środa, 15 lipca 2015

5. "Dobrze, że mnie nie zaprosiłaś!"

Ćwiczyliśmy dobre pół nocy. Ale czy to było ważne, że w wyniku tego padałam? Że ledwo dojechałam do domu, prawie zasypiając na motorze? Droga na całe szczęście była puściutka. W każdym bądź razie, wymyśliliśmy dobry show. Choć niektórzy wychodzili wcześniej, ja zostałam do końca. W ten sposób, następnego dnia - a byłam w pracy na pierwszą zmianę, znowu - byłam nie do życia. 
- Wyglądasz jak żywy trup. - Skwitowała mój wygląd Kaśka.
Spojrzałam na nią spod byka. No shit, Sherlock
- Taki trochę oksymoron, ale kij.
Byłyśmy właśnie w naszej klitce i przebierałyśmy się w kelnerskie łaszki. To znaczy, ona się przebierała. Ja dalej nie zszyłam tej cholernej kiecki, więc założyłam tylko biały top z logo baru. Kaśka jeszcze w pośpiechu pochłaniała swoje śniadanie. Ja chyba byłam zbyt śpiąca, by poczuć burczenie w brzuchu.
Siedziałyśmy przy stoliku i piłyśmy sobie kawę - no bo kto nam zabroni, skoro nie było nic do roboty - kiedy jakoś koło dziesiątej przyszedł pierwszy klient. Zgadnijcie kto! Pytanie za sto punktów!
Prawidłowa odpowiedź to oczywiście, Wojciech Włodarczyk.
Zaczynałam się zastanawiać, czy on tu przychodził bo jajecznica była dobra, czy… dobra, na pewno przez wzgląd na jajecznicę. 
- Dzisiaj znowu sam? - Podeszłam, tym razem starając się uśmiechać. 
- Jak sam, jak sam! - Pociągnął mnie za nadgarstek, zmuszając mnie bym usiadła. - Mam towarzystwo, doborowe. - Zaczął się śmiać. 
- To może chociaż wezmę od ciebie zamówienie, nie? - Wstałam ponownie i wyciągnęłam swój notesik. - Chyba, że dzisiaj bez kawy. 
- W sumie to Kaśka mogłaby zrobić… - Zerknął w stronę wspomnianej dziewczyny, która zajęła się sprzątaniem przy barze. Po chwili jednak pokręcił głową. - Chociaż nie.
 Spojrzałam na niego pytająco. Kiwnął mi ręką, bym się nachyliła. Oczywiście, zrobiłam to. 
- Robisz najlepszą kawę na świecie. - Szepnął.
 Momentalnie zakręciło mi się w głowie - od jego zniżonego głosu, od zapachu jego męskich perfum. Raził w moje nozdrza i powodował silne zawroty głowy. Musiałam się ogarnąć.
 Wyprostowałam się i chrząknęłam.
- Rozumiem zamawiasz kawę? Nie licz na zniżki z racji tego, że jesteś moim kumplem. - Zaśmiałam się. Chciałam to wszystko obrócić w głupi żart, bo czułam, że robiło się niebezpiecznie.
 Obdarzył mnie dziwnym, nieodgadnionym dla mnie spojrzeniem. - No tak, tak. I dzisiaj tosty, zaraz na trening, to trzeba coś wrzucić na ruszt.
  Odwróciłam się na pięcie i poszłam do baru, zrobić mu kawę. Oczywiście nie obyło się bez komentarzy ze strony Kaśki. “On na ciebie leci!”, między innymi. Potem na szczęście przyszła jakaś rodzinka, więc poszła ich obsłużyć. Ja natomiast, wracając z jego kawą, wzięłam również po drodze swoją. I zasiadłam na swoim standardowym miejscu na przeciwko siatkarza. 
- Więc jedziesz na trening? - Zapytałam. Ciekawa byłam, co robił tak późno na hali wczorajszego wieczora, ale nie mogłam od tak o to zapytać.
- No tak. Jak wczoraj. - Wyjaśnił ze spokojem w głosie.
- Myślałam, że wieczorem macie. - Rzuciłam. 
W ten o to sposób się pogrążyłam na amen. Izka, ogarnij się! Wzrokiem błądziłam po całym barze, byleby nie spojrzeć na siatkarza.
- Nie, skąd ci to do głowy przyszło?
Myśl teraz, Izka, jak z tego wybrnąć i się nie wkopać!
- Wyglądasz na zmęczonego. - Palnęłam pierwszą lepszą rzecz, jaka przyszła mi do głowy. Cudownie!- Więc albo trening wieczorem miałeś, albo imprezkę.
  Początkowo nic nie mówił, tylko zmarszczył czoło. - Dzięki za komplement. - Zaśmiał się w końcu. - Tak, mieliśmy trening wczoraj. To znaczy ja, za karę na siłowni, bo spóźniłem się na trening w południe.
Spóźnił się? Serio?
- Czyli to przez tą wczorajszą jajecznicę. - Zachichotałam. Chciałam to wszystko obrócić w żart.
- No, no. Powiedzmy. - Uśmiechnął się, ukazując rząd białych zębów. - A propos wieczorów, jesteś potem w domu? - Zapytał.
 Nie odpowiedziałam od razu, bo to pytanie zbiło mnie z pantałyku.  Czego on mógł chcieć? 
- Zależy, dlaczego pytasz. - Rzuciłam ostrożnie, lekko mrużąc oczy. 
- Twoja siostra robi imprezę i zaprosiła pół naszej drużyny.
Ha, ha, ha! 
- Imprezę. - Powtórzyłam, wciąż zszokowana tym, co usłyszałam. - W środku tygodnia? - Zmarszczyłam czoło. Musiałam przy tym śmiesznie wyglądać, bo Włodarczyk uniósł kąciki ust ku górze. - Chociaż, czemu mnie to nie dziwi… Dobrze że uprzedziłeś, zmyję się stamtąd. 
- Nie, nie! - Zaprzeczył gwałtownie, mocno gestykulując - Nie miałem zamiaru cię uprzedzać. Tylko Wrona mnie ciągnie, klasycznie, Kłos pewnie będzie się zajmował swoją Olą, więc pomyślałem, że...
Nie, nie, nie. Nie mogłam mu pozwolić dokończyć tego, co chciał powiedzieć. 
- Wiesz, mam plany.- Brutalnie mu przerwałam i zrobiłam najbardziej obojętną minę, jaką potrafiłam. - Poza tym, nie nadaję na tych falach co Oliwia, na pewno byśmy się pozjadały, nie chce mi sie z nią kłócić. 
- A tam, na pewno nie byłoby tak źle...
 I jak na jego zawołanie, do baru wkroczyła moja macocha z Oliwią.
 Poderwałam się i odskoczyłam od stołu, rękami prostując swój fartuszek. Na pewno widziały, że siedziałam z siatkarzem. CHO-LE-RA. 

- IZABELA! - Wrzasnęła matka. - Co to za obijanie się w pracy?!
 Choć z reguły byłam twarda i nieustępliwa, teraz zrobiło mi się wstyd przed Włodarczykiem. Nienawidziłam, jak ktos mną pomiatał, ale macocha robiła to, kiedy chciała. Miała na mnie haka i go zawsze wykorzystywała. Była jedyną osobą, której nie pyskowałam, bo wywaliłaby mnie wtedy na zbity pysk, bez niczego.
 Bez słowa wzięłam swój prawie pusty kubek po kawie i chciałam odejsć, kiedy wstał Wojtek, łapiąc mnie wcześniej za nadgarstek. 
- Przepraszam, to ja ją zagadałem. - Wstawił się za mną.
 Spojrzałam na niego błagalnie. Chciał dobrze, ale w ten sposób tylko pogorszy sprawę! 
- Wojtek, w ogóle co ty tu robisz? - Skrzywiła sie Oliwia. 
- Tak mi się wydaje, że to lokal, w którym można zjeść?... - Na te słowa siatkarza myślałam, że wybuchnę śmiechem. Wciąż jednak byłam zła za to upokorzenie.
 Młoda ruda wzięła go za ramię i usadziła z powrotem przy stoliku, natomiast mnie wzięła stara ruda, w drugi kąt lokalu.
To był mój koniec. 
- Co to jest?! - Wskazała na moje spodnie.- Gdzie twoja firmowa spódniczka? 
- Rozerwała się. - Wyjasniłam. Nie mogłam kłamać, nie było sensu. - Nie miałam czasu jej zszyc.
Macocha skrzyżowała ręce na piersiach. 
- Ach tak? To ja pracuję u siebie w studiu, zarabiam na utrzymanie, a tyś nawet spódniczki nie umiała zszyć? - Widziałam, że już czerwieniała ze złości. Jak zawsze, podczas takich rozmów ze mną. - Ach, no tak! Taka zapracowana jesteś! Świetnie!
 Zerknęłam nad jej ramieniem na mojego wcześniejszego towarzysza. Choć ruda klekotała do niego jak najęta, on patrzył się tylko w moją stronę, marszcząc czoło. 
- Po zmianie wracasz do domu, -rozkazała - szyjesz sobie tą cholerną spódniczkę i sprzątasz cały dom, na błysk! 
- Ale!....
- Żadnego “ale”.
W ten sposób zakończyła dyskusję. Odwróciła się, pozostawiając mnie w osłupieniu. Po drodze do wyjścia zebrała swoją córkę i obydwie wyszło z lokalu.
 Wkurzyłam się. Byłam zła, ale na siebie, że nie potrafiłam się jej postawić. Byłam zła, że ma nade mną niekwestionowaną władzę. Gdyby nie cholerne pieniądze mojego ojca, które miała do moich 21 urodzin,...! Gdyby… gdyby tylko mój tata żył, wszystko byłoby inaczej!
Odwróciłam się i walnęłam pięściami w stół. 
- Iza… - Usłyszałam za plecami Włodarczyka. Położył mi rękę na ramieniu pocieszająco. Jeszcze jego mi brakowało do szczęścia! - Przepraszam, to moja wina.
 Gwałtownie się odwróciłam, zrzucając jego dużą dłoń z siebie. 
- Daj mi spokój. - Warknęłam. 
- Ale ja ci pomogę…
- Nie! Nie chcę! Po prostu dajcie mi spokój! - Sama teraz podniosłam głos na Bogu ducha winnego siatkarza, który był najwyraźniej poruszony całą tą sytuacją. - Zawsze sama sobie radziłam, teraz też sobie poradzę.
 Ominęłam go i odeszłam do klitki, powyżywać się rozlatującej się drewnianej półce.
 Tego dnia zakończyła swój żywot, spadając na ziemię. Natomiast wszystkie szklanki, które na niej stały, rozbiły sie w drobny mak.


 Zrobiłam to, o co prosiła. Zszyłam tę kieckę. Posprzątałam cały, cholerny dom. Co prawda nie sama, bo w połowie “roboty” wpadl Siwy z Majką. On chyba wyczuł, że trzeba mi pomóc, a przyjaciółka zawitała z projektami naszych strojów. W każdym bądź razie, szybko uwinęliśmy się z domem (ogarnęliśmy nawet sypialnię macochy, która była w gorszym stanie niż wszystkie pokoje razem wzięte), a potem zaszyliśmy się u mnie w pokoju na poddaszu.
 Słyszałam, że schodzą się goście Oliwii. Na całe szczęście pogoda była ładna, więc zaszyli się na dworze, przy basenie. Nie miałam okien na tę stronę , więc nie musiałam ich oglądać, a hałasy nie były aż tak ogromne. 
- Chcecie piwko, nie?
 Kuba się skrzywił. 
- Doskonale wiesz, że jestem samochodem!
Wtedy to ja się skrzywiłam. 
- Przecież mieszkasz dwa domy dalej… - Burknęłam, już wstając. Przecież on nigdy nie odmawia!
- No jeju, jeju. żartuję przecież. Przynieś mi słońce od razu dwa. - Puścił mi oczko. 
- Mi jedno. - Dorzuciła Majka. - Chyba, że to imprezowe rudej małpy. 
- Nie no coś ty. - Zaśmiałam się. - Kupiłam kilka dla siebie na wieczór, żeby jakoś przetrwać ten syf.
 Wyszłam z pokoju i zbiegłam na dół, pokonując co trzy schodki. I tak się rozpędziłam, że oczywiście musiałam na kogoś wpaść.
Dzięki Bogu to nie była Oliwia ani ktoś z jej świty.
- Iza! - Krzyknął Wojtek, przytrzymując mnie za ramiona. W ten sposób utrzymał nas na nogach, ratując przed upadkiem. W sumie to był zbyt silny, by taka dziewczyna jak ja mogła go powalić.
 Cholera, nie chciałam na niego trafić. Ale jak zwykle los mi nie sprzyjał. Nagle zaczęłam się zastanawiać czy w legginsach i starej, szarej rozciągniętej bluzie wyglądam dobrze. Włosy przygładziłam jakoś tak automatycznie.
Poszło mi na mózg. CO ja najlepszego wyprawiałam?
- Wojtek. - Wydukałam z siebie w końcu, chcąc ukryć speszenie. 
- Już nie jesteś zła? - Dopytał się.
Jego silne dłonie z barków zjechały mi wzdłuż nagich ramion, a moje ciało przeszyły dreszcze. Cholernie przyjemne dreszcze. 
- Nie. - Burknęłam, odskakując od niego na więcej niż metr. - Nie byłam na ciebie zła, po prostu cała ta sytuacja mnie wkurzyła. Niepotrzebnie się na tobie wyżyłam, przepraszam.
 Siatkarz podrapał się po gęstej czuprynie. Kąciki jego ust lekko uniosły się do góry. - To dobrze. - Powiedział. Wyglądał tak, jakby właśnie kamień spadł mu z serca. 
- No, to sobie wszystko wyjaśniliśmy. - Uśmiechnęłam się mimowolnie, minęłam go i wkroczyłam do kuchni.
 Mój “stalker” wszedł, oczywiście, tuż za mną, niczym mój cień. Nie czułam z tym źle tylko po prostu…. niekomfortowo - czując jego wzrok na swoich plecach. Ewentualnie trochę niżej niż plecy. 
- Piwo? - Zapytał, widząc że wyciągam cztery puszki alkoholu z lodówki. - Idziesz do nas?
 Nogą trzepnęłam drzwiczki od wielkiej lodówki, w rękach ściskając zimne napoje. 
- Nie, sama zalewam smutki w pokoju. - Wyszczerzyłam się do niego. Zdumiał się nieco, więc wyjaśniłam - nie no, znajomi przyszli do mnie. 
- To dołączcie do nas! - Nie dawał za wygraną. Wyszłam z kuchni, a on mi towarzyszył.
 Och, Wojtku Włodarczyku, co ci tak zależy?
No tak. W sumie, każdy głupi wolałby moje towarzystwo od “pięknej” świty Oliwii Małeckiej. 
- Przykro mi, ale niestety to nie moje klimaty. Ani moich znajomych.
 Zacisnął usta w wąską linię, jednak przez moment nic nie powiedział. A ja potrafiłam się tylko skupić na tych wojtkowych wargach…
Izka! Stop! - Krzyknęłam do siebie w myślach. 
- No nic, trudno. - Rzucił w końcu. - To ja idę do reszty.
 Patrzyłam się na jego plecy, gdy odchodził. Wszystkie jego mięśnie pod opiętą koszulką seksownie napinały się przy każdym, nawet najmniejszym ruchu. A moje ciało oblewało podczas tego widoku przyjemne ciepło.
IZKA!
Pokręciłam głową , poirytowana samą sobą, po czym weszłam do góry, z powrotem do moich przyjaciół.
Choć spędziłam z nimi jakieś dwie godziny, jedyne, co zarejestrowałam z rozmowy, to słowa Majki “Ta gala będzie niesamowita!”. Reszta - wleciała jednym, a wyleciała drugim uchem. Moje myśli wciąż zajmował nie kto inny, jak siatkarz Skry. Powoli docierało do mnie, że to wszystko schodziło na złe tory. nie mogłam sobie pozwolić na miłostki. Po pierwsze, miałam w planach wyjechac za niecałe pół roku do Ameryki. Po drugie… cóż, nie mogłabym być uczciwa w związku. Nie mógłby wiedzieć o tym, co robię, kim jestem tak naprawdę, bo wtedy… na pewno wszystko wyszłoby na jaw. A kłamać też nie chciałam.
 Dochodziła godzina dwudziesta druga, gdy się zbierali. Zeszłam z nimi na dół, odprowadzić ich. Nie chciałam, by spotkała ich ta “przyjemność” i wpadli na moją “siostrzyczkę”. Znając Oliwię rzuciłaby jakiś zgryźliwy komentarz, a Siwy wpadłby w furię. Pewnie wywiązałaby się jakaś grubsza wymiana zdań, a ja nie chciałam już dzisiaj żadnych awantur, po których miałabym znowu kłopoty u macochy. 
- No to widzimy się w sumie jutro. - Kuba niby mówił to do mnie, ale kątem oka spoglądał na bawiących się siatkarzy i innych znajomych Oliwii. - Może z tobą zostać? - Zapytał, w końcu na mnie spoglądając. 
- Siwy, przecież to Mała. - Wtrąciła Majka. - Myślisz, że ona sobie nie poradzi z tamtą bandą? - Zaczęła się śmiać. 
- No właśnie. - Dołączyłam do niej i również się zaśmiałam. - Odprowadź Majkę. Ja sobie poradzę. Zaszyję się u siebie ze słuchawkami w uszach i myślę, że jakoś dotrwam. 
- No ok. To trzymaj się. - Nachylił się nade mna i pocałował mnie czule w czoło. Zawsze tak robił.
 Patrzyłam, jak odchodzą. Ona nie spuszczała z niego wzroku, a on jej coś zaczął usilnie wytłumaczyć, mocno gestykulując rękoma. Spojrzał się jeszcze na chwilę w moją stronę, poprawiając gumkę na dredach. Uśmiechnął się na odchodne i zniknęli.
Pożegnałam się z nimi i skierowałam się do domu.
 Widziałam, że większość gości na mnie zerkała. Nowi, ci siatkarze, raczej z ciekawości. A świta Oliwii- z ogromną pogardą. 
- Co , twój chłoptaś nie mógł zostać? - Zawołała głośno ruda. - Jak chcesz to dam ci namiar na dobrego stylistę i fryzjera, idealnie dla niego!
 Starałam się opanować i trzymać nerwy na wodzy. Naprawdę, starałam się. Ale gdy ktoś obrażał mojego przyjaciela, nie potrafiłam się opanować.
Tak. Byłam wybuchowa i impulsywna, choć zazwyczaj się starałam zachować zdrowy rozsądek. Jak widać, tym razem nie wyszło.
Podeszłam bliżej i skrzyżowałam ręce na piersiach. 
- “Mój chłoptaś” nie potrzebuje ani fryzjera, ani stylisty.- Nie krzyczałam, chciałam wyjść na mniej więcej opanowaną.- Ale za to tobie by się przydał chirurg. Widząc twoją głupotę na pewno odważyliby się na przeszczep mózgu. Byłabyś sławna!
 Widziałam, jak rzednie jej mina, podczas gdy inni chichotali pod nosami. Az zabrakło jej języka w gębie!
- Jezu, dobrze, ze jej nie zaprosiłaś! - Oburzyła się blondynka, którą Oliwia usilnie starała się wyswatać z Włodarczykiem. 
- Jezu! - Przedrzeźniałam ją, robiąc tak samo frajerską minę, jak ona - dobrze, że mnie nie zaprosiłaś, Oliwia! Przecież ja mam o wiele lepsze towarzystwo niż twoje! Nie wiem, czy potrafiłabym się zniżyć do poziomu twoich przyjaciółeczek...
 Żebyście widzieli jej minę! Normalnie krew w niej zawrzała. Zrobiła się czerwona jak burak - wiecie, jak to u rudzielców widać. Ładna nie ładna, teraz zrobiła się szpetna, z tym wyrazem twarzy i kolorem cery.
 Skrzyżowałam ręce na piersiach i patrzyłam, jak idzie w moją stronę. I nie wiem, który to zrobił, ale mogłabym przysiąc, że jakaś siatkarska noga lekko pociągnęła ręcznik , gdy dziewczyna postawiła na nim krok. I jak długa poleciała wprost do basenu.
 Sama nie mogłam powstrzymać się od śmiechu!
 Nie skomentowałam tego na głos, nie. Ale może siatkarze jednak rozum mają , skoro jeden z nich tak ją potraktował.
 Odwróciłam się na pięcie i poszłam do domu, słysząc głośne przekleństwa rudej - i w moim kierunku, jak i w kierunku jej własnej świty, że nie wyciągają jej z wody tylko chichotają.
Sama chciała.

Myślałam, że jak zaszyję się u siebie w pokoju, będę miała spokój. Myliłam się. To jednak nie był koniec niespodzianek.


~* * *~


Nowy wrzucam. :) Krótki, bo przedsmaczek przed szóstką. A po szóstce będzie siódemka, której sama się nie mogę doczekać. Będzie bombowa!


Podoba się opowiadanie? PISAĆ DALEJ??? :)
BO MASA CZYTELNIKÓW, A KOMENTARZ OSTATNIO ZALEDWIE 1. xD

3 komentarze:

  1. Świetna końcówka :) Należało się Oliwii.
    Ciekawa jestem co jeszcze się zdarzy

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetny rozdział ;) należało się Oliwii. Iza i Wojtek pasują do siebie. Czekam na kolejny! :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Czyżby Izka zdawała sobie sprawę z tego, że kocha Wojtka? Ao może to tylko chwilowe? Coż, pewnie się w późniejszych rozdziałach tego dowiem ;) Dawaj szybko następny :*

    OdpowiedzUsuń