poniedziałek, 27 lipca 2015

9. Pamiętaj, zawsze może być gorzej.

`Pobudka Kopciuszku. Bal się skończył, znów jesteś nikim. 


  Gdy wróciłam do domu o szóstej nad ranem, od razu położyłam się spać. Na całe szczęście macocha nie wyskoczyła z sypialni, więc jeszcze mi sie nie oberwało. Niestety, od dwudziestej drugiej trzydzieści zeszłego wieczoru miałam kilkanaście nieodebranych połączeń, głównie od jednej z kelnerek, Agaty. Obiecała, że będzie dzwonić, jak tylko macocha przyjdzie. Czyli przyszła, a mnie się jeszcze oberwie.
  Próbowałam zasnąć, ale to wszystko zdawało się na nic. Na ciele wciąż miałam Jego dotyk. Wciąż czułam jego zapach. Moje usta mnie mrowiły od tych namiętnych pocałunków. A gdy tylko sobie wszystko przypomniałam, ciepło rozlewało się w okolicach podbrzusza. 

Zastanawiałam się, jak ja mu spojrzę w oczy? Jak? On nie wiedział, kim jestem, ale ja wiem. Wszystko wiem i nie mam zielonego pojęcia, jak ja teraz z tym będę żyła. Ale czy żałowałam?....
Nie wiem. Po prostu nie wiem, ponieważ miotają mną wszystkie sprzeczne emocje. Jedno było pewne: zakochałam się we Włodarczyku, a seks tylko to przypieczętował. 
 Zacisnełam pięści na kołdrze i naciągnęłam ją na głowę. Rzewne łzy wylały się z moich oczu i nie mogłam ich zatamować. Wszystko było tak bardzo pogmatwane! Gdyby tylko ojciec żył, nie musiałabym się ukrywać. Ale... gdyby żył, może w ogóle nie musiałabym zawierać umowy z prezesem Skry, a wtedy w ogóle nie poznałabym WOjtka? 
To tak samo, jakby Kopciuszek nie zgubił buta. Jeden mały szczegół, a tak wiele by zmieniał. Książę na pewno nie odszukałby swojej zguby i nei byłoby "i żyli długo i szczęśliwie", tylko: kopciuszek zapracowała się na śmierć, natomiast książę poślubił inną, piękną księżniczkę. I dobra, może też by żyli długo i szczęśliwie. Wiecie, mógł pomyśleć: "Kij z Kopciuszkiem, i tak jej nie znajdę, a tego kwiatu jest pół światu!".
Pokręciłam gwałtownie głową. Cholera, o czym ja myślałam?!
Przewróciłam się na bok i zmrużyłam oczy, usilnie próbując zasnąć. I nawet nie spostrzegłam, jak wybiła siódma, a macocha wpadła do mojego pokoju z wielkim impetem. 

- Izabela! - Krzyknęła podenerwowana. Wręcz kipiała złością, naprawdę. Ale ja chyba robiłam się tak samo zła jak ona, bo czułąm, jak krew się we mnie zaczyna gotować. - Gdzieś ty była! Miałaś być w pracy! NIe będę tolerowała twojego zachowania! 
Nakryłam sobie głowę poduszką, by nie słuchać tego jej upierdliwego głosu. 
- Słuchaj mnie! - Rozkazała, wyrywając mi jaśka z rąk. - Dostajesz szlaban! 
- Co, może kolejna zmiana!? Super, już się ubieram i idę do roboty! - Odkrzyknęłam jej, gwałtownie wstając z łóżka. Pierwszy raz od... od zawsze. Pierwszy raz również to ja podniosłam na nią głos. - Najlepiej mnie karać i się na mnie wyżywać! 
  Plask. 
  Złapałam się za piekący już policzek i po prostu... zaniemówiłam. Mina mi zrzedła z momentem, kiedy ona zamachnęła się i po prostu wymierzyła mi w twarz. Najwyraźniej sama była w szoku, bo nic nie powiedziawszy, po prostu wyszła z pokoju mówiąc, że mam za godzinę być w robocie.
Oklapłam na łóżko, nie odrywając dłoni od twarzy. Policzek piekł niemiłosiernie. Z oczy popłynęły mi łzy. Znowu. Dlaczego moje życie musiało tak wyglądasz? Upokorzenia na każdym kroku, a dziś nawet... dziś nawet mnie uderzyła. Nie proszę o matkę, bo jej nigdy w niej nie miałam i mieć nie będę. A tak bardzo mi brakuje kogoś bliskiego. Mogłaby jednak... dać mi chociaż odrobinkę ciepła, odrobinkę rodzicielskiej uwagi... czy prosiłam o zbyt wiele? 

- Jejku, Iza, wszystko w porządku? - przestraszyła się Kaśka, gdy z rąk wypadł mi stos talerzy i szkło rozproszyło się po niemalże całej podłodze. 
- Skaleczyłaś się dziecko? - Z kuchni wybiegł przestraszony pan Stasiu.
Obydwoje musieli przy mnie kucnąć. Zaciskałam powieki, by znowu tego dnia nie zapłakać.
Kurwa, gorzej być chyba nie może!
- Nie. - Burknęłam, ledwo dosłyszalnie. - Idę po miotłę. 

- Zostaw to, posprzątamy. - Dziewczyna mnie złapała i usadziła na jednym z krzeseł barowych. - Ciebie trzeba opatrzyć. 
 Opatrzyć? Mnie? 
- Basiu, Basiu, przynieść no apteczkę! - Krzyknął starszy pan do babci Kasi. 
DOpiero wtedy spojrzałam w dół. Moja ręka była cała we krwi. Nie skończyło się na lekko przeciętym palcu, który opatrzył mi Wojtek. Nie. Ona była naprawdę cała zakrwawiona i pocięta w kilku miejscach. Dopiero wtedy poczułam ból, jak uświadomiłam sobie, co się stało. I co się dzieje. 
Zaczęłam płakać. Jej, czy to się nigdy nie skończy? 
- Bardzo boli? Może pojedziemy do szpitala? - Kaśka zmarszczyła brwi. Barbara przyniosła miskę z wodą. Najpierw spłukała krew, a potem cięcia polała wodą utlenioną. 
- Ale się zaprawiłaś dziewczyno. Powinnaś trochę odpocząć, bo chodzisz taka roztargniona dziś. - Stanisław pogłaskał mnie czule po włosach. 
  Pani Basia zakleiła mi dłoń sporej wielkości plastrem, a to jeszcze obandażowała. Moja ręka wyglądała jak po jakiejś wojnie. 
- Idź do domu, odpocznij. Odwiozę cię. - Zaproponowała Kaśka. 
- Nigdzie nie jadę, mam dziś dwie zmiany. 
- Jakie dwie zmiany? - Kucharz zmarszczył brwi. - Ty przecież niedziele w ogóle masz wolne. Nie powinnaś w ogóle tu przychodzić. 
 Dłonie zacisnęłam na fartuszku i go zgniotłam. Jeśli macocha przyjdzie, oberwie mi się, że nie był wyprasowany. Jeśli zobaczy moją rękę, oberwie mi się, że jestem taka beznadziejna i potłukłam naczynia. Jeśli pojadę do domu... cóż, skończy się tak, jak rano. 
 Zeskoczyłam z krzesła i złapałam za miotłę. 
- Izula, nie podobasz mi się dziś. - Stwierdziła starsza Pani. - Stało się coś w domu? 
- Nie, nic sie nie stało. - Skłamałam, nawet nie podnosząc wzroku. Schyliłam się i na łopatkę zgarnęłam większe odłamki po strzaskanych talerzach. - Po prostu... - podniosłam się, ale głowę wciąż miałam pochyloną - jestem beznadziejna, że to potrzaskałam. Przepraszam za całe zamieszanie. Żyję. 
 Nie wiem, czy mi uwierzyli czy nie, aczkolwiek wszyscy niepewnie powrócili do swojej wcześniejszej pracy. Przez cały czas czułam jednak na sobie wzrok Kaśki. Raz na jakiś czas nawet pani Basia wyglądała z kuchni i mi się przyglądała. 
  Myślałam już, że to koniec zmartwień na dzisiaj, jednak myliłam się. Wybiła piętnasta trzydzieści, kiedy do baru wpadł Wojtek, Andrzej i Karol. Czy mi się tylko wydawało, czy oni upodobali sobie ten bar? No ludzie!
Nie patrzyłam w ich stronę, tylko porządkowałam kufle na barze. Kątem oka jednak widziałam, że zasiadają na swoim miejscu, klasycznie mój stolik. 
- Cześć dziewczyny! - Krzyknął uradowany Karol Kłos. Chyba miał dobry trening, że taki wesoły. Zmarszczyłam nos. 
  Kaśka od razu zarejestrowała, że coś jest nie tak. Wskoczyła na krzesło barowe na przeciwko mnie. 
- Co ty, nie idziesz obsłużyć? - Zdziwiła się moja przyjaciółka.- Ręka cię boli? 
- Nie, nie boli. 
- To co jest? - Dopytywała. - Nie udawaj, że nic, bo widzę. Chodzisz taka... taka nieswoja, od samiutkiego rana. Stało się coś. - Stwierdziła. Aż tak dobrze mnie znała, co? - Gala? 
 Ponuro skinęłam głową. 
- Bawiłaś się z Wojtkiem. - Przypomniała sobie. - Powiedział ci coś? Zrobił?! Ja to mu zaraz...- Już podciągała rękawy bluzki, żeby go pobić, ale jej przerwałam. 
- On nic nie zrobił, tylko ja. Ale... ale to nie jest rozmowa na teraz. Pogadamy o tym po pracy, ok? 
  Zmarszczyła czoło, jednak już nie naciskała. Wiedziałam, że chciała dobrze. Mimo wszystko zawsze potrafiła wysłuchać i jakoś pocieszyć, bo niekoniecznie w każdym problemie da się pomóc. 
 Wzięłam się w garść i wyszłam zza lady, kierując się w stronę zajętego przez siatkarzy stolika. Stanęłam tak, by nie musieć zbytnio patrzeć na Włodarczyka. Z tego, co jednak zarejestrowałam, on również niekoniecznie palił się, by ze mną pogadać. 
- Co podać? - Zapytałam, ze wzrokiem wlepionym w swój notesik. 
- Hm.. - namyślił się Karol. - Ja to bym....
- O rany, patrzcie! - Przerwał mu nagle Wrona, wskazując na tv. - Nasza gala! 
  Wszyscy spojrzeliśmy w tym kierunku. Bełchatowska telewizja pokazała urywek z prezentacji zawodników, a następnie kawałek naszego występu, oczywiście wszystko komentując. Ja natomiast czułam, że oblał mnie zimny pot. A nogi momentalnie odmówiły posłuszeństwa. A chciałam stamtąd zwiać. 
 Kaśka również podeszła i stanęła obok mnie. - Patrzcie, ja też jestem! - Podekscytowała się jak małe dziecko. A ja? Ja po prostu umierałam. Dosłownie.
  Wywiad ze mną również pokazali. SPojrzeniem błądziłam wszędzie, byleby się nie patrzeć na to.
Końcówka reportażu. Ujęta byłam ja i Włodarczyk, jak wychodziliśmy z sali na taras. Trzymaliśmy się za ręce. Wzdrygnęłam się. Serce przyspieszyło. Spojrzałam na Wojtka, jednak on zatopił swoje spojrzenie w jakimś punkcie na ulicy za oknem.
 
- Te, Włodarczyk! - Trzepnął do rozbawiony Andrzej w ramię. Przyjmującemu jednak nie było zbytnio do śmiechu. - Już wiadomo, gdzie tak zniknąłeś! I gdzie ten twój kopciuszek jest, co? - Żartował. 
- Kopciuszek jak to kopciuszek, zniknął. - Burknął w odpowiedzi. 
- Dobra dupa, przynajmniej wiadomo, dlaczego tak szybko się w pokoju znalazłeś. 
- Zamknij się. 
- A tam, się przejmujesz - położył mu rękę na ramieniu Wrona - poruchałeś, wystarczy. 
- Spałeś z nią? - Wtrącił się Kłos, ale raczej to było stwierdzenie aniżeli pytanie. 
  Byłam pewna, że lada moment zwymiotuję. 
-To chyba nie wasz biznes, nie? - Poirytował się Wojtek.
- Czyli tak! - Podekscytował się Kłos. 
- Zaliczona, odhaczona, i tak nie wiesz, kim jest. - Dowalił drugi środkowy.- No chyba, że masz zamiar szukać swojej księżniczki. 
- Ocipiałeś. - Burknął.
Potem nic już nie rejestrowałam. Dotarło do mnie jedynie zdziwione spojrzenie Kaśki. Najwidoczniej wszystko zrozumiała. Wszyściutko. 

- Weź zamówienie. - Wyjęczałam i sama skierowałam się do naszej klitki. 
 Siadłam w kącie i znowu płakałam. Jak małe dziecko. Ja wcale silna nie byłam, jak to zawsze mówił Kuba. Nigdy nie byłam i nie jestem. Tylko udawałam. Byłam tak naprawdę słaba, i teraz to wychodziło na jaw. Nigdy sobie z niczym nie radziłam!
- Izuś, ja... - Do klitki weszła Kaśka, kucając przy mnie. 
- Nic nie mów, błagam. Wiem, że jestem idiotką! 
- Nie jesteś, ale... - mówiła niepewnie - powinnaś mu powiedzieć. Że to ty. 
Ona zgłupiała?
- Oszalałaś? - Starłam z policzków łzy starą szmatką. - Przecież mnie wyśmieje!
- Wiem jedno: nie poszłabyś z nim do łóżka, gdybyś coś do niego nie czuła. 
- Spoko, ale on to traktował jako przygodny seks, nie wiem czy zauważyłaś. 
- No właśnie chyba niekoniecznie, bo mu się nie podobały te żarciki kolegów. - Nie dawała za wygraną. A ja już miałam dosyć. 
- Nie, Kaśka. To nie ma sensu. I nigdy nie miało. Nic nie ma sensu. - Mówiłam przez łzy. - I to co było, jest bez znaczenia. Mam chyba dożywotni szlaban. A za tą noc jesszcze mi się oberwało! Ja... 
- Oberwało ci się?! - Podłapała dziewczyna. - Ale że... zaraz, uderzyła cię?! 
  Nie potrafiłam skłamać, kiedy tak na mnie patrzyła. Ale też nie potrafiła mi prawda przejść przez gardło. moje milczenie było odpowiedzią. 
- Jezu, Iza! Wiesz, że to traktowanie nie może pójść jej na sucho! Jak się raz do tego posunęła, to i kolejny raz też cię uderzy! - Złapała mnie za ramiona i mocno potrząsnęła. - Musisz o tym komuś powiedzieć, coś z tym zrobić! Przecież to jakiś terror jest!
- Nikomu nie powiem. Ty też masz milczeć, jasne? Już niedługo mam urodziny. Wezmę hajs i spadam. 
  Wstałam i otrzepałam swoje cztery litery. Czas i pora zacisnąć pięści i wziąć się w garść. Przynajmniej spróbować. 
- Pamiętaj - nagle mnie Kaśka przytuliła - co by się nie działo, możesz mi powiedzieć. Zawsze ci pomogę. 
 Trochę zatkało mnie jej wyznanie. Fakt, przyjaźniłyśmy się od zawsze. Ale jej słowa tylko potwierdzały, jak cholernie się o mnie teraz martwiła. 
- Dziękuję.




Trzymałam się z dala od siatkarzy. Ba, nawet na nich nie spojrzałam, dopóki siedzieli w barze. Całe szczęście wypili po piwie i sobie poszli. Co najciekawsze (nie żebym tego chciała), Wojtek nawet nie postarał się ze mną pogadać. Nawet nie powiedział potem głupiego cześć i zastanawiałam się, dlaczego? Najrozsądniejszym wytłumaczeniem było, ze serio jest wkurzony, że "Kopciuszek" go wystawił. Albo.. ja wiem, może nie chciał pokazywać Wronie, że brata się z wrogiem Oliwii?
Kto go tam wiedział.
Przestałam się tym przejmować, jak wieczorem do baru wpadli moi przyjaciele. Od razu zrozumiałam, że to Kaśka interweniowała. Gdy zmierzyłam ją wrogo spojrzeniem, powiedziała: "Potem mi podziękujesz". 

- Hej, Izuś - Majka ociągnęła mnie na bok. Poszła z nami również Kaśka. - Wiem, co się stało. Dlaczego nam od razu nie powiedziałaś? Jesteśmy twoimi przyjaciółkami. 
- Od zasranych pampersów. - Zaśmiałam się przez łzy. - Nie no, po prostu to taka głupota, to wszystko, że aż żal zawracać tym głowę komukolwiek. 
- Oszalałaś. Twoje problemy,jakie by nie były, cą naszymi problemami, pamiętaj! 
  I wtedy we trzy wylądowałyśmy sobie w ramionach. Tak, śmiało mogłam powiedzieć, że był naprawdę moimi przyjaciółkami. 

- Ej, a co tu za schadzki, co? - Zapytał Kuba, stając obok nas. Skrzyżował ręce na piersiach i zrobił nadąsaną minę. - Beze mnie? 
- Są takie sprawy, o których tylko baby mogą wiedzieć, wiesz? - Dała mu pstryczka  w nos Majka. 
- I są takie rzeczy, które ino baba może zrobić. Wszyscy czekają na piwo! - Zaczął się śmiać dredziarz. Majka go trzepnęła w ramię. 
- A co, rączek bozia nie dała? Wiesz gdzie są kufle. - Pokazałam mu język. 
- Tak, a potem byście się rzucały, bo to wasza robota. Ech, baby. - Burknął. 
Minęłam go razem z Kaśką, już w totalnie lepszym humorze, i zajęłyśmy się wszystkimi klientami. Niestety ten dobry humor nie trwał wiecznie. Tego dnia chyba musiały spaść na mnie wszystkie plagi egipskie. 
- Źle się dzieje. - Skwitowała Kora, gdy wieczorem na chwile z nimi przysiadłam przy stoliku. 
Mówiła oczywiście o mojej macosze, która wpadła do baru z jakimś swoim kochasiem. Na nieszczęście zobaczyła a) mnie obijającą się b) mnie ze znajomymi. I to już podniosło jej ciśnienie. 
- Izabela! - Krzyknęła.
Przyzwyczaiłam się do tego. Naprawdę. Podeszłam do niej i skrzyżowałam ręce na piersiach. Musiałam jednak przyznać, że bałam się... kolejnego uderzenia. Może nawet nie tyle co tego, że mnie uderzy, że zaboli. Ale tego upokorzenia. Przy klientach, przy przyjaciołach. 

- Jestem w pracy, tak jak chciałaś. - Burknęłam. 
Ale myślicie, że ona odpuściła? Guzik. 
- To nie jest dla ciebie kara. Za karę to ty od jutra nie wychodzisz z domu, nawet do pracy! - Zarządziła. To był dla mnie niemały szok. Bo wiecie, z reguły kazała mi pracować. Teraz jednak zrozumiała najwyraźniej, że robota w barze wcale dla mnie kara nie była. 
- Co? - Wykrztusiłam. - Nie możesz!....
- A i mogę! - Uśmiechnęła się w wyraźną satysfakcją. Była najwyraźniej z siebie w cholerę dumna! - Zbierasz manatki i zabieramy cię. Raz, raz! Od razu kolację w domu zrobisz!
  Zacisnęłam pięści. Aż zabolała mnie zraniona ręka. Bandaż momentalnie zrobił się czerwony w niektórych miejscach - przez siłę, jaką użyłam, rany musiały się znowu otworzyć. Przeklęłam w myślach, sama na siebie. Ale zrobiłam to, co rozkazała. 
  Spojrzałam tylko niechętnie w stronę zdziwionych przyjaciół. Wyglądali na zmartwionych.
  Wdech wydech, Iza. Już niedługo ten koszmar się skończy. 


  Kolejny dzień był od samego początku taki... odrealniony. Normalnie to wszystko robiłabym szybko; najpierw wyprawić rude żmije do roboty, potem sama siebie wyszykować i pędzikiem zdążyć na otwarcie. A tego dnia zrobiłam tylko to pierwszą część. A potem... cóż, po prostu się obijałam. 
Jej, ludzie. Ja się OBIJAŁAM. 
  Nie powiem, że to było dla mnie złe. Miałam odpoczynek, na który wszyscy mnie namawiali. Posprzątałam tylko dom, choć wcale nie był w tragicznym stanie i zajęło mi to zaledwie godzinę. Potem zrobiłam sobie kawę i odpaliłam laptopa. Kiedy ja ostatnio miałam chwilę na przeglądanie różnych stronek internetowych, facebooka, instagrama? Powinnam to częściej robić, bo wszędzie nas było pełno. Nas, znaczy się M.A.D. Niesamowite, jak abrdzo sie wybiliśmy, a ja o tym nie wiedziałam. Gadali o nas na różnych portalach społecznościowych, na stronkach plotkarskich, na stronkach informacyjnych. Naprawdę, wyszliśmy na pewno poza Bełchatów. 
Potwierdzeniem tego był telefon, który otrzymałam od Kuby po dziesiątej.
- Robimy nowe show! - krzyknął do telefonu. - Czwartek, klub w Piotrkowie. 

- Że kurwa co? - Tylko tyle z siebie wykrztusiłam.- Ale jak to? 
- Kontaktowali się ze mną wczoraj. - Wyjaśnił, wciąż niezwykle podjarany. - WIesz, przyjemne z pożytecznym, trochę grosza nam wpadnie. 
 - Ale... Piotrków? Serio? - Nie chodziło mi o samo miasto, ale no, kawałek trzeba było dojechać.... No i ludzie, miałam szlaban. 
- No... patrz, dziś Bełchatów, jutro Piotrków, a pojutrze... cały świaaaat! - Krzyknął radośnie. Jezu, cóż za optymizm!
- Dobra, to jedźcie. Na pewno wykombinujecie coś super. 
- Zaraz, a ty?
- No ja mam aktualnie szlaban. Ruda żmija mnie z domu wywali jak znowu nie będę posłuszna. - Burknęłam, nieco rozzłoszczona. 
- Ech... - westchnął przeciągle Siwy. - Wiesz, powiedziałbym, że szkoda, ale doskonale cię znam Mała. Wiem, że coś wymyślisz. Nie przegapisz tego. 
  I po tym telefonie siedziałam wpatrując się ślepo w ekran starego laptopa, a w głowie próbowałam wymyślić jakiś niecny plan, który sprawi, że jednak się wyrwę do Piotrkowa. Moze dałabym jej jakieś tabletki nasenne? Może manekin w łóżku? Fakt, nie raz wychodziłam w nocy przez okno, ale nigdy nie jechałam tak daleko. I nigdy jeszcze nie byłam w takiej sytuacji, jak teraz. 
Nieważne. To było naprawdę nieważne. Po prostu... najwyżej mnie tam nie będzie - pomyślałam. 
Wieczorem moja kochana przyrodnia siostra Oliwka zaprosiła swoich znajomych. Znowu. Jej, a naprawdę liczyłam na chwilę spokoju. Byłam pewna, że wróci razem z matką późnym wieczorem. A tu psikus. Na całe szczęście nie wołała mnie, bym jej w czymś pomogła. 
Założyłam słuchawki na uszy i włączyłam starą MP4. Jej, miałam na niej takie stare hity, że aż miło było powspominać. Ukoiły mi trochę zszargane nerwy. Na środku pokoju, ze słuchawkami na uszach, najzwyczajniej w świecie zaczęłam tańczyć.
Nie trwało to długo. Na całe szczęście. Przerwałam gdy dotarło do mnie, że ktoś mnie obserwował. 

Spojrzałam w stronę drzwi. Stał, oparty o framugę, lekko przygarbiony. I przyglądał mi się z uśmieszkiem przyklejonym do gęby.
Bufon. 



~*  *  *~Hej. :) Sorka , że taki krótki. I sorka za błędy. I że taki dołujący. Hmmm, tak wyszło bo sama nie bardzo mam spoko humor (y)
Następny za to pojawi się szybciej :)
Pozdrawiam! :*


CZYTASZ+KOMENTUJESZ=MOTYWUJESZ :)


1 komentarz:

  1. Jej mogłabym czytać i czytać! Tak wgl to jestem mile zaskoczona ze tak szybciutko nowy rozdział 😃 . Świetny jest 😉

    OdpowiedzUsuń