Ulżyło mi, gdy wpadłam do gabinetu prezesa. Choć z reguły nie traktowałam tak ludzi i nie uciekałam, teraz nie widziałam innej opcji. Ten siatkarzyna stał się za bardzo wścibski i podejrzliwy. Zresztą, jak sam prezes.
- Pani Izabela? - Zdziwił się, unosząc jedną brew do góry.
Skinęłam głową. - Tak, tak. Dzień dobry.
-Przepraszam za zdziwienie, ostatnio była pani ... blondynką. - Chrząknął, a ja zaśmiałam się w duchu. To dobrze, nie byłam rozpoznawalna!
- Widzi pan, znudził mi się blond. - Zaśmiałam się, chcąc rozluźnić atmosferę. Prezes uśmiechnął się szeroko. - Przepraszam za najście - mówiłam - ale zastanawiałam się, czy podobał się występ?
- Pani Izabela? - Zdziwił się, unosząc jedną brew do góry.
Skinęłam głową. - Tak, tak. Dzień dobry.
-Przepraszam za zdziwienie, ostatnio była pani ... blondynką. - Chrząknął, a ja zaśmiałam się w duchu. To dobrze, nie byłam rozpoznawalna!
- Widzi pan, znudził mi się blond. - Zaśmiałam się, chcąc rozluźnić atmosferę. Prezes uśmiechnął się szeroko. - Przepraszam za najście - mówiłam - ale zastanawiałam się, czy podobał się występ?
- Oczywiście,
to było coś niesamowitego! - Podekscytował się prezes Skry Bełchatów.
Wskazał mi ręką, bym usiadła, a sam oparł się nonszalancko o biurko. -
Muszę przyznać, że jak powiedziała pani, że sami ustalacie reguły co do
występu, to trochę się obawiałem. Szukałem klasycznych cheerleaderek… -
Podrapał się po głowie. - Ale to, co pani grupa pokazała, cóż, wychodzi
poza wszelkie kanony.
- Czyli zgadza się pan? Będziemy mogli ćwiczyć na sali? - No, byłbym głupcem, jakbym się nie zgodził.- Zaśmiał się. - Oczywiście, tak jak się umawialiśmy. WY ćwiczycie kiedy chcecie, oczywiście w godzinach kiedy nie ma treningów siatkarzy. A w zamian za to występujecie, kiedy będzie taka potrzeba.
Poczułam, że wypuszczam z płuc wcześniej wstrzymywane powietrze. Nie mogłam uwierzyć, że znowu mamy miejsce do ćwiczeń. Co prawda nasz stary budynek był lepszy, niestety go zburzyli i zostaliśmy na lodzie. Inne sale były zbyt drogie. Poza tym, dzięki temu możemy zabłysnąć. Siwy nagrywał, jeszcze dziś nasz występ mia znaleźć się na YT. A potem staniemy się sławni, i nawet moja głupia macocha nie stanie mi na drodze do szczęścia. Ani chroniczny brak pieniędzy.
- COś za coś, wiadomo. - Potwierdziłam jego słowa. - Tak, jak się umawialiśmy.
- Wyśmienicie. - Klasnął w dłonie i zasiadł za biurkiem.
- COś za coś, wiadomo. - Potwierdziłam jego słowa. - Tak, jak się umawialiśmy.
- Wyśmienicie. - Klasnął w dłonie i zasiadł za biurkiem.
Nerwowo wyczekiwałam, kiedy on szukał w szufladzie biurka odpowiedniej umowy. Wyciągnął stos kartek i szukał tej odpowiedniej. - O, jest! - A mi aż serce podskoczyło do gardła.
Podał mi. Oczywiście przeczytałam wszystko, nim podpisałam. Treść umowy się zgadzała.
Podałam rękę prezesowi i podziękowałam.
- Mam jeszcze prośbę. - Powiedział, nim wyszłam. - Za tydzień jest gala z prezentacją zawodników, w restauracji na obrzeżach miasta. Bardzo bym prosił o jakiś mały pokaz, a potem pani grupa może zostać i dotrzymać towarzystwo innym bawiącym się na gali.
- Oczywiście na naszych zasadach, tak? - Upewniłam się. Skinął głową, w ogóle się nie wahając. - Dobrze, w takim razie poproszę o zaproszenia dla mojej całej ekipy a gwarantuję, że pana nie zawiedziemy.- Puściłam mu oczko i pożegnałam się.
- Mam jeszcze prośbę. - Powiedział, nim wyszłam. - Za tydzień jest gala z prezentacją zawodników, w restauracji na obrzeżach miasta. Bardzo bym prosił o jakiś mały pokaz, a potem pani grupa może zostać i dotrzymać towarzystwo innym bawiącym się na gali.
- Oczywiście na naszych zasadach, tak? - Upewniłam się. Skinął głową, w ogóle się nie wahając. - Dobrze, w takim razie poproszę o zaproszenia dla mojej całej ekipy a gwarantuję, że pana nie zawiedziemy.- Puściłam mu oczko i pożegnałam się.
Gdy wyszłam z jego gabinetu, modliłam się, by nie spotkać ponownie Włodarczyka. Na całe szczęście korytarz był już opustoszały, więc czym prędzej wyszłam na zewnątrz i wskoczyłam do be-em-ki Siwego.
- I co, Mała?
- I co, Mała?
W końcu ściągnęłam maskę. Przyjaciel był zdziwiony, widząc moją poważną, wręcz smutną minę. Ale wiadomo, nie wytrzymałam dłużej niż pięć sekund - potem zaczęłam krzyczeć.
- Udało się! Mamy gdzie ćwiczyć!
- Udało się! Mamy gdzie ćwiczyć!
Przytuliłam go gwałownie, łokciem naciskając na klakson. - Cholera! - Zaśmiałam się.
- Kurde, no to zajebiście! I powiem ci, że pomimo sali, to jest dobry patent na to, żeby dzięki tym siatkarzom się wybić. Na YouTubie już jest filmik z waszym show!
- Kurde, no to zajebiście! I powiem ci, że pomimo sali, to jest dobry patent na to, żeby dzięki tym siatkarzom się wybić. Na YouTubie już jest filmik z waszym show!
Wyciągnął w moją stronę smartfona i pokazał urywek marnie nagranego (ale zawsze cos), naszego pokazu na meczu.
- To - postukałam paznokciem w ekran telefonu - to nic. Idziemy na ich galę, wtedy pokażemy coś niesamowitego. - Uśmiechnęłam się cwaniacko.
- Kobieto, masz obłęd w oczach! - Początkowo się rpzeraził, ale potem się śmialiśmy. Razem, ze szczęścia. W końcu los przestał nam rzucać kłody pod nogi.
- To - postukałam paznokciem w ekran telefonu - to nic. Idziemy na ich galę, wtedy pokażemy coś niesamowitego. - Uśmiechnęłam się cwaniacko.
- Kobieto, masz obłęd w oczach! - Początkowo się rpzeraził, ale potem się śmialiśmy. Razem, ze szczęścia. W końcu los przestał nam rzucać kłody pod nogi.
Obudziłam się rano niezwykle zmęczona, ale również niesamowicie szczęśliwa. Wiecie, nie co wieczór daje się super pokaz i nie co dzień podpisuje się korzystna umowę, wychodząc jednocześnie z głębokiej dziury. W każdym bądź razie, byłam we własnym azylu i mogłam się tym wszystkim nacieszyć jeszcze jakieś… pięć minut.
Była za piętnaście dziewiąta. O pełnej godzinie Oliwia zacznie się drzeć, że coś jest w domu nie zrobione. Ale tego dnia mogła mi naskoczyć, macochy nie było w domu, więc jakoś sobie z nią poradzę.
Poza tym - i tak nie miałam zamiaru w domu długo zabawić.
Poza tym - i tak nie miałam zamiaru w domu długo zabawić.
Zwlokłam się z łóżka i podeszłam do niewielkiego okna, tuż przy spadzie sufitu w dół (tak, mieszkałam na poddaszu). Oparłam ręce na miękkim "parapecie", na którym z reguły przesiadywałam nocami i czytałam książki. Spojrzałam na zewnątrz. Zapowiadał się piękny, słoneczny dzień. Zgodnie z smsem, który dostałam wczoraj, spotykamy się dziś popołudniu nad pobliskim jeziorem, w końcu musieliśmy opić nasze małe zwycięstwo!
Przeciągnęłam się i zbierając pierwsze lepsze ubrania, poszłam wziąć prysznic.
- IZKA!!!!!!!!!!!! Izka, bo bałagan jest, a do mnie Andrzej przychodzi za niedługo! - Wrzasnęła z dołu Oliwia.
- IZKA!!!!!!!!!!!! Izka, bo bałagan jest, a do mnie Andrzej przychodzi za niedługo! - Wrzasnęła z dołu Oliwia.
Akuratnie byłam już w pokoju, umyta i ubrana, więc zerknęłam na telefon. Była dzięwiąta - a nie mówiłam?
- TO posprzątaj! - Odkrzyknęłam jej, związując mokre włosy wysoko w koczek.
- Powiem mamie!
- TO posprzątaj! - Odkrzyknęłam jej, związując mokre włosy wysoko w koczek.
- Powiem mamie!
Wdech wydech, Iza. Już niedługo, za kilka miesięcy, wyjdziesz z tego bagna.
Musiałam oczywiście posprzątać syf, który sama zostawiła w kuchni. Wiecie, czasem się zastanawiałam, dlaczego ona nie chodzi na jakieś studia czy coś. Przdałoby jej się trochę pomyśleć, uruchomić mózg, o ile takowy posiada. Ale z dnia na dzień przkeonywałam się, że ta zakochana w sobie księżniczka, ulubienica swojej matki, nie mała za grosz ani rozsądku, ani mózgu. Ani odpowiedzialności, jakiejkowiek.
Zerknęłam na nią kątem oka, gdy zmywałam naczynia. Zakładała sobie kolczyki - chyba ostatni etap w jej codziennym szykowaniu. Miała na sobie już obcisłą sukienkę ledwo zakrywającą tyłek, a na nogach wysokie obcasy. I dobrze, niech do tego siatkarzyny jakoś dostaje.
Oliwia była niższa ode mnie, ale za to przynajmniej miała jakieś kobiece krągłości. Też zarabiała na siebie, zwykle w studiu matki - ta z kolei zajmowała się fotomodelingiem. Czasem sobie myślę, że tak naprawdę Oliwia zazdrości mi wzrostu - idealny do modelingu i wybiegów, o którym ona zawsze marzyła. Ale ja , cóż, nie nadawałam się do tego. Zbyt sztuczne. Wystarczał mi taniec.
Poza tym Kaśka mi zawsze powtarzała, że ruda siostra jest cięta na mnie o moją urodę. Ja nic w sobie szczególnego nie widziałam, praktycznie zero cycków, zero tyłka. Więcej mięśni. Twarz… no, może miałam wyjściową, w miarę. Cera - nigdy nie narzekałam na pryszcze. Natomiast Oliwia musiała się nieźle nad sobą napracować, by zatuszować te niedoskonałości. I wychodziło jej to całkiem nieźle, skoro wyrwała sobie kolejną ofiarę, Andrzeja Wronę.
Albo nie miał gustu, albo po prostu był ślepy.
- O której twój nowy alvaro przychodzi?- Zapytałam, nie zaprzestając wcześniejszej czynności.
- Po pierwsze, to Andrzej Wrona.- Cmoknęła zniesmaczona. - A po drugie , co cię to interesuje?
Albo nie miał gustu, albo po prostu był ślepy.
- O której twój nowy alvaro przychodzi?- Zapytałam, nie zaprzestając wcześniejszej czynności.
- Po pierwsze, to Andrzej Wrona.- Cmoknęła zniesmaczona. - A po drugie , co cię to interesuje?
Och, no dobre pytanie!
- Mam nadzieję, że go po prostu nie spotkam.- Przyznałam zupełnie szczerze.
- Mam nadzieję, że go po prostu nie spotkam.- Przyznałam zupełnie szczerze.
Gdy nagle rozległo się pukanie do drzwi, zaprzestałam mieć na to nadzieję.
- Idź otworzyć! - Krzyknęła nagle do mnie.
- Co?! - Spojrzałam na nią zdumiona. - Co to, mój gość?!
- No idź!
- Idź otworzyć! - Krzyknęła nagle do mnie.
- Co?! - Spojrzałam na nią zdumiona. - Co to, mój gość?!
- No idź!
Ja pieprze, trzymajcie mnie!
Wzięłam suchą ścierkę i wycierając sobie dłonie, poszłam otworzyć te cholerne drwi, temu cholernemu siatkarzowi. I jakie było moje zdziwienie, jak zamiast jednego, wpadło trzech, z dwoma gratisami w postaci dziewczyn.
Zmarszczyłam wrogo nos, stając twarzą w twarz z chłopakiem mojej przyrodniej siostry.
- Jest Oliwka?
- Jest Oliwka?
Nic nie odpowiedziawszy, otworzyłam szerzej drzwi i wpuściłam chołotę do domu.
I wtedy wyszła ruda, szczerząc się niemiłosiernie, i wpadając w ramiona swojemu lubemu. Powiedzcie mi tylko, czemu nie mogła tych swoich pieprzonych drzwi sama otworzyć?
Wrona wszedł pierwszy, za nim blond małpa, potem dwójka, której nie znałam, a ostatni Włodarczyk. Przed nim jednak uciekłam spojrzeniem.
- O, cześć! - Dziewczyna, której wcześniej nie znałam, zwróciła się do mnie. Właśnie do mnie.- Jestem Ola. Nie miałyśmy sposobności się wcześniej poznać. - Uśmiechnęła się promiennie.
- O, cześć! - Dziewczyna, której wcześniej nie znałam, zwróciła się do mnie. Właśnie do mnie.- Jestem Ola. Nie miałyśmy sposobności się wcześniej poznać. - Uśmiechnęła się promiennie.
Czy ona naprawdę nadaje na tych falach, co Oliwia i jej orszak?
Uścisnęłam jej dłoń i odwzajemniłam uśmiech. - No cześć, Iza jestem.
- Miło mi. - Dalej się uśmiechała, serio! Przedstawiła dwóch chłopaków, którzy jeszcze stali w przedpokoju. - TO mój chłopak, Karol, a to Wojtek.
- Miło mi. - Dalej się uśmiechała, serio! Przedstawiła dwóch chłopaków, którzy jeszcze stali w przedpokoju. - TO mój chłopak, Karol, a to Wojtek.
Uścisnęłam im dłonie, dosyć szybko, co by popadać w zbyt bliski kontakt, zwłaszcza z Włodarczykiem.
- Miło poznać. - Powiedział. Próbowałam przeanalizować jego zachowanie, ale nic nie wskazywało na to, że mnie poznał. Ba, nawet się nie przyglądał jak wczoraj, tylko powiedział “cześć” i od razu poszedł do salonu.
- Miło poznać. - Powiedział. Próbowałam przeanalizować jego zachowanie, ale nic nie wskazywało na to, że mnie poznał. Ba, nawet się nie przyglądał jak wczoraj, tylko powiedział “cześć” i od razu poszedł do salonu.
Nie gadałam z nimi długo, bo Oliwia zawołała parkę do salonu. Sama poszłam się ogarnąć i przygotować do wyjścia. Wysuszyłam włosy, założyłam luźne jeansy boyfriendy i biały top. Do plecaka schowałam potrzebne rzeczy nad jezioro, na które potem miałam jechać prosto od Majki. Musiałam jej dać cynka w sprawie naszych strojów, jak je widzę nasz następny występ. Miała swoją własną markę i zawsze powtarzała, że dzięki nam bardziej ją wypromuje.
Rzecz jasna, było w tym dużo racji. Zakładajac, że się wybijemy.
Zarzuciłam plecak na ramię, a do rąk wzięłam kask. Zbiegłam po schodach mając nadzieję, że tamtych nie ma. I nie było, w salonie. Niestety siedzieli na ogródku, przez który musiałam przejść idąc do garażu.
- Och, Iza, a ty z nami nie jedziesz? - Zaczepiła mnie Ola. - Jedziemy nad jezioro.
- Och, Iza, a ty z nami nie jedziesz? - Zaczepiła mnie Ola. - Jedziemy nad jezioro.
Super. Extra. Wszyscy jedźmy nad jezioro!
- Mam inne plany, niestety. - Westchnęłam. Tak, było mi w ch*j przykro. Amen. Miałam tylko nadzieję, że ich tam na plaży nie spotkamy. Nie , żebym coś miała do Oli i jej chłopaka. Wydawali się być spoko.
- Mam inne plany, niestety. - Westchnęłam. Tak, było mi w ch*j przykro. Amen. Miałam tylko nadzieję, że ich tam na plaży nie spotkamy. Nie , żebym coś miała do Oli i jej chłopaka. Wydawali się być spoko.
Niedziela była jedynym dniem, kiedy mogłam robić, co chciałam. Bar był otwarty dopiero od późnego popołudnia i inne kelnerki pracowały. Matka z reguły wyjeżdżała na weekendy na jakieś sesje ze swoimi modelkami, a ja miałam możliwość bezkarnego trenowania nowego układu, albo po prostu spotkania się ze swoimi przyjaciółmi. Dlatego wykorzystywałam tą swobodę od samego rana.
- Miło było poznać. - Uśmiechnęłam się do dziewczyny na odchodne i poszłam do garażu.
- Miło było poznać. - Uśmiechnęłam się do dziewczyny na odchodne i poszłam do garażu.
Już tam nałożyłam kask i wsiadłam na motocykl. Moje małe cudeńko, a dawne cudeńko mojego taty. Odpaliłam, a w ciele rozlała się fala ukochanej adrenaliny. To było moje życie, uwielbiałam to. Zwłaszcza, że już nie miałam nic do stracenia.
Wyjechałam z garażu i wpadłam na główną ulicę, obserwowana przez wszystkich.
Dochodziła czternasta, kiedy dojechałam do znajomych na plażę. Trochę mi u Majki zeszło - szkicowała na brudno nasze nowe maski i stroje. Pomysł oczywiście jej się niesamowicie spodobał. Byłam pewna, że jeszcze tego dnia zabierze się do roboty.
W sumie, my też powinniśmy. Chyba , że wykorzystamy jakiś nasz stary układ… To jeszcze musiałam przedyskutować z ekipą.
- No w końcu, Mała! - Krzyknęła Kora, gdy biegłam w ich stronę, starając się ugrzęznąć w piachu.
- No w końcu, Mała! - Krzyknęła Kora, gdy biegłam w ich stronę, starając się ugrzęznąć w piachu.
Gwoli wyjaśnienia, wcale nie byłam Mała. To był raczej sarkazm, dotyczący mojego metra siedemdziesięciu.
- U Majki byłam. - Padłam na koc obok Loli i Nati.- Wiecie, bo…
- Tak, tak. Siwy nam mówił, szykuje nam się show za tydzień! - Zacierał ręce Bartek. - Zajebiście, kolejny numer na YouTubie.
- Oj tam, ja tam zawsze marzyłam, żeby być na takiej gali, Francja-elegancja. - Skwitowała Lola.
- A występ to wisienka na torcie!
- U Majki byłam. - Padłam na koc obok Loli i Nati.- Wiecie, bo…
- Tak, tak. Siwy nam mówił, szykuje nam się show za tydzień! - Zacierał ręce Bartek. - Zajebiście, kolejny numer na YouTubie.
- Oj tam, ja tam zawsze marzyłam, żeby być na takiej gali, Francja-elegancja. - Skwitowała Lola.
- A występ to wisienka na torcie!
Uśmiech nie schodził mi z twarzy na widok tak zadowolonych przyjaciół. Cieszyłam się ich radością z tańca. Cieszyłam się z naszego powodzenia.
- No i właśnie - kontynuując - u Majki byłam w sprawie strojów.
- Ach, a ty jak zwykle pracujesz. - Potarmosił mi włosy Siwy. Przysiadł się obok mnie i objął mnie ramieniem. - Co my byśmy bez ciebie zrobili.
- Kpisz. Co JA bym BEZ WAS zrobiła! - Cmoknęłam go w policzek, a pozostałym wysłałam całusy w powietrzu.
- Och, uważaj, bo się zakocham. - Brodaty zaczął chichotać.
- Za późno! Wszyscy już kochamy naszą Małą, co nie?
- No i właśnie - kontynuując - u Majki byłam w sprawie strojów.
- Ach, a ty jak zwykle pracujesz. - Potarmosił mi włosy Siwy. Przysiadł się obok mnie i objął mnie ramieniem. - Co my byśmy bez ciebie zrobili.
- Kpisz. Co JA bym BEZ WAS zrobiła! - Cmoknęłam go w policzek, a pozostałym wysłałam całusy w powietrzu.
- Och, uważaj, bo się zakocham. - Brodaty zaczął chichotać.
- Za późno! Wszyscy już kochamy naszą Małą, co nie?
I nim spostrzegłam, chłopcy wstali i łapiąc mnie, zaczęli mnie podrzucać w powietrzu, jakbym była piórkiem zaledwie.
- Ej, ej! Bo mnie opuścicie! - Krzyknęłam, jednak uśmiech nie schodził mi z twarzy.
- No co ty, po tych wyczynach na hali, na pewno cię złapiemy!
- Ej, ej! Bo mnie opuścicie! - Krzyknęłam, jednak uśmiech nie schodził mi z twarzy.
- No co ty, po tych wyczynach na hali, na pewno cię złapiemy!
I zabawa z wygłupami pewnie trwałaby dalej - z tańcami i naszymi cudownymi saltami, gdyby nie nagły cynk od Siwego, byśmy się ściszyli.
Nie byłam jakimś super szczęściarzem, ale usadowienie się ekipy Oliwii właśnie obok nas, było szczytem mojego pecha. Fakt, nie było wiele miejsca wolnego, a ten kawałek plaży był najbardziej na uboczu. Ale na litość boską, mogli sobie znaleźć inną miejscówę.
Chłopcy postawili mnie na piachu.
- No nie, czy ona jest twoim prześladowcą? - Skrzywiła się Kora.
- Wiesz jak jest. - Skrzywiłam się.
- No nie, czy ona jest twoim prześladowcą? - Skrzywiła się Kora.
- Wiesz jak jest. - Skrzywiłam się.
Nie mogłam tańczyć oficjalnie. Macocha była wściekła, że mi coś wychodziło, a jej córka nie dostała się na wybieg. Zakazała m więc tańczyć, co bym zbyt szczęśliwa nie była. A dlaczego ja na to przystałam? Bo zagroziła, że nie da mi pieniędzy mojego ojca, które były przeznaczone dla mnie. Niestety, ale mogła o nich decydować…
Zbyt ich potrzebowałam, ale też za bardzo kochałam taniec. Dlatego.. musiałam się ukrywać, a moja ekipa mi w tym pomagała. I choć maski wydawały się być śmieszne, teraz uważamy to za genialny charakterystyczny znak rozpoznawczy M.A.D.
- Ta jedna dziewczyna macha.
- Ta jedna dziewczyna macha.
No tak, Ola. Dziewczyna Karola Kłosa. Odmachałam jej.
- Uwierzcie lub nie, ale jest sympatyczna. - Wyjaśniłam, napotkawszy zdziwione spojrzenia przyjaciół. - Jej chłopak też.
- Skoro tak mówisz… Dobra, idziemy do wody? Trzeba “oblać” nasz sukces!
- Uwierzcie lub nie, ale jest sympatyczna. - Wyjaśniłam, napotkawszy zdziwione spojrzenia przyjaciół. - Jej chłopak też.
- Skoro tak mówisz… Dobra, idziemy do wody? Trzeba “oblać” nasz sukces!
I nim się zorientowałam, Bartek i Brodaty złapali Korę za ręce i pobiegli razem do wody. A za nimi pozostałe osoby. Ja oczywiście nie mogłam pozostać w tyle! Szybko ściągnęłam ubrania i pozostałam zaledwie w kostiumie kąpielowym. Wyprzedziłam wszystkich i to ja jako pierwsze wbiegłam do jeziora, o wrześniowej już temperaturze.
Nie obyło się bez naszych pisków, i nie obyło się bez zawistnych spojrzeń Oliwii i jej blond psiap. Choć starałam się nie patrzeć, musiałam. Widziałam, jak Kłos i Ola wyciągają również resztę. Koniec końców Włodarczyk poszedł z nimi, a Wrona z Oliwią i Sarą zostali na ręcznikach.
Śmiejąc się wyszłam z wody w towarzystwie Loli. Opadłyśmy na ręczniki i teraz był czas i pora na wygrzanie się.
Nie wiem, ile czasu minęło, ale tak mimowolnie podniosłam się i spojrzałam w kierunku wody. I szedł on, przeczesując palcami mokre włosy, patrząc właśnie na mnie, idąc w moją stronę. Oparłam się na rękach, podnosząc się prawie do siadu, nie mogąc z niego spuścić spojrzenia. Mimowolnie otworzyłam buzię z wrażenia - był tak nieziemsko przystojny. Idealnie wyrzeźbione ciało, po którym spływały krople wody. Szelmowski uśmiech. Tajemnicze spojrzenie.
Padł tuż nade mną i musiałam się pod nim położyć z powrotem na ręczniku.
- Będziesz moja, maleńka… - Szepnął, i gdy zbliżał swoje usta ku moim…
Bum!
- Cholera! - Krzyknęłam, kiedy tuż przy moim uchu strzelili jakąś jednorazówką, wybudzając mnie z głębokiego snu.
Padł tuż nade mną i musiałam się pod nim położyć z powrotem na ręczniku.
- Będziesz moja, maleńka… - Szepnął, i gdy zbliżał swoje usta ku moim…
Bum!
- Cholera! - Krzyknęłam, kiedy tuż przy moim uchu strzelili jakąś jednorazówką, wybudzając mnie z głębokiego snu.
Bartek, który był pomysłodawcą i wykonawcą tego świetnego pomysłu, zaczął się śmiać. Pozostali poszli w jego śladu.
- Ja tam nie chciałam cię budzić! - Kora uniosła ręce w geście poddania. - Tak słodko spałaś..
- Ja tam nie chciałam cię budzić! - Kora uniosła ręce w geście poddania. - Tak słodko spałaś..
Podniosłam się do siadu i pogroziłam palcem Bartkowi. - Masz szczęście, że miałam koszmar. Dobrze, że mnie obudziłeś.
- A co, śniło ci się, że spadałaś w przepaść?
- Gorzej. - Burknęłam pod nosem i złapałam puszkę piwa. Otworzyłam ją i napiłam się, jeszcze zimnego, napoju alkoholowego.
- A co, śniło ci się, że spadałaś w przepaść?
- Gorzej. - Burknęłam pod nosem i złapałam puszkę piwa. Otworzyłam ją i napiłam się, jeszcze zimnego, napoju alkoholowego.
Znowu przyłapałam się na tym, że patrzyłam w ich stronę. Siedzieli i rozmawiali, przynajmniej Wrona z Kłosem. Ola z dziewczynami się opalała, a Włodarczyk… cóż, patrzył się z kolei w nasza stronę.
Cholera.
Nałożyłam okulary na nos i ponownie opadłam na ręcznik, jednak nie zamykałam oczu. Bałam się powrotu snu. I wiecie, co było najgorsze? Że mimo iż nie zasnęłam, w głowie wciąż miałam siatkarza..
~* * *~
Witajcie, cześć i czołem!
Jak tam mijają wakacje? Ja właśnie wróciłam, dosłownie wczoraj wieczorem - i musiałam od razu dokończyć rozdział. U cioci nie miałam niestety neta, dlatego dopiero teraz wrzucam.
ps. Przepraszam za błędy, chciałam szybko wrzucić, więc nie sprawdzałam :(
Mam nadzieję, że się podoba i liczę na komentarz ! :)

Miód malina i tyle w temacie :)
OdpowiedzUsuńZapraszam również do siebie. Będzie mi miło jak zostawisz jakiś ślad po sobie.
http://wloskietruskawki.blogspot.com/
http://pulapkizycia.blogspot.com/ - przeszły małą metamorfozę pod kontem treści i wyglądu. Będzie mi miło jak zajrzysz i ocenisz
http://wiararzyjacielemwytrwalych.blogspot.com/
Denerwuje mnie takie rozkazywanie i wykorzystywanie innych. Ja tylko czekam na bunt. Musi się dać coś zrobić. Motor *.* Kocham <3 A ten sen, czemu to tylko sen? ;D
OdpowiedzUsuńPs; Zapraszam do siebie ;) Mam nadzieję, że zajrzysz i pozostawisz po sobie ślad ;)
only-i-want-is-you.blogspot.com
Szkoda, ze to się jej tylko snilo
OdpowiedzUsuń;) Czemu to ni mogło byc prawdziwe?
A ta jej siostra mnie irytuje -,-
Rozdział genialny ^-^
Robiłaś system..az żałuję, że to TYLKO sen xd ale co się odwlecze... Motor <3 czekam na kolejny z niecierpliwością i zapraszam do siebie ;* :)
OdpowiedzUsuńRobiłaś system..az żałuję, że to TYLKO sen xd ale co się odwlecze... Motor <3 czekam na kolejny z niecierpliwością i zapraszam do siebie ;* :)
OdpowiedzUsuń