niedziela, 19 lipca 2015

6. Nocny gość.

Zrobiłam tak, jak powiedziałam Siwemu. Wpadłam tylko do kuchni po paczkę kinderek (uwielbiałam je), po czym rzuciłam się na swój ukochany szeroki parapet, do uszu zaaplikowałam słuchawki i włączyłam składankę, którą podrzucił mi Siwy. Przymknęłam oczy i zasłuchałam się w rytmy. W głowie już wymyślałam idealne kroki, a to, co już mieliśmy, będzie się nadawało do niewielkich przeróbek.
 Muzyka leciała w kółko. Dance without you. Genialna piosenka, idealna na galę... Byłam w niej tak zatracona, że prawie spadłam, kiedy usłyszałam stukanie do okna.
- Kurde! - Wyrwało mi się. Wyrwałam słuchawki z uszu i wpatrywałam sie w ciemną postać siedzącą na gałęzi tuż przy moim oknie. To była moja droga do pokoju, kto ją wyczaił?
 Zeskoczyłam z parapetu i otworzyłam okno. Mój nachodźca zrobił jeden krok na gałęzi, a po drugim był już na podłodze w moim pokoju. 
- Nudzi ci się!? - Podniosłam głos, chociaż to był raczej krzyk przez szept.
 Zamknęłam za nim okno. odwróciłam się w stronę Wojtka ze skrzyżowanymi rękoma na piersiach. 
- Hm, tak. - Stwierdził, wyraźnie rozbawiony. 
- Zawsze tak nachodzisz swoje koleżanki?
- Hm…. - namyślił się. - Tylko te ładne.
 Wyszczerzył się, ukazując rząd idealnie równych, białych zębów, a ja aktorsko wywróciłam oczami. On przechodził samego siebie! 
- Przeszkadzam? - Zapytał. 
- Tak.
 Mimo mojej odpowiedzi, rozsiadł się wygodnie na moim łóżku i podparł się za plecami na rękach.
Wzrokiem ogarniał cały mój pokój. Czułam się dziwnie speszona, znowu. Nie miałam bałaganu, bo jak sprzątałam dom, no to swój pokój też. Ale niektóre klamoty były hm, może trochę stare, może trochę dziecięce. 
- Fajny pokój.- Skwitował, w końcu spoglądając na mnie. - Tak myślałem, że zajmujesz poddasze.
Cóż, nie miałam wyboru, bo księżniczka Oliwia wyburzyła ścianę między naszymi pokojami łącząc je, a sobie tworząc sypialniany apartament. 
- Nie narzekam. Nie jest perfekcyjny, ale ja i tak spędzam tu mało czasu. 
- No coś ty, to idealne miejsce, żeby się wyciszyć. - Uśmiechnął się.
 Poklepał miejsce na łóżku, bym usiadła obok niego. Mimo zaproszenia zasiadłam na krześle obrotowym od biurka.
- TO co cię do mnie sprowadza? - Uniosłam jedną brew do góry. Na pewno miał jakiś interes do mnie, skoro o północy się do mnie skradał. - Imprezka się nie klei? 
- Klei się, ale nie dla wszystkich. Większa część ludzi pojechała do domów. 
- Czyżby siatkarzom nie podobały się takie klimaty? - Zaśmiałam się głośno. - Myślałam, że to coś idealnego dla was. 
- No coś ty, impreza była beznadziejna, odkąd upokorzyłaś Oliwię.- Mówił, wciąż się uśmiechając. A ja nie potrafiłam oderwać spojrzenia od jego hipnotyzującego spojrzenia. -  Wrona ją pocieszał, a ona zamiast wychillować, to gadała tylko o tym jaka jesteś beznadziejna. Cóż, nie szło jej już słuchać. 
- TO czemu do domu nie pojechałeś? 
- Niby pojechałem, ale cii. Pewnie i tak nie zauważą, że mnie nie ma.
 Spojrzałam na niego podejrzliwie. 
- Ty chyba nie zamierzasz u mnie spać? - Moje pytanie, jak się okazało, było pytaniem retorycznym. Siatkarz tylko uśmiechnął się zawadiacko. - O nie, Włodarczyk. Za dużo od życia chcesz. 
- Nie bądź taka, mieszkam daleko. - Naburmuszył się. Zrobił minę niczym mały chłopiec.
I cóż ja mogłam? Nie wyrzuciłabym go na zbity pysk, na ulicę. Albo co gorsza, w łapska tej blond lafiryndy, która się do niego kleiła. 
- Dobra, ale śpisz na podłodze.
 Zaczął się śmiać, ale już nic nie powiedział na ten temat. Zamiast tego wstał i podszedł do półki, gdzie stały moje płyty. Same perełki. 
- Skylar Grey? Pretty Reckless? - Czytał. W jego głosie słyszałam zdumienie, ale takie pozytywne. - AC/DC, The Rolling Stones? Wow, nieźle. Ale widzę, że muzyka pop również ma tu swoje miejsce.- Dodał, wskazując na inne płyty.  
Stanęłam obok niego i spojrzałam na swoją kolekcję. Obojętnie wzruszyłam ramionami. 
- Nie zamykam się w jednym rodzaju muzyki. Lubię w sumie wszystkiego… po trochu.
 SPojrzał w dół, prosto na mnie. CHoć daleko nie miał - sama byłam wysoka, więc nasze twarze nie dzieliła wielka przestrzeń. I to mnie znowu spłoszyło. 
- Dobrze. Jesteś otwarta na świat, na ludzi. - Wysuwał swoje wnioski. - Masz dobrą kolekcję płyt, jeździsz na motorze. Myślę, że lubisz również pyskować i tak naprawdę nie dajesz sobie wejść na głowę. - Wyliczał. - CHoć tego nie okazujesz, lubisz swoją pracę. Choć wyglądasz na złą na świat, jesteś wesołą dziewczyną. Czym mnie jeszcze zaskoczysz?
 Przełknęłam ślinę modląc się, by nie zauważył mojego zdenerwowania. Przyszło nagle i stanowczo niepotrzebnie. 
- Późno już. - Spuściłam wzrok. - Idź się umyj, pójdę po tobie.
   Chwilę jeszcze na mnie popatrzył, ale nie mogłam rozszyfrować, o czym myślał. Nie lubiłam takich ludzi. Zwykle potrafiłam rozgryźć każdego, jego nie. I to mnie drażniło.
Cóż, natomiast on, rozgryzał mnie powoli, ale do przodu. Co jeśli w końcu odkryje o mnie prawdę?
Wrócił po paru minutach. 
- Śpisz na podłodze. - Przypomniałam mu, a sama zaszyłam się w łazience.
 Przygasiłam światło, pozostawiając oświetloną tylko lampkę na biurku. Zaszyłam się w łązience i czekałam, aż zacznie pochrapywać czy… czy cokolwiek by robił, co by mnie utwierdziło w tym, że już spał. W między czasie rozbrzmiał jego telefon. Powiedział do rozmówcy, że zmył się do domu i śpi. Być może dzwonił ten jego kumpel Wrona, albo Kłos. W każdym bądź razie, to była krótka rozmowa na temat.
Sama umyłam się, przebrałam w piżamkę- top i krótkie spodenki - i gdy było dostatecznie cicho, na palcach weszłam do pokoju. 

- Kuźwa! - Krzyknęłam do siebie w myślach.
Siatkarz, rzecz jasna, nie spał na podłodze tylko w moim łóżku, po jednej ze stron. Wtulił się w jedną z mniejszych poduszek i wyglądał, jakby naprawdę spał. Był taki… spokojny.
 Ledwo powstrzymałam chichot widząc, że stopy mu wiszą poza łóżkiem. Sama byłam “na styk”, ale ten widok mnie powalił. Cała złość na niego przeszła.
Zgasiłam lampkę i położyłam się z drugiej strony. Nie poszłam spać od razu. Podparłam się na łokciu, twarzą w stronę siatkarza. Księżyc oświetlał jego twarz, więc mogłam do woli się na niego napatrzeć. Na jego idealnie zarysowane rysy twarzy.Na jego lekko zadarty nos, pełne usta. Na jego silnie umięśnione ramiona. Kusił mnie i nic nie mogłam na to poradzić.
 Wyciągnęłam rękę w jego stronę, chcąc go dotknąć w policzek. W ostatnim momencie się powstrzymałam. Zbeształam się za to w myślach i poirytowana własnym zachowaniem odwróciłam się na drugi bok i zamknęłam oczy, usilnie starając się zasnąć.


Nie wiem, która była godzina, gdy do drzwi dobijała się Elżbieta, moja macocha. W każdym bądź razie wcześnie. Bardzo wcześnie. Szarpała za klamkę chcąc wejść mnie doprowadzić do porządku, ale na szczęście zamknęłam wczoraj drzwi na klucz. 
- Wstawaj! Zaraz jedziemy na sesję, śniadanie masz zrobić! - Bla, bla, bla. - I sama do roboty się w końcu spóźnisz!
 To nic, że miałam tego dnia na popołudnie. 
- Już! - Odkrzyknęłam, jednocześnie odwracając się na drugi bok.
 Dopiero wtedy zrozumiałam, jak spałam. Z kim spałam. “stanęłam” twarzą w twarz z obejmującym mnie w pasie Włodarczykiem.
Swoją drogą, on wciąż spał, nieźle!
 Przerażona zrzuciłam z niego jego wielką rękę, która mnie obejmowała. 
- Chodź tu, mała.. - Wyburczał przez sen znowu się do mnie przytulając. 
- Włodarczyk, wstawaj! - “krzyknęłam” szeptem. Miałam ochotę go zrzucić z łóżka, ale ten olbrzym narobiłby zbyt wiele hałasu.
 Podniósł zaspane powieki i spojrzał na mnie posępnie. 
- Albo nie - zmieniłam zdanie - śpij dalej. Lepiej się nie pokazuj światu na oczy, dopóki są w domu.
 Zaś zasnął, uwierzycie?
Sama wygramoliłam się spod kołdry i nawet się nie przebierając z piżamy, poszłam im naszykować śniadanie i się ich pozbyć z domu. Nie chciałam nawet myśleć o tym, jak abrdzo byłoby źle, gdyby nakryły Wojtka u mnie w pokoju. MA-SAK-RA. W każdym bądź razie, zjadły, ja w tym czasie trochę ogarnęłam zasyfioną po iprezie kuchnię, i wtedy sobie poszły. A ja wróciłam do pokoju. 

- Dzień dobry. - Powitał mnie siatkarz, stercząc na środku pokoju i przeciągając się na tyle, ile pozwolił mu mój nisko zamieszczony sufit. Poddasze rządzi, zwłaszcza dla dwumetrowego siatkarza. - Zawsze masz takie pobudki o siódmej rano? 
- Przeważnie tak. Czasem bywa nawet, że macocha wstaje mnie obudzić, żebym coś zrobiła, a sama idzie dalej spać. - Pokazałam mu “okejkę” z krzywym uśmiechem na twarzy. - Kwestia przyzwyczajenia. 
- jej, dlaczego z nimi dalej mieszkasz? Pracujesz, mogłabyś się zacząć utrzymywać sama…
 Jakbym tego nie wiedziała, ech…
- Ojciec mi zostawił sporo spadku, który niestety jest w jej łapach. ma do niego prawo. Ale w sumie go nie chce, i tak jest w ciul bogata.  - Wyjaśniałam cierpliwie. - I jak będę jej słuchała i spełniała jej polecenia, to jak skończę dwadzieścia jeden lat, wszystko będzie moje. A wtedy…. - Zacięłam się w swoich planach. 
- Co wtedy? - Dopytywał. 
- Nie wiem, wyjadę. Cóż, pozostały zaledwie miesiące, przeżyję. Przeżyłam ponad sześć lat.
 Siatkarz był nieźle wstrząśnięty tym, co powiedziałam. KOniec końców westchnął głęboko i zasiadł na parapecie, mocno się garbiąc. Tam niestety sufit był położony najniżej. 
- Gdyby twój tata wiedział, jak ona cię teraz traktuje… - Odezwał się w końcu. - Kurdę, jesteś silna. Psychicznie. Ja bym wykitował z takii babami w domuy.
 Zaśmiałam się. - Uwierz, ja jestem tego bliska. Bywa różnie, ale jak jestem na skraju, zaciskam pięści i mówię sobie, że “co nie zabije, to wzmocni”. 
- Uwierz lub nie, ale ja sobie zawsze tak mówię przed ciężkim meczem. 
- No nie wierzę, że z mojego motta korzysta również świetny siatkarz Skry Bełchatów. - Zaśmiałam się. On jednak podłapał inny sens mojej wypowiedzi. 
- Świetny, powiadasz? - Wstał i podszedł do mnie, wpatrując się w moj oczy. Choleraaa.
 Był blisko. Bardzo blisko. Nachylił się lekko i nasze twarze dzieliły centymetry. A moim jedynym ruchem, na jaki się zdobyłam, było przełknięcie śliny.
 Dobra, laska. Ogarnij się.
Zrobiłam krok w tył. - Idę zrobić śniadanie.- I pędzikiem wypadłam z pokoju.


  Kroiłam własnie chleb, kiedy przyszedł siatkarz. W samych jeansach, bez koszulki. Nie ociągał się. Najpierw mnie odwrócił, a potem mocno trzymając ręce na moich biodrach, docisnął do lady i wtopił się w moje usta. Był zachłanny, jakby pragnął tego pocałunku od lat. Nie pozostawałam mu dłużna - paznokcie wbijałam mocno w jego plecy. 
- Będziesz miał ładną pamiątkę. - Mruknęłam mu do ucha.
 Zaśmiał się jedynie lekko, po czym znowu, podniecony tak jak ja, zaczął mnie całować. Przygryzł mocno moją wargę, a ssał i całował moje usta. Jego silne dłonie zawędrowały pod moją koszulkę. Czułam się taka mała, taka drobna, gdy obejmował mnie mocno, przyciągając do siebie jescze bliżej. przylgnęłam do niego jakbyśmy byli jednym ciałem. W końcu ściągnął moja koszulkę, a rękami pieścił moje piersi. 
- Zróbmy to.. - Wysapałam między pocałunkami. 
- Na pewno?
- To będzie nasz sekret….


 Ciach! 
- Cholera! - Syknęłam.
 Odrzuciłam nóż na bok i zakrwawiony palec szybko dałam pod bieżącą wodę. Tak to jest, jak się kroi chleb i ma się erotyczne myśli! Masz za swoje, Izka! 
- Jezu, co się stało?
 Dopiero wtedy zarejestrowałam przyjście mojego gościa. Był ubrany, w to co zeszłego wieczora. I na jego twarzy wymalowało się zmartwienie. 
- Tylko sobie palec ucięłam. - Burknęłam. Miał niezbyt ciekawą minę, zwłaszcza jak widział zabarwioną na czerwono wodę. Chciałam trochę rozluźnić tą atmosferę. - Przynieś kropelkę, przykleimy i będzie cacy.
 Spojrzał na mnie i się skrzywił. No tak, żarcik nie na miejscu. 
- Gdzie masz apteczkę? - Zapytał. 
- W łazience w szafce.
 Gdy zniknął, zakręciłam wodę. Krew niestety dalej się lała. Gwoli wyjaśnienia, nie ucięłam palca, tylko mocno nacięłam pierwsze warstwy skóry. Krew niestety lała się ajkby to była tętnica udowa i nie szło jej zatamować. 
- Siadaj. - Nakazał. Jego stabowczy głos sprawił, że wolałam to zrobić.
 Usiadł przy stole obok mnie, otwierając apteczkę. Ujął moją dłoń i polał ranę wodę utlenioną. 
- Wiesz, że to zbędne. - Westchnęłam. Znając mnie, pewnie olałabym ranę albo owinęła pierwszą lepszą szmatką, niech się goi jak chce!
- Nie wydaje mi się. - Burknął. Odciął kawałek plastra i przykleił na palec. Od razu nasiąknął krwią. - Za jakiś czas musisz sobie zmienić. 
- Dobrze tato. - Zaśmiałam się, jednak wyraz jego twarzy pozostawał niezmienny. Grobowa mina mnie przytłaczała, a napięta atmosfera niczego nie ułatwiała. 
- Śmiejesz się, ale mój kuzyn kiedyś przez taką głupią rankę miał mocne zakażenie. - Jego głos był niezwykle poważny, zresztą mina również. Ja się nie mogłam jednak powstrzymać od śmiechu i po chwili razem się śmialiśmy.
- Nie no, dzięki bardzo za opatrunek. - Powiedziałam i chciałam wstać, ale mnie z powrotem posadził na krześle.
- Siedź. - Rozkazał. Wziął do ręki nóż. - Sam dokończę robotę, zanim cała się potniesz.
Ha, ha! Bardzo śmieszne, panie Włodarczyk.
Nie lubiłam siedzieć bezczynnie, ale siatkarz nie dopuścił mnie do lady. Skoro jedzenia nie mogłam naszykować, to zrobiłam nam dwie kawy. Akuratnie wtedy Wojtek zrobił kanapeczki i postawił talerz z nimi na stole.
- Serio, uśmiechnięte minki? - Zapytałam, widząc na kanapkach z szynką wymalowane ketchupem minki. Jedne wyszły, drugie niezbyt, ale liczą się chęci, nie?
- Nooo... - Rzucił przeciągle i ugryzł duży kęs. Ketchupowa minka się skrzywiła. - Lubię uśmiechy. - Stwierdził i spojrzał mi głęboko w oczy.
Choć to był ciężkie, po chwili oderwałam spojrzenie od niego i spojrzałam na kanapkę, którą chciałam konsumować. Zapadła chwila ciszy, którą ledwo zniosłam, bo siatkarz wciąż mi się przyglądał jedząc śniadanie i popijając kawę.
- Już pamiętasz ile słodzę. - Zaśmiał się. - Jak zwykle pyszna kawa, ale co dobre szybko się kończy, zaraz znowu się na trening spóźnię.
- Podrzucę cię, jeśli chcesz. - Zaproponowałam, obojętnie wzruszając ramionami. Żeby sobie czegoś nie pomyślał czasem. - I tak wychodzę do roboty, na drugą zmianę.
- Hm... - namyślał się. - A może to ja cię podrzucę?
Zmarszczyłam brwi. Wtf?
- Jakbym ci powiedział - nachylił się nad stołem i oparł na łokciach - że sam lubię śmigać na motorach i nawet mam prawo jazdy na nie?
- Hm... - teraz to ja się namyśliłam i podparłam o stół tak samo jak on. - Jakbyś tak powiedział, to pewnie bym ci nie uwierzyła. - Wyszczerzyłam się.
Wtedy on sięgnął do spodni i wyjął swój portfel. A z niego - prawo jazdy kategorii A. Zdarte trochę, co oznaczało, że trochę lat już miało.
- Nieźle. - Sięgnęłam po nie i się przyjrzałam. Faktycznie, jego imię i nazwisko.- Niech zgadnę, jeszcze z okresu buntu? Bo teraz nie wyglądasz na .. hm...
- ... na szalonego faceta, tak? - Dokończył za mnie. CO prawda nie to miałam na myśli, ale on i tak się śmiał, to darowałam sobie sprostowania. - Jak byłem gówniarzem to uważałem, że to lepsze. Jeszcze jak mieszkałem w Poznaniu. Ale tu, w Bełchatowie, samochód się lepiej sprawia, więc mój motor stoi u rodziców w garażu.
  Nic nie odpowiedziawszy, wstałam i zgarnęłam nasze puste talerze i kubki. Wstawiłam je do zlewu.
- A pamiętasz jak się jeździ? - Zapytałam, odwracając się w jego stronę. Siatkarz przytaknął. - W takim razie, poczekaj, idę po drugi kask.

Gdy dotarliśmy na osiedle, na którym mieszkał Wojtek, ciężko mu było zejść z motoru. Nie pojechaliśmy od razu tam. Ja, jako pasażer - uczepiona w jego plecy - mogłabym tak jeździć cały dzień. Choć nie łatwo było mi powierzyć mu motocykl... jakoś mu zaufałam. Przejechaliśmy głównymi drogami Bełchatowa na jakieś typowe odludzie, gdzie docisnął "pedał gazu". A gdy przystanęliśmy, na chwilę odetchnąć od kasków, uśmiech nie schodził mu z twarzy. 

- Jej, miło choć na chwilę oderwać się od wszystkiego. - Wyznał wtedy zupełnie szczerze.
  Sama miałam podobnie. On kochał siatkówkę, ja taniec. Ale mimo to czasem trzeba się nawet od tego odezwać, dla innej pasji. Zapomnieć o wszystkim, poczuć się wolnym, bez zmartwień, bez... obowiązków, choć na chwilę.
Ale powróćmy do chwili obecnej.
- A więc tu mieszkasz. - Rozejrzałam się po nowoczesnym osiedlu. Choć były to bloki, mieszkania musiały byś spore.
- A no, tutaj. Może wejdziesz? - Zaproponował, z wyraźną nadzieją w głosie.
Wyciągnęłam z kieszeni telefon, sprawdzić ile mam czasu. Zauważyłam nową wiadomość od Kory.
 "Popołudniu robimy show!"
Jakie show, jakie popołudniu?! Przecież mieli ćwiczyć na galę! I nasz występ miał być dopiero jutro!
- Przepraszam na chwilkę. - Szybko wystukałam do niej wiadomość "co? gdzie?" . Odpisała dosłownie pięć sekund później. "Bar, fast". Zmarszczyłam brwi i spojrzałam na swojego towarzysza. - Przepraszam, innym razem. Praca wzywa. - Chrząknęłam i włożyłam kask na głowę. - Miłego treningu i do zobaczenia! - Krzyknęłam jeszcze, po czym odpaliłam i odjechałam z piskiem.
Przez drogę zastanawiałam się, co oni wykombinowali. Te myśli mieszały się jednak z obrazem pozostawionego na bełchatowskim osiedlu siatkarza. Był, cóż, co najmniej zaskoczony, gdy nagle wsiadłam na motor i odjechałam. Ale przecież spowiadać się mu nie musiałam. Hm, ale czy on w ogóle tego oczekiwał? Raczej nie. Byłam dla niego dobrą koleżanką, która go przenocowała i odwiozła do domu. Tyle w temacie.
Szybko dotarłam do baru, gdzie mieliśmy się spotkać. Choć już dawno powinnam zacząć swoją zmianę, musiałam przysiąść do znajomych. Siedzieli przy jednym z największych stolików i głośno spekulowali. Siwy, Lola, Kora, Anka, Misiek, Brodaty i Bartek.
Od razu przywołali mnie gestem.
- Ludzie, co się dzieje? - Złapałam za krzesło i zasiadłam przy ich stoliku. - O co chodziło z tym show?
- Pomysł Bartka, jego pytaj. - Kora uniosła ręce w geście poddania.
- No bo to przez Siwego! - Rzucił w obronie brunet.
Spojrzałam na Kubę i zmarszczyłam brwi. Wtf!
- No bo - zaczął tłumaczyć - pamiętasz ten nasz pierwszy, dawny pomysł na street dance. - Oczywiście, pamiętałam, to były nasze pierwsze wielkie marzenia. - Odsłon na YT mamy miliony, dosłownie. I wszyscy pytają, kiedy następny występ...
- Chodzi o to - brutalnie przerwała mu Anka - że ludzie z tego amerykańskiego konkursu już szukają zespołów. Jeśli chcemy, by nas wzięli do programu, musimy coś nowego ogarnąć i to fast.
Konkurs? Już?! Przecież on jet dopiero za trzy miesiące!
Tak w ogóle, to jest jak na razie naszym celem. Ludzie z tego programu tanecznego przeglądają filmiki z największą ilością odsłon, różnych tancerzy z całego świata, a potem ściągają do Ameryki tych najlepszych, którzy walczą o kupę kasy, szkołę taneczną i w ogóle takie bajery. I to było marzeniem całego M.A.D.
- Dobra. - Powiedziałam, przeczesując spojrzeniem twarze wszystkich towarzyszy. - Kiedy? Gdzie?
- Jak to "Gdzie". - Zakpił Brodaty i szeroko się uśmiechnął. - Na ulicy, bejb. O szesnastej.

~* * *~CHolercia, u Was też tak burzowo? Na "osłodę" lata nowy rozdział. Komentować, czy się podoba! :) ps. nie czytałam, sorcia za błędy ;<







1 komentarz:

  1. Iza miewa sny erotycze, szkoda, ze to die nie dzialo w rzeczywistosci ;) Super rozdzial i weny zycze :D

    OdpowiedzUsuń