wysiadamy na siusiu! - Krzyknął trener, gdy wjechaliśmy na parking przydrożny ze stacją benzynową.
Wrona od razu się ruszył, ja wolałam przeczekać.
- Nie idziesz?
- Poczekam, aż wyjdą te przerośnięte mamuty, bo przecież mnie podeptają.
- "Przerośnięte mamuty"? - zmarszczył brwi, ale po chwili pocisnął beke. - No dzięki! Ale chodź, chodź, będę cię osłaniał.
Zrobił mi miejsce przed sobą, na co burzyli się pozostali, bo zatamowaliśmy wyjście między siedzeniami. Wyskoczyłam przed siatkarza i poczułam, jak jego duże dłonie spoczywają mi na ramionach. Powoli przemieszczaliśmy się do wyjścia, aż w końcu stopami dotknęliśmy ziemi.
- Wrona! - Zaczepił Andrzeja Kłos.
- No słucham, Chuderlaczku.
- Wiesz, jak mi ciebie brakuje... siedzę sam jak palec...
- A Włodka tam nie ma obok ciebie gdzieś? - Zdziwiłem się. Dałbym sobie rękę uciąć, że przeszli przez cały autokar na same tyły.
- No jest, ale śpią.
- Śpią, powiadasz? - W jego oczach pojawił się dziwny błysk, natomiast pod nosem zawidniał cwaniacki uśmieszek. Aż zacierał ręce, bo miał wspaniały plan.- Idziemy. - Kłos chyba czytał mu w myślach, bo wbiegli z powrotem do autokaru i nie widziałam ich przez całe piętnaście minut przerwy.
Dołączyłam natomiast do dziewczyn z grupy tanecznej. Kora cały czas nadawała, ale nawet nie wiedziałam na jaki temat. Wciąż sobie zadawałam w głowie jedno nurtujące pytanie: W co ja się najlepszego wpakowałam?!
***
Izabela.
- KURWA! - Krzyknęłam na całe gardło. - Kłos! Wrona!
Nie musiałam oglądać monitoringu ani prowadzić śledztwa, żeby wiedzieć, kto to zrobił.
Zorientowałam się rpzez przypadek. Jak się obudziłam, Włodarczyk spał w najlepsze. SPojrzałam do góry i Conte wraz z Marechalem patrzyli na mnie i śmiali się w najlepsze. Potem jeszcze Winiarski zrobił nam zdjęcie. Wiedziałam, że mam coś na twarzy. I miałam zakichaną rację.
- Włodarczyk! - Obudziłam go. - Idziemy na mordy.
Podniósł zaspane powieki i spojrzał na mnie nieptrzytomnym wzrokiem. Przetarł sobie oczy i dopiero wtedy się uśmiechnął.
- Ale z ciebie kocica. - Śmiał się z mojego "tatuażu" na twarzy w postaci wąsów, czarnego nosa i innych niezidentyfikowanych plamek.
- Ha, ha. Ja przynajmniej nie mam penisa na samym środku czoła.
ZMarszczył czoło, jakby na początku nie docierały do niego moje słowa. Potem podałam mu małe podręczne lusterko i momentalnie kipiał ze złości.
- WRONA! KŁOOOOS! - Wstał i aż podciągnął rękawy bluzy, gotów do ataku.
Dobra, wtedy już się zaczęłam z tego śmiać. Bo ja faktycznie byłam kotkiem- mniej lub bardziej go przypominającym. On miał zdecydowanie gorzej xD
I uprzedzając wasze pytanie - marker wodoodporny, zmyliśmy to dopiero po męczarniach w hotelu. Zanim do tego doszło musieliśmy przetrwać rozbawione spojrzenia innych ludzi.
- Myślisz, że ten strój jest ok? - Zapytałam się Kaśki, z którą na całe szczęście dzieliłam pokój. Choć teraz wpatrywała się w laptop i przeglądała naszego fanpejdża (tak, doszła do wniosku, że choć w tym nam pomoże) , liczyłam na jej pomoc.
Uniosła wzrok znad laptopa i mnie zmierzyła. - Wyglądasz wspaniale, jak zwykle.
- No nie przesadzaj. Wspaniale to wyglądam jedynie jak wstane rano. - Zakpiłam sama z siebie, śmiejąc się.
Kaśce jednak nie było do śmiechu, już widziałam, ze coś jej leży na sercu.
- No ale jesteś wysoka, masz długie nogi, jesteś piękna....
Podeszłam do niej,a ona usilnie starała się zatrzymać wzrok na ekranie.
- Kaśka, czy ty...
- O patrz! - Przerwała mi gwałtownie, palcem wskazując na ekran. - Mówiłam, że jesteś piękna?! Dostałaś zaproszenie na sesję zdjęciową promującą markę ciuchów.
- Nie zmieniaj tematu. - Westchnęłam.
- Ale na poważnie! - Odwróciła laptop w moją stronę, pokazujac mi jedną z wiadomosci.
chcielibyśmy Panią zaprosić do współpracy, która polegałaby na sesji zdjęciowe promującej naszą markę. Zapraszamy Panią wraz z trzema dowolnymi koleżankami.
W celu uzgodnienia szczegołów uprzejmie prosimy o kontakt pod numerem telefonu: 728 xxx xxx. Pozdrawiamy".
- Ale jaja. - Stwierdziłam, już kalkulując w głowie ile mogłabym na tym zarobić i jaka była szansa na spłacenie chociaż połowy czynszu Włodarczykowi. - Idziemy. - Powiedziałam po chwili, uznając to za opłacalne.
- No, możesz sobie kogoś dobrać, może Monika i Kora.
- Po pierwsze idziesz ty, głupolu, bo coś ci samoocena spadła. - Poklepałam ją po plecach.
- Ale...
- Żadnych "ale". Albo zacznę pytać o Wronę.
Zacisnęła usta w wąską linię i widziałam, jak nerwowo przełyka ślinę. Cała ona.
Już nic się nie odzywała. Jest młodsza więc niech się słucha, a jak!
Już nic się nie odzywała. Jest młodsza więc niech się słucha, a jak!
Oczywiście, ja już sobie wybrałam kogo wezmę, Kora na bank się zgodzi, Majka też. Tylko problemem będzie faktycznie Kaśka. Nie wiem, co było między nią a Wroną, ale z pewnością coś na rzeczy, przynajmniej z jej strony. Jednak ona jest typem osoby, która sama musi powiedzieć o swoich problemach. Im bardziej się ją naciska, tym abrdziej zamyka się w sobie. Dlatego zawsze szukałam innego spoosbu, by jej pomóc.
Miałam tylko nadzieję, że nie zakochała się we Wronie, bo to się mogło źle skończyć.
Miałam tylko nadzieję, że nie zakochała się we Wronie, bo to się mogło źle skończyć.
- No cześć lasencjeee! - Drzemałyśmy na łóżkach po obiedzie, kiedy do pokoju wpadła Majka.
No w końcu dojechała!
- No wczas, mecz za dwie godziny!
- A co mnie tam mecz, najważniejsze że się z wami widze. - Klapnęła u mnie na łóżku i się wygodnie rozłożyła.
- A gdzie masz Siwego? - Zapytała Kaśka, przysiadajac się również do mnie na wyrko.
- Kłos go złapał i o czymś namiętnie rozmawiają.
- Myślałam, - usmięchnęłam się szelmowsko - że namiętnie tylko z tobą rozmawia. - Dorzuciłam jeszcze uniesioną brew i wszystko było jasne.
- Zaraz, jesteście parą? - Zdziwiła się młoda.
- No wypadałoby, bo w końcu Majeczka zostanie starą panną! - Klepnęłam ją mocno w plecy, za co mi się oberwało w łeb.
Dopiero potem zorientowałam się, że rozmawianie o tym tego dnia nie było na miejscu. Kaśkę serio coś ruszało.
- No jestem najstarsza z nas to faktycznie by wypadało. - Burknęła, garbiąc się. - Ale nie wiem, czy jesteśmy razem. Jest miło i fajnie i w ogóle....
- No ja tam już widziałam jak się miziacie więc nie bujaj. - Westchnęłam, z powrotem opadając na łóżko.
- Czyli tylko ja zostałam singielką? - Śmiesznie wydęła usta Kaśka. - Pięknie.
- Ty, moja droga, nie spiesz się - Majka objęła ją ramieniem - musisz poczekać na tego jedynego. Jesteś zbyt delikatna, zbyt miła, życie na pewno szykuje ci kogoś wspaniałego.
- No, a nie takiego Siwego czy Włodarczyka. - Pokazałam okejkę do góry, żartujac sobie.
- Hej, o mnie mowa?! - Do pokoju jak do pociągowego wagonu wpadł Kuba. No super, po co pukać!
- Tak, że jestes beznadziejnym materiałem na męża. - Pokazałam mu język. Wstałam i złapałam go za rękę. - A teraz chodź, idziemy zalać twoje smutki do baru.
Rzecz jasna żartowałam, ale musieliśmy cichaczem opanować halę, na któej już rozgrzewali się siatkarze.
Mecz rozpoczął się godzinę później. SIatkarze już nas wyczekiwali, przynajmniej Skrzaty - tylko oni wiedzieli, że będziemy. Gdy speaker nas zapowiedział, wszyscy oszaleli.
"Proszę Państwa, Miło mi poinformować, że Bełchatowianie przywieźli ze sobą dzisiaj prezent! Specjalnie dla was, grupa M.A.D.!" . Były wiwaty i oklaski na stojąco - a potem zaczął się nasz show.
Jak zawsze występowaliśmy w maskach. jedyne, co się zmieniło, to moja peruka. Postawiłąm jednak na minilane zmiany i zachowanie naturalności.
Tancząc, nie raz spoglądałam na Wojtka. Zastanawiałam się, czy martwił się o moją w sumie jeszcze nie zupełnie doleczoną nogę, czy cieszył się, że wróciłam do tańca.
Na sam koniec ściągnęłam czarną bluzkę i wszystkim na oczy pokazał się żółty t-shirt z nazwiskiem Włodarczyka. W takim wydaniu podbiegłam do niego i wskoczyłam mu w objęcia.
Tancząc, nie raz spoglądałam na Wojtka. Zastanawiałam się, czy martwił się o moją w sumie jeszcze nie zupełnie doleczoną nogę, czy cieszył się, że wróciłam do tańca.
Na sam koniec ściągnęłam czarną bluzkę i wszystkim na oczy pokazał się żółty t-shirt z nazwiskiem Włodarczyka. W takim wydaniu podbiegłam do niego i wskoczyłam mu w objęcia.
- Powodzenia. - Dałam mu całusa w policzek i powróciłam do swoich przyjaciół.
Teraz się cieszył i tego byłam pewna na sto procent.
Bełchatowianie szybko wygrali trzy do zera, więc i szybko poszli poświętować trochę do restauracji, którą zarezerwowali. Moi tancerze również poszli. Jedynymi osobami, których brakowało to ja i Włodarczyk. Musieliśmy się sobą nacieszyć, chociaż na wspólnym zawodowym wyjeździe.
- To był dobry występ, panie Włodarczyk.
- I vice versa - naciagnął tył mojej koszulki - pani Włodarczyk.
Zrobiło się nieprzyjemnie cicho. Wojtek wiedział, że palnął głupotę bo na takie teksty było stanowczo zbyt wcześnie. Ja natomiast speszyłam się niesamowicie.
Nigdy się nie zastanawiałam nad małżeństwem. Poza tym nie byliśmy chyba nawet oficjalnie parą, chociaż wszyscy uważali, że nią byliśmy. Może niepotrzebnie daję mu nadzieję? Co będzie, jak zniknę? Jak pojadę do Ameryki na rok, może dwa albo więcej?...
Zacisnęłam pięści. Nie mogłam teraz o tym myśleć.
Weszliśmy do jego pokoju hotelowego i tam postanowiłam rozliźnic atmosferę.
- Dobrze mi w niej? - Zapytałam, lekko się uśmiechając. Uniosłam jedną brew.
- Świetnie, nie tylko dobrze. - Położył mi ręce na biodrach.
- Ach, to dobrze, czyli jej nie ściągam. - Przekomarzałam się z nim jeszcze bardziej. Odwróciłam się i miałam odejść, kiedy złapał mnie za rękę.
Zrozumiał, do czego pięłam. Znowu odwrócił mnie w swoją stornę i złapał za biodra, tyle że mocniej.
- Może jednak sprawdzimy, jak ci bez niej? - Już czułam, jak palcami błądzi między końcem bluzki a początkiem jeansów.
Przygryzłam wargę zachęcając go do dalszej pieszczoty. Włożył ręce pod bluzkę i przesuwał nimi ku górze, jednocześnie podciągając żółty t-shirt. Jak to było, że tylko chwila jego dotyku sprawiała, że miałam na ciele gęsią skórkę?
Gdy on się bawił zapięciem mojego stanika, ja dłońmi zawędrowałam do jego paska od spodni. Wciąż wpatrywaliśmy się sobie wzajemnie w oczy i cała zabawa sprawiała nam dziką przyjemność.
- Może... - rozpięłam również jego spodnie.
Siatkarz jednym zwinnym ruchem ściągnął moją bluzkę, więc ja uczyniłam to samo z jego t-shirtem. Trzymając mnie za biodra, idąc tyłem, poprowadził mnie do łóżka. Usiadł, ciągnąc mnie za sobą, więc to zrobiłam, siadając na nim okrakiem.
- Pocałujesz mnie w końcu? - Szepnęłam, przygryzając jego wargę, a palce dłoni wplatając w jego przydługawe już włosy.
Jak na rozkaz wpił się w moje osta, językiem zwinnie otwierając moją buzię i wkradając się do niej. Potem... potem to już wylądowałam pod nim i było mi tak dobrze, jak nigdy.
Wiecie, chyba nigdy nie zrozumiem, dlaczego tak z tym czekałam.
* Izabela kończy niedługo 21 lat, Wojtek ma 25, Wrona 27 skończy, Kaśka 19. ;D Ejmen. Takie mam widzimisię xDZrobiło się nieprzyjemnie cicho. Wojtek wiedział, że palnął głupotę bo na takie teksty było stanowczo zbyt wcześnie. Ja natomiast speszyłam się niesamowicie.
Nigdy się nie zastanawiałam nad małżeństwem. Poza tym nie byliśmy chyba nawet oficjalnie parą, chociaż wszyscy uważali, że nią byliśmy. Może niepotrzebnie daję mu nadzieję? Co będzie, jak zniknę? Jak pojadę do Ameryki na rok, może dwa albo więcej?...
Zacisnęłam pięści. Nie mogłam teraz o tym myśleć.
Weszliśmy do jego pokoju hotelowego i tam postanowiłam rozliźnic atmosferę.
- Dobrze mi w niej? - Zapytałam, lekko się uśmiechając. Uniosłam jedną brew.
- Świetnie, nie tylko dobrze. - Położył mi ręce na biodrach.
- Ach, to dobrze, czyli jej nie ściągam. - Przekomarzałam się z nim jeszcze bardziej. Odwróciłam się i miałam odejść, kiedy złapał mnie za rękę.
Zrozumiał, do czego pięłam. Znowu odwrócił mnie w swoją stornę i złapał za biodra, tyle że mocniej.
- Może jednak sprawdzimy, jak ci bez niej? - Już czułam, jak palcami błądzi między końcem bluzki a początkiem jeansów.
Przygryzłam wargę zachęcając go do dalszej pieszczoty. Włożył ręce pod bluzkę i przesuwał nimi ku górze, jednocześnie podciągając żółty t-shirt. Jak to było, że tylko chwila jego dotyku sprawiała, że miałam na ciele gęsią skórkę?
Gdy on się bawił zapięciem mojego stanika, ja dłońmi zawędrowałam do jego paska od spodni. Wciąż wpatrywaliśmy się sobie wzajemnie w oczy i cała zabawa sprawiała nam dziką przyjemność.
- Może... - rozpięłam również jego spodnie.
Siatkarz jednym zwinnym ruchem ściągnął moją bluzkę, więc ja uczyniłam to samo z jego t-shirtem. Trzymając mnie za biodra, idąc tyłem, poprowadził mnie do łóżka. Usiadł, ciągnąc mnie za sobą, więc to zrobiłam, siadając na nim okrakiem.
- Pocałujesz mnie w końcu? - Szepnęłam, przygryzając jego wargę, a palce dłoni wplatając w jego przydługawe już włosy.
Jak na rozkaz wpił się w moje osta, językiem zwinnie otwierając moją buzię i wkradając się do niej. Potem... potem to już wylądowałam pod nim i było mi tak dobrze, jak nigdy.
Wiecie, chyba nigdy nie zrozumiem, dlaczego tak z tym czekałam.
PS. Sorka za błędy, nie sprawdzałam :(


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz