Gdy zaparkowaliśmy przed halą, już było mnóstwo ludzi. Kibiców ubranych w żółto czarne barwy, charakterystycznych dla Skry Bełchatów. Wszyscy byli tak niesamowicie poruszeni całym tym eventem, a ja nie mogłam tego zrozumieć. Przecież to był bodajże tylko mecz rozpoczynający sezon - jakiś charytatywny, z siatkarzami z Rzeszowa. Wiecie, nie za bardzo się tym interesowałam. Jeszcze w samochodzie nałożyłam perukę. Brązowe, naturalne włosy przykrywały mój jasny blond. Przejrzałam się w lusterku. Choć nagle stałam się inną dziewczyną, dobrze się czułam. Wiedziałam, że to konieczne.
Spojrzeniem odszukałam pozostałych. Bartek, Brodaty i Misiek siedzieli na betonowych schodach prowadzących z parkingu. Pomachałam im, odwzajemnili gest. Misiek jeszcze uniósł kciuk ku górze. Miał wszystko pod kontrolą.
Nie bałam się, że coś nie wypali. Dlaczego? Bo braliśmy odpowiedzialność za siebie. Wstawialiśmy się za sobą. Robiliśmy wszystko razem, zwłaszcza we wspólnym interesie. Bo byliśmy drużyną.
Nie bałam się, że coś nie wypali. Dlaczego? Bo braliśmy odpowiedzialność za siebie. Wstawialiśmy się za sobą. Robiliśmy wszystko razem, zwłaszcza we wspólnym interesie. Bo byliśmy drużyną.
Z Siwym rozstałam się jak tylko weszliśmy do budynku. On miał swoje sprawy do ogarnięcia, ja swoje. Pokazałam bilet mężczyźnie, który je sprawdzał i weszłam na trybuny, już wypełnione po brzegi. I wtedy moją głowę naszły nurtujące pytania: naprawdę? Czy aj naprawdę tak marnie skończyłam? Ja NAPRAWDĘ poszłam na mecz siatkówki?
- Jesteśmy w jednym sektorze. - Usłyszałam nagle za plecami. Nie odwracałam się nawet, by wiedzieć, kto za mną szedł. Kora. Ruszyłam na przód, a ona za mną.
- Masz wszystko? - Zapytałam, nawet na nią nie spoglądając.
- Pewnie, Siwy mi podał.
- Jesteśmy w jednym sektorze. - Usłyszałam nagle za plecami. Nie odwracałam się nawet, by wiedzieć, kto za mną szedł. Kora. Ruszyłam na przód, a ona za mną.
- Masz wszystko? - Zapytałam, nawet na nią nie spoglądając.
- Pewnie, Siwy mi podał.
Schodziłam po schodach, i wtedy Kora wyrównała ze mnę. Nim się rozeszłyśmy na własne miejsca, spojrzała na mnie marszcząc brwi.
- Myślisz, że się uda?
- Myślisz, że się uda?
Choć to wszystko było nieźle szalone - jak my, i nieźle pogmatwane, miałam nadzieję, że się uda. To znaczy, z naszej strony wszystko wyjdzie. Ale czy prezesowi się to spodoba?
- Nie wiem. - Odparłam zupełnie szczerze i już nic nie mówiąc, odeszłam do rzędu.
- Nie wiem. - Odparłam zupełnie szczerze i już nic nie mówiąc, odeszłam do rzędu.
***
Siatkarze.
Siatkarze właśnie skończyli pierwszego seta, który wygrał miejscowy klub. Kibice krzyczeli, śpiewali, bili brawa, nie mogąc się doczekać kolejnej partii meczu.
Wtedy nagle zgasły wszystkie światła.
- Kurwa. - Warknął Wrona. - Co jest?
- Te awarie lamp są stanowczo zbyt często. - Burknął Kłos. Po chwili aż się uniósł, bo ktoś na niego wpadł. - Kurwa, Włodi! Jak łazisz!
Wtedy nagle zgasły wszystkie światła.
- Kurwa. - Warknął Wrona. - Co jest?
- Te awarie lamp są stanowczo zbyt często. - Burknął Kłos. Po chwili aż się uniósł, bo ktoś na niego wpadł. - Kurwa, Włodi! Jak łazisz!
Nie dość, że byli zmęczeni, to jeszcze świateł brakowało, i zapanował ogólny rozgardiasz.
Nie trwało to jednak długo. Tylko jakieś dziesięć sekund. Po tym czasie zapaliło się sześć świateł, ukierunkowanych w sześć punktów na trybunach, równo - co do miejsca - rozłożonych, trzy lampy w jedną stronę, trzy w drugą.
Kłos spojrzał zdziwiony na Włodarczyka.
- Co to jest?
- Co to jest?
Wojtek jednak jak za hipnotyzowany patrzył na oświetlone osoby. Konkretniej rzecz biorąc dziewczyny, w maskach. Nie widział takich cudów wcześniej.
Ciiii………. - rozległo się na całej sali. Ktoś sobie jaja robił? Gdzie był komentator!
Włodarczyk się rozejrzał. Zapanowała autentyczna cisza. Spojrzał na kolegów, spojrzał na przeciwników. Wszyscy, nawet kibice, zastanawiali się, co się działo.
Nagle rozległo się uderzenie jak w bęben. Tajemnicze dziewczyny wstały i zatrzymały się nieruchomo znowu na schodach, koło swoich rzędów.
Kolejny bęben. Klasnęły w dłonie, uderzyły stopami o podłogę. Nadawały rytm.
Po chwili lampy znowu zgasły. Na pięć sekund, ale rytm klaskania i tupania wciąż był. I gdy halę lekko oświetliło blade światło, na parkiecie wszędzie był dym.
Sześć dziewczyn, które były na trybunach, znalazły się na hali. Na środku hali, po jednej stronie boiska. Wciąż wystukując rytm. I do niego nagle dołączyła się muzyka, a na jedno wielkie trzaśnięcie dziewczyny zerwały z siebie sukienki, a oczom wszystkich ukazały się skąpe, żółto-czarne cheerleaderskie stroje. I ku zdumieniu wszystkich - zaczęły tańczyć.
- Od kiedy był zaplanowany występ na naszym meczu?! - Zaaferował się Kłos.
- Chyba: od kiedy my mamy cheerleaderki?
- Dobre pytanie ! - Klasnął w dłonie Wrona i aż przybliżył się, by mieć lepszy widok na dziewczyny.
- Od kiedy był zaplanowany występ na naszym meczu?! - Zaaferował się Kłos.
- Chyba: od kiedy my mamy cheerleaderki?
- Dobre pytanie ! - Klasnął w dłonie Wrona i aż przybliżył się, by mieć lepszy widok na dziewczyny.
Wojtek stał natomiast nieruchomo i nie mógł się na nie napatrzeć. Nie zwrócił nawet uwagi kiedy publika wstała z miejsc i zaczęli dziewczętom klaskać. Cóż, to co robiły było.. zadziwiające. Jakieś salta w powietrzu? Przerzuty? Cholera! Włodi nigdy czegoś takiego nie widział, przynajmniej nei ma żywe oczy. Nie spodziewali się ujrzeć tak dobrego tańca, jak w filmach amerykańskiej produkcji!
Wszyscy oglądali to dwuminutowe zaledwie przedstawienie, kiedy na parkiet wkroczyli ochroniarze.
- No nie wierzę, że przerwali im występ! - Ktoś za Włodim się obruszył całą tą sytuacja.
- No nie wierzę, że przerwali im występ! - Ktoś za Włodim się obruszył całą tą sytuacja.
Cheerleaderki zaczęły się wycofywać, gdy ochroniarze szli w ich stronę. Wyglądały na spłoszone, gotowe do ucieczki. I jakie było zdziwienie wszystkich, gdy oni kucnęli, nie wiadomo kiedy nałożyli sobie podobne maski do tych, co były na twarzach dziewczyn , i sami zaczęli tańczyć. ROzbrzmiała elektryczna muzyka, a oni sami poruszali się niczym machiny.
- Ja pieprze, ale jaja! - Klasnął w dłonie Falasca. - Takie mecze, to ja mogę mieć codziennie!
- Ja pieprze, ale jaja! - Klasnął w dłonie Falasca. - Takie mecze, to ja mogę mieć codziennie!
Podczas gdy tancerze mieli swoje dwie minuty, dziewczyny biegały na około sali zachęcając wszystkich do klaskania, robiąc przy okazji jakieś sztuczki typu szpagaty i wyskoki. Tak, jak to przystoi cheerleaderkom, którymi tak naprawdę nie są. Potem dołączyły do chłopaków, montując te dwa style w jeden odlotowy układ taneczny, rodem z filmu Step up.
***
To było niesamowite. Rzecz jasna nie mówię o cheerleadingu, choć to właśnie na to się pisaliśmy.
Czekaliśmy na znak od siwego. Była nim nagła awaria wszystkich lamp na hali. Potem… potem wszystko się działo szybko - tak, jak zwykle podczas naszych występów. Aczkolwiek ten był po raz pierwszy występem z wielkim przytupem. Wiecie, duża publika, choć niekoniecznie chcieli oglądać popisy pseudo - cheerleaderów , biła nam brawa jak szalona.
To była mądra decyzja. Choć nie specjalizujemy się w dopingowaniu drużyn, to była najlepsza decyzja, jaką mogłam podjąć dla drużyny.
- Dawaj, Mała! - Krzyknął do mnie Bartek i razem z Brodatym ustawili się z przodu.
- Dawaj, Mała! - Krzyknął do mnie Bartek i razem z Brodatym ustawili się z przodu.
To był jeden z tych trików, które nauczyliśmy się specjalnie na ten występ, zaledwie przedwczoraj. Wzięłam rozbieg i postawiłam stopę na ich złączonych dłoniach, a oni wyrzucili mnie wysoko w górę. O czym myślałam, lecąc mocno wyrzucona do góry i robiąc podwójne salto?
Że jesteśmy niesamowici. I ten dzień nie należy tylko do siatkarzy, ale i do nas. Bez względu na decyzję prezesa.I - ha ha ha - o tym, czy mi peruka nie spadnie z głowy. Na szczęście gumka od maski mocno ją przytwierdziła do mojej głowy.
Że jesteśmy niesamowici. I ten dzień nie należy tylko do siatkarzy, ale i do nas. Bez względu na decyzję prezesa.I - ha ha ha - o tym, czy mi peruka nie spadnie z głowy. Na szczęście gumka od maski mocno ją przytwierdziła do mojej głowy.
Wpadłam ponownie w ich ręce. Publika zaczęła głośno klaskać i gwizdać, w ten pozytywny sposób.
Wypadłam z ich rąk i stanęłam na przeciw jednego z bełchatowskich siatkarzy. I nim powróciłam do zespołu, pozwoliłam, by nasze spojrzenia się spotkały, na dłuższą chwilę.
"Chłopak" Sary.
Wypadłam z ich rąk i stanęłam na przeciw jednego z bełchatowskich siatkarzy. I nim powróciłam do zespołu, pozwoliłam, by nasze spojrzenia się spotkały, na dłuższą chwilę.
"Chłopak" Sary.
Cholera, Izka. Co ty robisz. On cię mógł rozpoznać. Mógł rozpoznać marną kelnerkę z przydrożnego baru. I mógł o tym powiedzieć Wronie, a Wrona rudej małpie. Byłabym martwa.
Odwróciłam się i wróciłam do mojego teamu, który już ustawiał się do końcowej figury. TO nie było w naszym stylu, ale wzięliśmy trochę przykład z tych marnych filmów o cheerleaderkach amerykańskich produkcji. Piramida była wysoka i stabilna. A ja na samej górze. - Proszę państwa, grupa M.A.D! - krzyknął z miejsca komentatora jeszcze Siwy.
Potem światła znowu oświetliły halę w pełni, a my skierowaliśmy się do
wyjścia. Nastąpił kolejny set, ale to już nas kompletnie nie
interesowało.
Opadliśmy na ławkach w przeznaczonej dla nas szatni. Niektórzy ściągnęli już z twarzy maski.
- TO było.. niesamowite. - Wysapała w końcu Kora. Była tak jak wszyscy pozostali , cholernie zmęczona.
- Czy ja wiem, cheerleading do mnie nie przemawia. - Zaśmiał się Brodaty.
- Ale wiecie - wtrąciłam ze śmiechem - tu chodzi o to, że jesteśmy tak niesamowici, że nawet cheerleading nam wychodzi lepiej niż normalnym cheerleaderkom.
- Ciekawe tylko, co na to prezes tego klubu. Myślcie, że udostępni nam tą salę ?- TO było.. niesamowite. - Wysapała w końcu Kora. Była tak jak wszyscy pozostali , cholernie zmęczona.
- Czy ja wiem, cheerleading do mnie nie przemawia. - Zaśmiał się Brodaty.
- Ale wiecie - wtrąciłam ze śmiechem - tu chodzi o to, że jesteśmy tak niesamowici, że nawet cheerleading nam wychodzi lepiej niż normalnym cheerleaderkom.
- Właśnie - podniosłam się gwałtownie - pójdę z nim pogadać.
W drzwiach wpadłam na Siwego.
- Jeśli idziesz do prezesa, to musisz poczekać. Siedział na trybunach i mecz oglądał.
- Jeśli idziesz do prezesa, to musisz poczekać. Siedział na trybunach i mecz oglądał.
Jak on mi świetnie czytał w myślach!
- Cholera, kapa, tyle czekania. - Burknął Rudy.
- Nie no, ludzie. Idźcie, dam wam znać co z decyzją, jak się tylko dowiem. Nie ma sensu, byśmy wszyscy tu czekali. - Uśmiechnęłam się.
- Na pewno, Mała? - Upewniał się Brodaty.
- Na pewno. Przebierajcie się i znikajcie, jesteśmy w kontakcie.
- Cholera, kapa, tyle czekania. - Burknął Rudy.
- Nie no, ludzie. Idźcie, dam wam znać co z decyzją, jak się tylko dowiem. Nie ma sensu, byśmy wszyscy tu czekali. - Uśmiechnęłam się.
- Na pewno, Mała? - Upewniał się Brodaty.
- Na pewno. Przebierajcie się i znikajcie, jesteśmy w kontakcie.
Pozwoliłam im się ogarnąć w normalne ciuchy, sama natomiast wyszłam z szatni , wciąż przebrana i z maską na twarzy, wciąż w peruce. Towarzyszył mi Siwy. Jak zwykle. Oczywiście mówił, że nigdzie mu się nie spieszy, choć wiedziałam, że w domu też ma masę roboty. Nie miał taty, tak jak ja. Jego mama pracowała na dwie zmiany - jako pielęgniarka w przychodni, a popołudniami pełniła pielęgniarski dyżur w szpitalu. Kuba zawsze jej pomagał. Ale mnie również. Gdy tylko była taka potrzeba, zjawiał się. Prawdziwy przyjaciel.
- Skoro już tu jesteśmy , to chodźmy na ten mecz popatrzeć. - Złapał mnie za nadgarstek i pociągnął na trybuny.
- Skoro już tu jesteśmy , to chodźmy na ten mecz popatrzeć. - Złapał mnie za nadgarstek i pociągnął na trybuny.
Nawet nie miałam czasu się z nim pokłócić, że to zły pomysł, a on pokazał ochroniarzowi naszą przepustkę i wpadliśmy do specjalnego sektora, tuż za bandami.
Siwy nie trawił sportu, dlatego byłam w szoku, że tak się przyglądał trwającej rozgrywce. On był raczej specem od elektroniki. Zajmował się u nas nagłośnieniem, nagrywaniem występu, muzyką. I jak widać, zabawił się już w komentatora i wyłączył nagle wszystkie lampy. Cały Siwy. Nie trzeba go nigdy dwa razy prosić. I nie ma dla niego rzeczy niemożliwych.
- Nie rozumiem tego sportu. - Odezwał się nagle. - Odbijanie piłki w tę i z powrotem nad siatką. No i te emocje. - Skinął głową na cieszących się po wygranym kolejnym secie Rzeszowian.
- Wiesz… myślę, że oni, zapytani o nasz taniec, też by powiedzieli, że nie rozumieją. To po prostu jest pasja. Miłość i oddanie temu, co się robi.
- Nie rozumiem tego sportu. - Odezwał się nagle. - Odbijanie piłki w tę i z powrotem nad siatką. No i te emocje. - Skinął głową na cieszących się po wygranym kolejnym secie Rzeszowian.
- Wiesz… myślę, że oni, zapytani o nasz taniec, też by powiedzieli, że nie rozumieją. To po prostu jest pasja. Miłość i oddanie temu, co się robi.
Siwy spojrzał na mnie kątem oka i uniósł jedną brew ku górze.
- Włączyło ci się mądre myślenie. Zupełnie nie jak Małej przystało, tylko jak Iz….
- Ciii.. Teraz jestem Mała, a to był tylko przerywnik.- Zaśmiałam się głośno. - Owszem, ja też nie rozumiem tego sportu, aczkolwiek jak już tu jesteśmy, to faktycznie można popatrzeć.
- Czy to sprawka któregoś z nich?
- Włączyło ci się mądre myślenie. Zupełnie nie jak Małej przystało, tylko jak Iz….
- Ciii.. Teraz jestem Mała, a to był tylko przerywnik.- Zaśmiałam się głośno. - Owszem, ja też nie rozumiem tego sportu, aczkolwiek jak już tu jesteśmy, to faktycznie można popatrzeć.
- Czy to sprawka któregoś z nich?
Teraz to ja spojrzałam na niego nieźle zszokowana. On mówił o siatkarzach?
- Oszalałeś? - parsknęłam.
- No bo ten jeden non stop się tu patrzy, myślałem, że go znasz.
- Oszalałeś? - parsknęłam.
- No bo ten jeden non stop się tu patrzy, myślałem, że go znasz.
Spojrzałam w stronę, w którą wskazywał.
Cholera.
Miał rację, że jeden z nich się gapił. Siedział na ławce rezerwowych, lekko zwrócony w naszą stronę. Zwęził oczy tak, jakby o czymś intensywnie myślał, ewentualnie próbował sobie coś połączyć do kupy.
Nie, nie możliwe, by mnie rozpoznał. Byłam przebrana, wymalowana. Miałam na twarzy maskę, a zamiast niedbałego koczka w kolorze blond na czubku głowy miałam natapirowane, brązowe długie włosy.
Dopiero gdy zmieniał się z tym niskim zawodnikiem w innym stroju, oderwał ode mnie swoje spojrzenie. Wtedy poczułam jak moje ciarki przeszywają dreszcze. Bardzo nieprzyjemne.
Przesiedzieliśmy również i kolejne sety. Koniec końców zwyciężyli nasi trzy do dwóch, a MVP pozostał mój nowy stalker, Wojtek Włodarczyk.
- Nigdy więcej meczy. - Burknęłam, przeciskając się pomiędzy kibicami.
- Nigdy więcej meczy. - Burknęłam, przeciskając się pomiędzy kibicami.
Siwy zaczął się śmiać, a ja z wielką irytacją przepychałam się między idącymi kibicami po autografy do band. Uwierzcie, to było nie lada wyzwanie!
W końcu udało nam się wyjść na korytarz. Pozostawało tylko znaleźć prezesa i potem szybko zwinąć się do domu.
- Ej, pogadaj z tym ziomkiem, ja wyjdę na dwór bo mama dzwoni. - Pokazał na rozdzwoniony telefon mój przyjaciel. - Poczekam w aucie.
- Ej, pogadaj z tym ziomkiem, ja wyjdę na dwór bo mama dzwoni. - Pokazał na rozdzwoniony telefon mój przyjaciel. - Poczekam w aucie.
NO świetnie.
Zastanawiałam się, czy jego po prostu nie przytłoczył tłum rozwydrzonych hotek, przez który musieliśmy się przebić. W każdym bądź razie, pozostałam sama. Cel? Znaleźć tego faceta i się z nim ugadać na jakieś konkrety. Najlepszym rozwiązaniem będzie po prostu poczekać przed jego gabinetem - i tam też się skierowałam.
- Uf. - Odetchnęłam, gdy wyszłam z tłumu.
- Uf. - Odetchnęłam, gdy wyszłam z tłumu.
Palcami przeczesałam "swoje" włosy. Były w takim nieładzie, jak nigdy. Ale co się dziwić, po takich wyczynach, które dzisiaj zrobiliśmy, i tak były w dobrym stanie i nie ruszyły się nawet o milimetr!
- Panie Wojtku! Panie Wojtku! - Gdy usłyszałam to za plecami, wiedziałam, że to nie koniec. Co za obłęd.
- Panie Wojtku! Panie Wojtku! - Gdy usłyszałam to za plecami, wiedziałam, że to nie koniec. Co za obłęd.
Machinalnie się odwróciłam i zobaczyłam zmierzającego w moim kierunku siatkarza. Powiedział coś do idących za nim kibiców i natychmiastowo przystanęli, a on dalej za mną szedł. Prychnęłam pod nosem, odwróciłam sie i przyspieszyłam kroku.
- Poczekaj!
- Poczekaj!
Nie odpowiadałam i nie zwracałam na niego uwagi. Po prostu szłam dalej, przed siebie, mając nadzieję, że jak najszybciej załatwię tą sprawę.
Wtedy złapał mnie za nadgarstek i odwrócił o sto osiemdziesiąt stopni. Moje spojrzenie ugrzęzło w jego oczach, a ciało obezwładnił jego dotyk.
- Ty… - powiedział, a właściwie szepnął - wydawało mi się, że cię znam. - Zmrużył oczy, tak jak wcześniej.
- Nie wydaje mi się, pierwszy raz pana na oczy widzę. - Doprowadziłam się do porządku i wyrwałam rękę z jego uścisku.
- Gdybyś zdjęła maskę….
- Ty… - powiedział, a właściwie szepnął - wydawało mi się, że cię znam. - Zmrużył oczy, tak jak wcześniej.
- Nie wydaje mi się, pierwszy raz pana na oczy widzę. - Doprowadziłam się do porządku i wyrwałam rękę z jego uścisku.
- Gdybyś zdjęła maskę….
Ręce niebezpiecznie skierował w moją stronę, a ja odskoczyłam do tyłu jak oparzona.
- Powtarzam, nie znamy się. - Skrzyżowałam ręce na piersiach. - A po drugie, nie pamiętam, kiedy przeszliśmy na “ty”, panie Włodarczyk.
- Powtarzam, nie znamy się. - Skrzyżowałam ręce na piersiach. - A po drugie, nie pamiętam, kiedy przeszliśmy na “ty”, panie Włodarczyk.
Siatkarz uśmiechnął się zawadiacko. - Widzę, że mnie znasz.
Ha, ha!
- Wyczytywali cię, jak zostałeś tym M-coś-tam.
- MVP. - Poprawił mnie. Pomyślałam: who cares? - Widzisz, sama przeszłaś na “ty”.
Wywróciłam oczami i odwróciłam się, z zamiarem odejścia.
- Nie no, czekaj! - Nie poddawał się. Boże, czego on chciał!
- Nie no, czekaj! - Nie poddawał się. Boże, czego on chciał!
Dzięki swoim długim nogom zrównał ze mną krok i szedł ze mną ramie w ramie.
- W czym mogę jeszcze pomóc?
- Wiesz kim ja jestem. - Stanął przede mną, zmuszając mnie do tego, bym również przystanęła. - A ty? Kim ty jesteś?
- W czym mogę jeszcze pomóc?
- Wiesz kim ja jestem. - Stanął przede mną, zmuszając mnie do tego, bym również przystanęła. - A ty? Kim ty jesteś?
Wtedy zobaczyłam, że prezes idzie. Na całe szczęście.
- Ja?... Ja jestem kimś, kto nie istnieje.
- Ja?... Ja jestem kimś, kto nie istnieje.
I nie czekając na odpowiedź, minęłam go i podbiegłam do średniego wieku mężczyzny, pakując się do jego gabinetu.

Fajny <3 na pewno będę czytać ;). I czekam na więcej :*.Zapraszam serdecznie na moje opowiadania z głównym bohaterem Andrzejem Wroną ;)
OdpowiedzUsuńAle wciągnęło <3 Mega <3 Czekam z niecierpliwością na następny ;)
OdpowiedzUsuńZapraszam do mnie na opowiadanie, w roli głównej Wojtek Włodarczyk ;)
Fiu fiuu :) konkretnie :D
OdpowiedzUsuńCzekam na dalsze party :D
No, no ciekawie, ciekawie :*
OdpowiedzUsuńMam nadzieję, że teraz już faktycznie pójdzie z górki :)
Zapraszam do siebie
Wrona: milosc-jak-wino.blogspot.com
Mika: wszystko-ma-swoj-czas.blogspot.com
O luju! Zakochałam sie w tym opowiadaniu ^-^ Zreszta tak jak w jeszcze dwóch twoich. Jak masz jeszcze jakieś blogu to napisz mi je tutaj. ;) Dajmy masz pomysł na tego bloga. Taki inny i zarazem fajny :* Pozdrawiam i went życzę :D
OdpowiedzUsuń